REKLAMA
Anywhere logo

Diana Dąbrowska

Kto szuka, nie błądzi

2017-05-05
...

Mało jest w Europie miejsc, w których czułabym się tak dobrze. Nieogarniająca topografii większości polskich miast dziewczyna, w Bratysławie nieoczekiwanie odnajduje się tak dobrze, że mogłaby oprowadzać po niej wycieczki Japończyków.

Słowacja znajduje się na uboczu wszystkiego, ale zdaje się nie mieć z tego powodu żadnych  kompleksów. Jakby tego było mało, nasi południowi sąsiedzi są w stanie również wyznać bez poczucia wstydu, że uwielbiają polskie seriale. Na przykład takie "Prawo Agaty" z Agnieszką Dygant jest tam super-hiper-hitem. Co ciekawe tytuł słowacki TVN-owskiej produkcji brzmi "Správna Agáta", co ma odnosić się zarówno do zaradności warszawskiej Ally McBeal jak i jej (prawniczego) zawodu. Pun intendet, a nawet included

Ale więcej nie o Agacie, a o bláznivej Dianie. Nad Dunajem doświadczyłam drobnej, semantycznej transgresji. W kolejce po Kofolę i Lentilki skradłam uchem strzęp cudzej rozmowy. Jakaś Ona i jakiś On po angielsku bajdurzyli coś o pożądanych doświadczeniach erotycznych:

 

She: "Marzy mi się seks grupowy! W trójkącie nie ma demokracji, musisz wybierać... Więcej ludzi chce, więcej akcji! Chcę spróbować zbiorowego seksu! Ale gdzie szukać chętnych?"

He: "Nie wiem... Ja z reguły mam problem żeby znaleźć chociaż jedną osobę..."

 

Młodzieniec z wyglądu Woody’ego Allena nie przypominał - nie miał okularów, nos miał prosty i w ogóle był całkiem przystojny. Ale rozczulił mnie jego życiowy pesymizm, który od razu wzbudził we mnie skojarzenia z postacią Alvy’ego Singera z „Annie Hall”. Powinnam była zagadać, ale nie chciałam wyjść na podsłuchiwaczkę w stylu Zbigniewa Stonogi.

Wieczorową porą starałam się przybliżyć wyżej opisaną sytuację moim słowackim kolegom i koleżankom. Ja sem do nich mówila po polský, na co komu anglické titulky, komunikovať możemy se bez problémov, ano. Ku mojemu zaskoczeniu owo „problémov” się jednak zrodziło, a wraz z nim lekkie zażenowanie i chwilowa dezorientacja. W przywoływanej przeze mnie anegdocie angielska lejdi nie wiedziała przecież gdzie "szukać" chętnych do genitalnego wieloboku, n’ est pas?

Otóż okazało się, że "szukanie" oznacza po słowacku - pardon le mot - pieprzenie. A nawet dosadniej rzecz ujmując, it means po prostu fucking. Moja historia nie stanęła zatem – nomen omen – na niczym. Znalazła swoje samoistne dopełnienie w słowie. Dziewczyna szukać na Słowacji nie musiała, bo szukając znalazła, to czego właściwie szukała.

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Nawet w przypadku tzw. false friends. Pułapka językowa zmieniła mój ogląd na turbo i termodynamiczną naturę wielu zjawisk, a co ważnie – pozwoliła zwrócić uwagę na głęboko w nich ukryte, często nieświadome sensy.

Zinterpretujmy „na słowacką modłę” kilka mniej lub bardziej znanych dzieł nadwiślańskiej popkultury. Ileż piosenek odnajdziemy zresztą, w których on szuka ją, albo ona jego – w dzień i w nocy, na dole i na górze, na stole i na rurze, kosy na drzewie…

Zespół Masters szuka dziewczyny, „co kocha za nic”, bo sam Masters „za nic kochać chce”. Idealistycznie. Rolnik natomiast szuka żony, pod warunkiem, że posiada ona numer w tej samej sieci.

Kamil Bednarek szuka szczęścia, „które myślisz, że trzymasz w garści, a ono wypada ci z rąk”. Zdarza się najlepszym. Niejaki Michał Sobierajski z Gliwic „szukał siebie”, a w efekcie „znalazł was”, czyli „nas”. Witamy szanownego Pana na Tinderze. A Myslovitz ze Stuhrem w „Krainie miłości”? „Szukałem Ciebie, bo przyszedł na mnie szukania czas”? Zegar tyka – jednym się dni płodne kończą, drugim zaczynają...

Albo Edyta Geppert? „Szukaj mnie, szczęśliwie dzień po dniu, staraj się podążać moim śladem”. Żałuję, że Varius Manx jedynie „widziało” słynny orła cień. To byłby dopiero hit.

A co powiecie na wdzięczną myśl błazna Clausa na dworze księcia saskiego Jana Fryderyka? „Jutro będziemy pilnie szukać, i dzień, który straciłeś, znajdziemy”. Mnie osobiście przeszła ochota na to, co pachnie dniem wczorajszym. Jak śpiewał z przekonaniem Marek Grechuta: „nie szukaj niczego po kątach...”. 

Jedno jest pewne:

Kto szuka, ten znajdzie.

A z pewnością – nie błądzi.

REKLAMA
REKLAMA