REKLAMA
Anywhere logo

Wegetowanie w samolocie

2017-04-15
...

Przede mną kolejna podróż. Tym razem po wejściu na pokład samolotu spędzę w nim siedem godzin. Wspaniale...

W takiej perspektywie zawsze nasuwają mi się podobne myśli: „No nie, przecież ja oszaleję! Co ja będę w tym czasie robił!? Zwariuję. Pewnie znów co piętnaście minut będę patrzył na zegarek, odliczając czas do lądowania. I jak zwykle wysiądę z samolotu zmęczony. Wręcz ledwo żywy”.

A właściwie nasuwały, bo przecież można inaczej!

Od ponad dwudziestu lat stosuję w podróży metodę „wegetowania”. Wyciszam na pewien czas swoje emocje, ambicje i myślenie, żeby w ciszy i spokoju spędzić te kilka godzin podróży z jak najmniejszym spadkiem energetycznym. Absolutnie nie oznacza to, że nie robię w samolocie zupełnie nic! Często coś czytam, piszę, koncypuję nad nowymi pomysłami lub bieżącymi sprawami. Staram się to robić z zamkniętymi oczami, których spojówki – szczególnie podczas długich lotów – narażone są na wysuszenie. W podróży zawsze towarzyszy mi muzyka. Mam swoje spokojne, relaksacyjne playlisty, wręcz idealne w takich momentach.

I tak po siedmiu godzinach podróży wyjdę z samolotu w dobrej formie. W sumie – nawet nie będę pamiętał o tym locie. Nie zauważę, jak szybko minął. Jestem pewien, że tak będzie. Jest tak za każdym razem, od dwudziestu lat.

Tak więc, drodzy Czytelnicy, nauczcie się „wegetować” – czasami warto!

 

REKLAMA