REKLAMA
Anywhere logo

Grzegorz Kalinowski

Maria Nurowska przywołuje wolanda

2017-04-23
...
Siedzimy w bukowiańskiej restauracji, jedzenie choć znakomite nie znika z talerzy przesadnie szybko, bo rozmawiamy i to intensywnie. Na początku czułem się skrępowany, bo ja pisarz tworzący od niespełna czterech lat, którego dorobek złożony jest z pięciu książek i szóstej w drodze miałem odpytywać Marię Nurowską, która napisała trzydzieści książek, oraz stworzyła reportaże, dramaty i scenariusze w tym przełożone przez Janusza Zaorskiego na język filmu i telewizji Panny i wdowy. Do tego tłumaczenia na niemiecki, francuski, czeski i… chiński oraz międzynarodowe nagrody. Teraz postawiła kropkę nad i pisząc Dziesięć godzin, powieść zaangażowaną politycznie i do tego opartą na motywach Mistrza i Małgorzaty Michaiła Bułhakowa. Woland i spółka przyjeżdżają do współczesnej Polski, a w tle mamy historię Małgorzaty, kobiety której nie brakuje osobistych problemów i która jako sędzia musi się uporać z postanowieniem w sprawie oskarżonego o korupcję bohatera Solidarności, Józefa Piniora.

Żeby sobie na to pozwolić trzeba być albo zupełnym debiutantem, albo mieć dorobek taki jak Ty. Albo nie mieć nic, albo mieć wszystko, bo w pierwszym przypadku nic się nie straci, a w Twoim nikt nie odbierze dorobku i nie powie, co za pomysł.

I dla mnie to ryzyko, ale powiedziałam sobie - najwyżej się spalę. To nie tylko próba przed czytelnikami i krytykami, ale i przed samą sobą bo Mistrz i Małgorzata to mój literacki mit i ideał, to moja ukochana książka. To na pewno karkołomne przedsięwzięcie, ale wydaje mi się, że udało mi się przenieść nastrój genialnej powieści Bułhakowa do moich Dziesięciu godzin. Po prostu klimat jest podobny, to porównywalna sytuacja, próbuje u nas rządzić mały dyktator, na naszych oczach dokonuje się przewrót, niszczony jest stary ład, tworzony jest nowy człowiek, nowe państwo – Kaczyński robi swoją rewolucję.

Nabieram oddechu i chcę zadać pytanie, ale Maria jeszcze nie kończy.

Jak ocenić Dziesięć godzin – zaskakuje mnie pytaniem – jak oceniasz literacko?

Nie oceniam literacko, bo dla mnie to coś między bedekerem po współczesnej Polsce, a terapią. Zastanawiam się czy bardziej to zrobiłaś po to żeby poinformować tych, którzy nie wiedzą co się dzieje i nie mają zdania, czy bardziej po to by rozładować napięcie u tych, którzy wiedzą aż nadto.

Przede wszystkim żeby ośmielić. Ludzie się boją, ludzie ukrywają

poglądy przed sąsiadami, nie mówią tego co myślą, uważają że są sami. Na razie Dziesięć godzin czytali nieliczni (rozmawiamy w dniu premiery przyp. GK ), ale mam już sygnały od tych, którzy dostali egzemplarze przedpremierowe, że poczuli się lepiej, nabrali odwagi, uwierzyli że nie są sami, że można mówić mocno i głośno.

Ale niektórzy już byli zdeklarowani i poinformowani, ale brakowało im możliwości odreagowania.

Gdy usiadłam do pisania myślałam o sobie, potrzebowałam czegoś co by mi przywróciło równowagę, dało możliwość odreagowania na to wszystko. Pisałam jak w transie, wyrzucałam myśli na papier bo byłam na to wszystko wściekła. Po wszystkim, już na koniec poczułam nie tylko ulgę, ale i ogromne zmęczenie. W trakcie pisania dopadł mnie wirus, a ja dalej pracowałam jak szalona, córka chciała mi zabrać komputer ale jej się nie udało. Po końcowej kropce trzy dni odpoczywałam z czego jeden dzień przespałam. Musiałam to z siebie wyrzucić nawet za cenę krańcowego wyczerpania, włożyłam w to całą swoją siłę i mam nadzieję, że czytelnik ją poczuje.

Czytelnicy na pewno się nie zmęczą, ale na pewno odreagują, a inni się zastanowią nad co się dzieje w polskiej polityce. Mówi się, że Ucho prezesa zachwiało PiS-em…

Ucho prezesa? Nie żartuj, to może zachwiało wizerunkiem paru polityków, ale nie Jarosława Kaczyńskiego! Robert Górski ociepla jego wizerunek i jest tak jak mówi Kurski; jest tam pełno kanalii i idiotów, ale sam Kaczyński to dobry wujcio. To nie jest żaden dobry wujcio, to psychiczny potwór! To co robi Górski to oswajanie zła, bo to jest zło! Ja w roli Kaczyńskiego widzę Ala Pacino, bo to wielki aktor, który potrafiłby oddać charakter Kaczyńskiego. Zagrać demonicznego nieudacznika nie jest łatwo, to niezwykle trudna rola.

Potwór, demon? A ja odniosłem wrażenie, że politycy z Dziesięciu godzin to nie demony, to nie postaci wagi ciężkiej, to… To jak bohaterowie czechosłowackiej Arabeli, ekipa Rumburaków, czarodziejów i magów drugiej kategorii!

Bo oni są groteskowi, groteskowi jak postacie z Mistrza i Małgorzaty. To często mimo wykształcenia ludzie prości. Nie ma w nich żadnego dostojeństwa, bo przykład idzie z góry. Jakiego dostojeństwa i powagi można się spodziewać patrząc na lidera. A prezydent? To jest namiastka głowy państwa, o innych szkoda gadać bo to szkodnicy. Szkodnictwo jest straszne, opanowanie sądów, łamanie konstytucji, szkolnictwo, propaganda, to robota na chama, czegoś takiego nie mogą robić Polacy – Polakom. To oni są drugiego sortu, bo to co robią to niszczenie ojczyzny.

Jan Pietrzak powiedział kiedyś o pewnej propagandowej piosence („Witaj Zosieńko, otwórz okienko na wschodnią stronę”) jak bym nie wiedział, że to głupota to bym pomyślał, że to prowokacja. Dziś Pietrzak tego nie dostrzega i nie chce, za to wiele osób uważa, że zostały przekroczone granice nie tylko głupoty, ale i prowokacji. Ty idziesz jeszcze dalej, w twojej książce, za niektórymi posunięciami władz stoją moce piekielne…

Tak jest u mnie Asasello, ale przecież oni czekają na podszepty, na instrukcje i to nawet najbardziej bezsensowne, bo to są karierowicze. To nie agenci, to nieudacznicy, a minister wojny ma umysłowość pięciolatka bawiącego się żołnierzykami. Bawią się wojskiem, polityką, ekonomią, nauką. A lider używa ich swoich celów, a ten cel główny, najważniejszy to wywindować brata na tron świętego. To jest jego obsesja i ich zadanie.

Część czytelników może się poczuć rozczarowana.

Czym?

maria_nurkowska

Brakiem ikonicznych postaci, premier Beaty Szydło, profesor Pawłowicz, czy choćby jakiejś charakterystycznej postaci z opozycji, na przykład Mateusza Kijowskiego.

Oni są nikim! Premier Beata Szydło to maskotka, Krystyna Pawłowicz? Ależ jej się nie da bardziej przerysować! Co z nią można zrobić? Nic, taka jaka jest daje świadectwo o sobie i partii. A Kijowski? Dajmy spokój, to też jest nikt.

Ale i bez nich Dziesięć godzin to materiał na scenariusz, ale najbliższym miejscem, w którym potrafią robić takie filmy jest praski Barrandov.

To by było wspaniałe, nie mamy takiego poczucia humoru, ale na pewno wielu będzie się śmiało czytając moją książkę. Ale jeśli ktoś tego nie zrobi to się nie obrażę, bo tak naprawdę to wszystko jest poważne. A wracając do filmu to będzie i to amerykański, z porządnym budżetem, ale nie będzie to ekranizacja Dziesięciu godzin. Ciekawe czy powstanie jakiś film o „dobrej zmianie”. Przede wszystkim prasa musi się zachowywać odpowiedzialnie, mówić o tym, a nie tylko schlebiać najniższym instynktom, gonić za sensacją i dawać ludziom tanie sensacje. Od artystów też powinno się więcej wymagać.

A zwłaszcza od rockmenów! A propos znasz to?

Puszczam piosenkę Big Cyca i Macieja Maleńczuka o prokuratorze Piotrowiczu.

Lubię Maleńczuka.

Nic dziwnego, w końcu w przedstawieniu na motywach Mistrza i Małgorzaty grał przecież Wolanda! Gram dalej numery z płyty Czarne słońce narodu Big Cyca, Maria wsłuchuje się i uśmiecha, ale nagle smutnieje.

Ale Kukizowi nie mogę wybaczyć! Jestem też wściekła na młodzież,

jak mogli na niego głosować! Gdzie się podziali studenci, czemu nie protestują? Ja wiem, że głosowali z rozpaczy, my starzy z rozpaczy na PO i Nowoczesną bo niczego innego nie było a oni, młodzi jeszcze gorzej.

Może nie wiedzą co mogą stracić?

Może…

Wróćmy do artystów, ludzi znanych, do postaci ze świata popkultury i sportowców. Wojtek Kowalczyk, prosty chłopak z warszawskiego Bródna był jedynym sportsmenem, który się wychylił… Nie za ostro to zrobił?

Te wpisy o chemioterapii nie były dobre, ale już ten o historycznych datach… Nie bał się chłopak, użył prostego języka, nawet wulgarnego, ale czy nie miał racji (Maria Nurowska miała na myśli wpisy Kowalczyka na twitterze; jeden sugerujący, że w wyniku chemioterapii Jarosław Kaczyński zaczął się zachowywać absurdalnie i drugi komentujący wybór Donalda Tuska; 08.03.2017.PSG wpierdol w Barcelonie i do domu.09.03.2017.PIS wpierdol w Brukseli i do domu. Dwie historyczne daty w Europie.)

Kowalczyk jako jedyny człowiek ze świata sportu się wychylił. Ławka opozycji jest krótka, ale jeszcze krótsza obozu rządzącego, zwłaszcza w kategorii sztuka. Jest ktoś kogo czytasz, słuchasz, oglądasz, ktoś wybitny poparł rząd?

Nie ma takiego. Brakuje im choćby takiego Filipskiego. Jego poglądy były straszne, ale Hubala zagrał świetnie. Tego nie można powiedzieć o Zelniku, to już tylko wspomnienie, a Krauze… Tym filmem (Smoleńsk przyp. GK) zepsuł sobie nazwisko, to smutne że reżyser tłumaczy się, że miało być inaczej i że na wiele spraw nie miał wpływu.   Nie oglądam TVP i PR i nie wystąpię tam. Uważam, że współpraca z nimi to kolaboracja.  

Mocna słowa, mocna książka, a każdy kto głośno i skutecznie pozwala sobie na krytykę jest prześwietlany, jesteś na to gotowa?

Tak. I nie tylko na to. Spodziewam się, że może być nagonka w pewnych mediach, że będzie szukanie haków. Niech szukają, to dowiedzą się o ojcu arystokracie, który był legionistą, ulubieńcem marszałka, oficerem kawalerii, bohaterem wojny z bolszewikami, kawalerem Virtuti Militari, który cudem uniknął przeniesienia z obozu w Kłajpedzie do Ostaszkowa.   Niech szukają, niech się dowiedzą, że matka za swoją działalność w AK i udział w akcji odbicia gestapowskiego więźnia dostała Krzyż Walecznych. Nie boję, się może dlatego że bili nas pałkami w 1968. Oberwałam wtedy po głowie i może dlatego przestałam się bać, poza tym po tym co przeszli moi rodzice… Było by mi wstyd mieć jakieś wątpliwości, czy warto, czy trzeba. Byłam i jestem dumna z moich rodziców i nie mogłam znieść tego, że nie wolno się było nimi chwalić. Ale nie wytrzymałam, wyciągnęłam ze skrytki ich odznaczenia i zaniosłam je do szkoły. Byłam w drugiej klasie podstawówki i nie wiedziałam czym to grozi, co może się stać po tym jak w środku stalinizmu uczennica przyniesie do szkoły odznaczenia za wojnę z bolszewikami i Armię Krajową. Na szczęście trafiłam na właściwą nauczycielkę, która skonfiskowała odznaczenia ale tylko na czas lekcji i co najważniejsze nie doniosła. Rodzice nigdy się nie dowiedzieli, że mogłam ich narazić na śmiertelne niebezpieczeństwo.

Skończyło się happy endem, ale życie to nie jest bajka. Za to Dziesięć godzin jest trochę bajką, bo są siły nadprzyrodzone, magia i happy end. Czy poza powieścią też tak będzie, czy wierzysz w dobry koniec?

Myślę, że to będzie zmierzało w dobrą stronę i że swoją książką trochę się do tego przyłożę. Mam w Polsce tysiące czytelników i wiem, że wielu z nich czekało na taką książkę, na katharsis, na chwilę w której będą wygrywać z władzą, na ośmielenie się. Nie można się bać, nie można! Trzeba działać, trzeba głośno mówić o tym, że jest łamana konstytucja, że sypie się władza sądownicza, że w armii są czystki, a za chwilę zacznie się majstrowanie przy ordynacji wyborczej. Na szczęście ludzie dostrzegają coraz więcej, rozumieją co się wokół nich dzieje i do czego to prowadzi, bo te absurdy zaczynają ich dotykać. Jak wracałam ze świątecznych zakupów, przed sklepem zaczepił mnie góral, z którym zdarzyło mi się koty drzeć. Nie rozmawialiśmy chyba ze dwa lata, A teraz: - Sąsiadko, czytałem w gazecie, że zdrowo pani przypierdoliła tym z rządu! I dobrze im tak.

- Już ich nie lubicie?
- Ziemi na własnego syna nie mogę przepisać, chciałby na rekreacje!

Wszyscy jesteśmy w beczce śmiechu – raz na górze, raz na dole, jak kiedyś podczas zabawy na wesołych miasteczkach i jarmarkach. Niby śmiesznie, z pozoru niegroźnie, ale z tej zabawy ludzie wchodzili pokiereszowani, z rozbitymi nosami, z siniakami i bez rękawów w ubraniach. Na razie jesteśmy w beczce śmiechu, ale ludzie przestają się śmiać bo wiedzą, że tak jak na jarmarkach blisko beczki śmiechu była zawsze beczka śmierci.

REKLAMA
REKLAMA