REKLAMA
Anywhere logo

DALIDA. SKAZANA NA MIŁOŚĆ: Smutna opowieść o smutnej kobiecie

2017-04-04
...

Na wstępie muszę przyznać, że przed obejrzeniem filmu Lisy Azuelos nie byłem świadomy istnienia Iolandy Gigliotti. Znałem oczywiście niektóre z jej piosenek, o czym przekonywałem się niejednokrotnie podczas seansu, ale sama ich wykonawczyni była dla mnie częścią nierozróżnialnej pulpy oznaczonej hasłem „gwiazdy muzyki pop”. Film stopniowo odsłaniał przede mną wyobrażenie o Dalidzie, wyrywając jej personę z błyszczącego amalgamatu sław pozbawionych twarzy. Mam oczywiście świadomość, że ekranowa Dalida to tylko konstrukt noszący w sobie ślad prawdziwej osoby. Ten okruch jednak wystarcza, żeby spotkanie w głowie widza się odbyło. Na ile satysfakcjonujące, zaraz się okaże.

Poza początkowo nielinearną narracją rozbitą na retrospekcje ważnych osób z otoczenia egipsko-włosko-francuskiej (!) divy (chwyt w historii kina znany już od czasów przełomowego Obywatela Kane’a Orsona Wellesa), Dalida jest dość klasycznym przykładem filmu biograficznego, który nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle innych dzieł z tego gatunku. To opowieść obrazująca karierę i dzieje legendarnej piosenkarki, której życie, chociaż pełne sukcesów, dążyło nieubłaganie do samozatracenia. Można powiedzieć, historia wręcz archetypiczna. A dla scenarzysty – wymarzona. Oprócz jawnego dążenia do widowiskowości, reżyserka skupiła się w swoim filmie na złożonym życiu wewnętrznym bohaterki. Nie wydaje mi się jednak, aby Azuelos odnalazła właściwe środki do oddania wspomnianej wieloaspektowości. Ekranowa historia życia francuskiej gwiazdy to łańcuch występujących na przemian momentów euforii i dobijającego smutku, narodzin wielkich miłości i ich gwałtownego kresu. Od jednego kochanka do drugiego, od szlagieru do szlagieru, widz pędzi z piosenkarką przez jej (pozornie) burzliwe życie, zastanawiając się nad tym, kto tak naprawdę mieszka pod tą urokliwą, aczkolwiek nieszczęśliwą fasadą (której użyczyła nieznana szerszej publiczności, młoda włoska aktorka Sveva Alviti).

DALIDA-2

Za mieniącą się cekinami, sceniczną powierzchnią, kryje się jedynie melancholia i smutek. Autorzy filmu kierując się niewyszukanym psychologizmem przybierającym formę spłyconej psychoanalizy podpieranej (dosłownie, bez przenośni) strzępkami nihilistycznej filozofii Martina Heideggera, przedstawiają rozchwianą emocjonalnie kobietę, zawieszoną niczym linoskoczek, między życiem i śmiercią. Zaprezentowana na ekranie Dalida pragnie być kochana, ale sama nie jest zdolna do miłości, to czarna dziura, która unicestwia wszystko, co znajdzie się w jej pobliżu. Wydaje się czuć spełniona i szczęśliwa o tyle, o ile ktoś ją kocha i podziwia. Najlepiej jeśli są to serca wielomilionowej publiczności.

To filmowe spotkanie nie należało zatem do w pełni udanych. Dalida jako postać będzie musiała powrócić do mojej wyobrażonej miazgi anonimowych sław, służąc ewentualnie za negatywny przykład tego, w jaki sposób nie należy kierować swoim życiem. Warto jednak zauważyć, że zrealizowany z rozmachem film Lisy Azuelos może okazać się ciekawym zapisem ewolucji muzyki popularnej pokazanej zza kulis. Od romantycznych ballad z początków lat ‘60, przez szczyt popularności rocka aż do ery disco, rozwój kariery Dalidy wydaje się doskonale ilustrować dynamikę zjawisk zachodzących w kulturze muzycznej Europy Zachodniej. To z pewnością nie wystarczy, żeby uznać film Azuelos za wybitny, ale dla zainteresowanych tematem może stanowić decydujący powód do odwiedzenia w najbliższym czasie kina.

 

Dystrybutorem filmu „Dalida. Skazana na miłość” jest Best Film Polska

Tekst: Kevin Plisner

REKLAMA