REKLAMA
Anywhere logo

Jacek Górecki: NA AFISZU #21

2017-04-27
...

„Mewa” - Antoni Czechow

Teatr Powszechny – reż. Wojciech Faruga

Dzień, w którym wybrałem się na „Mewę” w reżyserii Wojciecha Farugi do Teatru Powszechnego, był dniem wyburzenia budynku warszawskiego Teatru Żydowskiego. Dramat Antoniego Czechowa (wydany w 1895 roku) to opowieść o grupie artystów, którzy lato spędzają w dworku na prowincji, nudząc się i marząc o spełnieniu. Spełnieniu w miłości i w sztuce, w teatrze. Wszyscy w cieniu wybitnej aktorki Arkadiny (wielka rola Marii Robaszkiewicz), którą upływający czas i kondycja teatru niszczy. Później ze sceny usłyszałem prorocze słowa wypowiadane przez młodziutką Ninę (Julia Wyszyńska) o tym, że w mieście spalono już wszystkie teatry, nie ma gdzie grać i trzeba wyjechać do Paryża... Losy teatru dzisiaj są ciągle pod ostrzałem. Wszystko niepewne. Patrząc na to, co dzieje się przed Teatrem Powszechnym i innych teatrach, pogłębia niepewność. Faruga za sprawą Czechowa uruchomił alarm i woła o pomoc, zanim i nasze teatry spali do reszty władza. Zanim artyzm, którego pragną goście na dworze Sorina, zagryzie bezczynność i niespełnione ambicje.

My, widzowie, zostajemy zapędzeni do tej gry także za sprawą oryginalnej scenografii Agaty Skwarczyńskiej składającej się z mobilnych ścian dzielących publiczność, tworzącej różne przejścia, labirynty. To duszna gra. Gra w teatr. A że życie to teatr, będzie to bardzo ryzykowna gra, w której na koniec ktoś zginie. Wszystko wrzucone między burzliwe, niebezpieczne związki. Każdy kogoś pożąda, kocha - tylko że nieczęsto z wzajemnością. To tylko podjudza towarzystwo, uwalnia w znudzonej sobą bohemie demony i prowokuje do destrukcyjnych zachowań. Szczególnie mocno wybrzmiewa scena, w której miejscowy lekarz Dorn (Mateusz Łasowski), by sprowokować siedzącą po drugiej stronie Sorin (rewelacyjna i pełna niepokoju Aleksandra Bożek), kopuluje z krzesłem bawiąc się jej uczuciami, plując jej niemal w twarz.

Takich bestialskich zachowań, w których sprawdza się wzajemnie granice wytrzymałości, jest całe mnóstwo. Jest w obrazie Farugi przeraźliwa prawda o kondycji dzisiejszego świata, a co idzie wraz z Czechowem, także wymierającej myśli, inteligencji i sztuki. Egzystencja świata pełnego ambicji i pragnienia miłości, tylko że całkowicie bezradnego, wręcz ułomnego. „Ale trzeba grać, trzeba pracować” - jak mówią ze sceny postaci. Tylko właściwie na jakich zasadach, skoro tych zasad dzisiaj nikt nie przestrzega, nawet reżyser - pisząc niemalże na nowo „Mewę” Antoniego Czechowa. Chociaż akurat jemu się to opłaciło.

REKLAMA
REKLAMA