REKLAMA
Anywhere logo

Na wskroś Kolumbii

2017-04-30
...
Podróżując po Kolumbii zwrócimy uwagę przede wszystkim na zróżnicowany krajobraz – od płaskich terenów północnego wybrzeża karaibskiego poprzez kręte drogi wijące się przez majestatyczne Andy będziemy obserwować zielone doliny w Rejonie Kawy, by na samym końcu podziwiać w ciszy rozgrzane pustynne tereny.

– Ale tam jest chyba bardzo niebezpiecznie? – takie pytanie zadawał mi prawie każdy, z którym rozmawiałam o mojej podróży do Kolumbii. Nic dziwnego – to kraj o złej sławie. Wiadomo, że jest tam chyba wszystko, co złe – od kokainowych wojen, przez powszechnie panującą biedę, po partyzantkę FARC, skrywającą swoje tajne obozy w dżungli i podkładającą bomby nie tylko pod autobusy turystyczne. To zdecydowanie nie wpływa na pozytywny odbiór kraju oraz nie zachęca do podróży. Kiedy dotarłam na miejsce, tym bardziej zaskoczył mnie fakt, jak bardzo Kolumbia jest rozwinięta pod kątem infrastruktury, transportu i... bezpieczeństwa.

Jak to z tą Kolumbią jest

Trafiłam w sam środek pory suchej, pod koniec stycznia, kiedy na wybrzeżu karaibskim gałęzie łamią się pod lekkim podmuchem wiatru, a zmęczone słońcem psy leżą leniwie na rozgrzanych chodnikach. Kolumbijczycy kończą swoje wakacje, otwiera się upalny raj dla gringo. Tutaj nikt nie zaproponuje ci kokainy, a jedyną powszechnie dostępną używką stanie się piwo sprzedawane na każdym rogu ulicy. O Pablo Escobarze w dzisiejszej Kolumbii mówi się niewiele, a szczytem nietaktu jest rozmawiać z Kolumbijczykami o narkotykach. Nie spotkała mnie ani jedna niebezpieczna sytuacja, o które tak wypytywali znajomi, gdy już wróciłam bezpiecznie do Polski. Latynosi z natury są uprzejmi i pomocni, lubią rozmawiać, nawet jeśli nie potrafią zrozumieć ani jednego zdania po angielsku i nawet jeśli nieskładnie mówisz po hiszpańsku. Pomogą w każdej sytuacji i o każdej porze dnia, tym bardziej widząc zagubionego białego człowieka, który łatwo może paść ofiarą rodzimych złodziei.

Kolumbia urzeka zróżnicowaniem terenu, a co za tym idzie – kuchnią i klimatem. Każdy łowca przygód i każdy typowy turysta znajdzie tu swój eden. Ciepłolubni oraz fani sportów wodnych z pewnością wybiorą piaszczyste plaże otoczone zjawiskowymi palmami nad Morzem Karaibskim w północnej części kraju. Jest to również najbezpieczniejszy rejon Kolumbii, a z uwagi na sporą liczbę turystów w sezonie można liczyć na wiele atrakcji i ofert wycieczek przygotowanych przez miejscowych. Wędrowcy udadzą się w kierunku gór, by podziwiać najwyższe szczyty masywu Sierra Nevada de Santa Marta – Cristóbal Colón i Bolivar, albo idąc wąskimi ścieżkami w kierunku lodowca w Parque Nacional Natural Los Nevados. Tam również nie będą czyhać na nich bandyci, a jedynymi osobami, które spotkają na szlaku, będą pasterze w towarzystwie swoich osłów niosących na grzbiecie bańki z mlekiem. 

Salsa na języku

Nie sposób nie wspomnieć kolumbijskiej kuchni – ciężkiej, a zarazem pożywnej i zdrowej. Kolumbia nie jest azjatyckim rajem kulinarnym, nie jest też tak różnorodna, ale każdy z pewnością znajdzie tu coś, co sprosta jego wymaganiom. Zaskakują przede wszystkim porcje – ogromne, jak w przypadku badeja paisa, czyli typowego lunchu kolumbijskiego, składającego się po kolei z: ryżu, mielonego mięsa, sadzonego jajka, smażonego platana, boczku, avocado, świeżego banana i potrawki z czerwonej fasoli. Ta zabójcza porcja kalorii serwowana niegdyś na śniadanie farmerom, którzy mieli przed sobą ciężki dzień pracy, teraz jest najbardziej popularnym daniem w centralnej Kolumbii. W całym kraju nie zabraknie dostępu do soczystych owoców i warzyw, a zachwycą smakiem te, które są słabo dostępne w innych regionach świata, jak na przykład zdrowotna guanabana czy kwaskowata curuba, przypominająca w smaku marakuję. Tym, którzy myślą, że kuchnia kolumbijska to głównie banany, radzę przejść się do większego marketu, na targ albo spróbować jednej ze złocistych empanad u przydrożnych sprzedawców – kubki smakowe same będą tańczyć w rytmie salsy.

Przez Andy do stolicy

Od piaszczystych plaż poprzez andyjskie kręte drogi docieram na pustynię Tatacoa, by podziwiać nocą gwiazdy, a o świcie przemierzyć małym tuk-tukiem główną pustynną trasę między rozległym, pełnym majestatycznej ciszy krajobrazem. Zostawiam turystów daleko w tyle, ściśniętych między Kolumbijczykami w zatłoczonych colectivos, czyli miejskich autobusach i udaję się w kierunku prawdziwego pustkowia.

Długo nie zapomnę widoków rozgrzanych do czerwoności pustynnych wzniesień, a już do reszty będę za nimi tęsknić po wylądowaniu w głośnej i zakurzonej stolicy kraju, do której przybywam pod koniec mojej podróży. W Bogocie czuję największy niepokój, martwiąc się nie tylko o swój bagaż, ale i o samą siebie. Nie pomaga mi taksówkarz, który w biały dzień w centrum miasta zwalnia i, odwracając się w kierunku tylnych siedzeń, zamyka auto od wewnątrz. Peligroso! Peligroso!, woła, a dla mnie to słowo brzmi tak pięknie, jakbym co najmniej słuchała komplementów. Opowiada, że w centrum zdarzają się przypadki wyciągnięcia pasażera przez drzwi albo okno. Koniec końców nie zostaję ofiarą secuestro express, czyli porwania z krótkim terminem płatności okupu. Co najlepsze – udaje mi się wyjść bez szwanku z całym aparatem, torbą i świeżymi owocami kupionymi na Paloquomeo – najsłynniejszym targu w Bogocie, który znany jest z niezbyt bezpiecznej lokalizacji.

Po powrocie do domu Kolumbia jawi mi się jako urokliwy chaos, jednak w całej jego spontaniczności da się odnaleźć odrobina wytchnienia. Spokoju można szukać na zielonych wzgórzach Zona Cafetera – Rejonu Kawy. Tam życie toczy się swoim rytmem, w małych, kolorowych miasteczkach, wyjętych żywcem z opowieści Márqueza, po których dostojnie spacerują paisa (farmerzy) w swoich pięknych, beżowych kapeluszach, odziani we wzorzyste poncza. Za dnia spotykam ich w towarzystwie koni, zachęcają mnie do wybrania się na przejażdżkę do pobliskich finec – farm, na których z pasją opowiadają o etapach produkcji kawy. Jest to miejsce, w którym czuć wszechobecną ciszę i nawet głośne krzyki bawiących się w gospodarstwie dzieci milkną gdzieś pośrodku zielonych gór.

Galeria zdjęć


REKLAMA