REKLAMA
Anywhere logo

Martwe wody: złamane wiosło Dumonta

2017-05-14
...
Przetransportowanie widza na drugi brzeg „martwych wód” okazuje się niełatwym zadaniem. Po drodze Dumont łamie swoje reżyserskie wiosło i natrafia na niemałą mieliznę. Poruszanie się po terytorium surrealistycznej komedii okazało się dla kontrowersyjnego autora zgubne i - choć ciężko określić jego najnowsze dzieło jako „mało oryginalne” - jednocześnie nie można uznać, że jest ono w pełni udane.

Akcja filmu rozgrywa się w 1910 roku w Calais na północnym wybrzeżu Francji. W prologu filmu poznajemy dwie rodziny - arystokratycznych van Peteghemów i plebejskich Brufortów. Pomimo że obie familie codziennie mają ze sobą kontakt, w żaden sposób nie potrafią nawiązać nici porozumienia. Mostem łączącym elitę z biedotą nieoczekiwanie okazuje się jednak romans między wywodzącymi się z obu rodzin dziećmi. Ów mezalians jest dodatkowo problematyczny ze względu na nieoczywistą płeć jednego z kochanków… Jakby tego wszystkiego było mało, tłem dla ekscentrycznej historii miłosnej okazuje się śledztwo dotyczące tajemniczych zaginięć turystów prowadzone przez parę detektywistyczną à la Flip i Flap.

Temat zróżnicowania klasowego we Francji był obecny już od XVIII wieku kiedy to stanowił jeden z głównych powodów wybuchu Rewolucji Francuskiej. Patrząc na dzisiejszą Francję, można uznać, że - mimo upływu lat – zmieniło się w tej kwestii bardzo niewiele, a maksyma Emila Ciorana „jeden świat albo żaden” wciąż nie znajduje odzwierciedlenia w rzeczywistości. 

 martwe wody wody

Interpretowane w tym duchu Martwe wody okazują się swoistym manifestem przeciwko klasowemu rozwarstwieniu. Dumontowska satyra na wyższe sfery uwydatnia absurdy i trywialność ich „sprawiedliwego” świata. Zacofane wieśniactwo staje się zwierciadłem, w którym odbijają się radykalne poglądy pyszałkowatej i egzaltowanej arystokracji. Dlatego też wspomniane tajemnicze zaginięcia kolejnych tubylców mogą być bagatelizowane i przechodzić właściwe bez echa. Niestety, w przedstawianiu arystokratów jako zobojętniałych na otaczający świat snobów Dumont ani przez moment nie wykracza poza dobrze znane nam już z innych dzieł kultury klisze.

Głównym budulcem narracyjnym w Martwych wodach, obecnym zarówno na poziomie treści, jak i formy, okazuje się absurd rodem z powieści Witolda Gombrowicza. Karykaturalne, przepełnione manierycznością zachowania bohaterów, zgodnie z zamierzeniem reżysera, budzą w widzu irytację i niemożność utożsamienia się z którąkolwiek ze stron. Potykający i toczący się po ziemi co rusz otyły detektyw, spazmatycznie poruszający się zgarbiony André (Fabrice Luchini) czy rozhisteryzowana Aude (Juliette Binoche), zamiast śmieszyć wywołują zażenowanie niczym postacie z kiepskiego kabaretu. Surrealizm, w który chce ubrać swoją historię Dumont nie jest zatem alegorycznym, subtelnym przekazem dającym satysfakcje z możliwości mnogiej interpretacji wzorem z dzieł Bunuela, ale bazuje na hiperbolizowaniu do maksimum poszczególnych cech bohaterów czy anormalnego kształtu charakteryzujących ich relacji.

Dzieło twórcy Małego Quinquina porusza uniwersalny temat stanowiący koszmar nie tylko świata „dzisiejszego”, lecz także „wczorajszego” i zapewne „jutrzejszego”. Nie trudno oprzeć się jednak wrażeniu, że Dumont, który pragnął poczęstować nas wykwintnym szampanem, przedobrzył z jego ilością i sprawił, że widz opuści kinową salę z poczuciem ciężkiego kaca i zgagą.

Dystrybutorem filmu jest: Gutek Film

Tekst: Dawid Dróżdż

 

REKLAMA
REKLAMA