REKLAMA
Anywhere logo

ELLE: Bezpruderyjna, wyrachowana, bezkompromisowa

2017-04-06
...

Trzeba przyznać, że Paul Verhoeven długo kazał widzom czekać na swój nowy film. Twórca kultowych „Showgirls” udowodnił, że warto było uzbroić się w cierpliwość. W "Elle" holenderski mistrz wdziera się z kamerą do zakłamanego światka paryskiej burżuazji, a owocem tej perwersyjnej penetracji czyni pełne mrocznego posmaku dzieło. Czy – jak można było domniemywać na podstawie krótkich streszczeń fabuły – "Elle" okazało się opowieścią o ofierze, która nie może poradzić sobie z piętnem pozostawionym przez oprawcę? Bynajmniej. Nowe dzieło Verhovena nie przypomina tradycyjnego filmu gatunkowego, to raczej błyskotliwy i przewrotny flirt z poprawnością przyzwyczajeń odbiorczych widowni.

Michelle (w tej roli ikona francuskiego kina, Isabelle Huppert) jest zadbaną kobietą, która odniosła życiowy sukces. Wraz ze swoją przyjaciółką prowadzi firmę zajmującą się tworzeniem sadystycznych gier komputerowych. Spełniając niepohamowane fantazje graczy, bohaterka, pod gustownym płaszczykiem pozorów, skrywa w sobie liczne tajemnice i zakazane pragnienia. W "Elle" wszystko jest zresztą bardziej skomplikowane niż się początkowo wydaje - począwszy od problematycznych relacji Michelle z rodzicami, poprzez amoralną przeszłość ojca-mordercy, a skończywszy na romansie z mężem najlepszej przyjaciółki. Współczesne francuskie kino dawno już nie było tak przewrotne i nie miało równie perwersyjnej bohaterki. Tworząc postać Michelle, Verhoeven zdaje się inspirować portretami pełnokrwistych, makiawelicznych kobiet Claude’a Chabrola określanego mianem "Hitchcocka znad Sekwany", u którego Huppert zagrała  najważniejsze role we wczesnej fazie swojej długoletniej kariery ("Violette Noziere", "Historia kobiet", Madame Bovary").

Elle_1

"Elle" – nawiązując do słynnej filmowej metafory, którą przypisuje się często właśnie wspomnianemu Hitchcockowi – zaczyna się od trzęsienia ziemi, sceny brutalnego gwałtu na tytułowej bohaterce. Gwałtu, o którym Michelle opowiada przyjaciołom przy stole, jak o zwykłym  przeziębieniu. Ujawnienie tożsamości sprawcy nie stanowi zresztą punktu kulminacyjnego dzieła Verhoevena, lecz staje się jedynie pretekstem do ukazania skomplikowanej specyfiki ludzkich procesów myślowych, a zarazem nieprzewidywalności i braku racjonalności zachowań, wypływających z ich wnętrza.  Najnowszy film reżysera "Nagiego instynktu" można zinterpretować w charakterze libertyńskiego manifestu – okrucieństwo, gwałt i autodestrukcja okazują się w nim szczytową i ekstatyczną postacią spełnienia. Emancypacja kobiecych pragnień, tak silnych i momentami prymitywnych, to przyczynek do uznania dzieła za feministyczną rozprawę, ale Verhoeven idzie o krok dalej - rozpustność i dewiacje potraktować można w kontekście jego dzieła, jako naturalne i nieodłączne cechy istnienia, bez względu na płeć czy wiek. Cechy, które należy być może w sobie zaakceptować, aby osiągnąć nowy wymiar szczęścia. 

"Elle" to kino niejednorodne, ale zarazem magnetyzujące. Reżyser opowiada w wysmakowany sposób historię o kreowaniu iluzji i przybieraniu, skrojonej na miarę społecznych oczekiwań, maski, pod którą iskrzą się przepełnione transgresją fantazje. Iście paryska formuła, pozbawiona jednak właściwego Francuzom zadęcia.

 

Dystrybutorem filmu jest  UIP  (United International Pictures) Polska

Tekst: Magdalena Walczak

REKLAMA
REKLAMA