REKLAMA
Anywhere logo

AMERICAN HONEY: Pocztówki z amerykańskich bezdroży

2017-04-07
...

Osiemnastoletnia Star (debiutująca Sasha Lane), z nieodłącznym papierosem i dwójką dzieci u boku, bezskutecznie próbuje zatrzymać któryś z przejeżdżających samochodów. U stóp bohaterów leży na wpół rozmrożony kurczak, łup z dokonanych wcześniej śmietnikowych łowów. Autostopowiczka ponosi porażkę, ale nawiązuje dzięki temu kontakt wzrokowy z jednym z pasażerów. Chwilę później przystojny nieznajomy zaproponuje jej pracę – dołączenie do ekipy nastoletnich akwizytorów, podróżujących od drzwi do drzwi, od stanu do stanu, przez amerykański Midwest po to, by sprzedawać przypadkowym ludziom prenumeraty niszowych magazynów.

Spoiwem grupy, do której Jake (Shia LaBeouf) wprowadza Star, jest dzielone przez nich przekonanie, że świat nie ma im nic lepszego do zaoferowania. Andrea Arnold, reżyserka i autorka scenariusza „American Honey”, oszczędnie dawkuje informacje o indywidualnych historiach swoich młodych bohaterów, co jest o tyle trafną decyzją, że znakomicie koresponduje z wyznawaną przez nich filozofią życiową (lub ostatecznie jej brakiem). Dla Star i jej współtowarzyszy przeszłość jest czymś, przed czym się ucieka, a plany na przyszłość wydają się leżeć poza ograniczonym horyzontem ich możliwości. Co wymowne, gdy w trakcie filmu Star i Jake słyszą pytanie o towarzyszące im marzenia, oboje okazują totalną dezorientację. Ameryka, w której ciężka praca miała gwarantować możliwość spełnienia snów o wielkości i przebycia ekspresowej drogi od pucybuta do milionera, nie jest ich ojczyzną – ich świat to obskurne przydrożne motele, fast foody i stacje benzynowe.

American-honey_2

Realizująca swój pierwszy film w Ameryce, brytyjska reżyserka staje w szeregu z innymi twórcami kina europejskiego (od Wima Wendersa po Paola Sorrentino), którzy ze szczególnym rodzajem krytycznej fascynacji przyglądają się amerykańskim drogom i bezdrożom. To właśnie zainicjowana przez bohaterów podróż stanowi zasadniczą część filmu, w którym tradycyjnie rozumiana fabuła schodzi na dalszy plan. Tym, co w „American Honey” fascynuje najbardziej, jest sposób, w jaki nieskomplikowana formalnie historia zostaje opowiedziana. Warstwa wizualna dzieła budzi skojarzenia nie tylko z poprzednimi filmami Arnold, lecz także z „Dzieciakami” Larry’ego Clarka i wczesnymi filmami Terrence’a Malicka. Podobnie jak twórca „Drzewa życia”, brytyjska reżyserka pośród biedy, brzydoty i braku perspektyw odnajduje nieoczekiwane piękno otaczającej natury i krótkich momentów czułości. Liryzm zostaje zestawiony z niemalże reporterską wrażliwością na społeczne nierówności czy wręcz niesprawiedliwości. Arnold z lekkością odnajduje piękno w przyziemnej, niekiedy ponurej i banalnej rzeczywistości.

Mały piesek w stroju Supermana sikający na swoją pelerynkę, przywódczyni magazynowej ekipy, Krystal (w tej roli wnuczka Elvisa Presleya, Riley Keough), ubrana w bikini we flagę Konfederacji – oto americana w wersji Andrei Arnold.

Przeniesienie akcji na Nowy Kontynent nie przeszkodziło zatem twórczyni w podążaniu za wypracowaną wcześniej metodą twórczą ani w powrocie do tematyki, którą podejmowała w poprzednich filmach. Star i Mię, czyli główną bohaterkę „Fish Tank” z 2009 roku, dzielą może tysiące kilometrów, ale problemy, z jakimi obie się zmagają, są niemalże bliźniaczo podobne. Także sposób obsadzenia tych ról był analogiczny – podobnie jak Katie Jarvis, odtwórczyni roli Mii, Sasha Lane nie była profesjonalną aktorką.

Brytyjska reżyserka wygrywa tym, że nie czuje konieczności stawiania konkretnej tezy i zamykania ekranowej rzeczywistości w ciasnych ramach wtórnych diagnoz społecznych. „American Honey” przypomina puzzle, które może i wydają się niekompletne, ale uroda pojedynczych kawałków sprawia, że ostatecznie świadomość ta nie ma wielkiego znaczenia. Przy 162-minutowej długości i luźnej, mozaikowej strukturze film igra momentami z cierpliwością widza, ale w podróż ubarwioną przebojami Rihanny i Bruce’a Springsteena warto wybrać się nawet, gdyby miała ostatecznie prowadzić donikąd.

 

Dystrybutorem „American Honey” jest Gutek Film

Tekst: Maria Plichta

REKLAMA
REKLAMA