REKLAMA
Anywhere logo

Mały może więcej

2017-06-09
...
Aarhus w tym roku jest Europejską Stolicą Kultury. To tylko kolejny z długiej listy powodów, dla których warto odwiedzić to niewielkie w sumie miasto, które jednak potrafi zawstydzić największe metropolie Europy.

Po drodze

Jeśli wybieracie się do Aarhus samolotem, to jest bardzo prawdopodobne, że lądujecie na lotnisku w Billund, gdzie ląduje WizzAir z Gdańska i Warszawy. Jest stąd co prawda około 80 km do miasta, ale spod terminala odjeżdżają autobusy, które szybko zawiozą nas do centrum. Nie warto się jednak spieszyć, w promieniu kilkuset metrów od lotniska znajdziemy bowiem dwie atrakcje – Lalandię, czyli imponujące centrum rozrywkowe stworzone wokół aquaparku, oraz Legoland, którego nikomu chyba nie trzeba przedstawiać. Dla amatorów klocków nieopodal znajduje się również hotel, którego pokoje nawiązują do poszczególnych serii Lego. Mamy więc część dla księżniczek i rycerzy, dla piratów i poszukiwaczy przygód, i nawet dorośli będą się tam świetnie bawić. A może właśnie przede wszystkim dorośli.

aarhus

Jak już skończymy zabawę w Legolandzie, nie spieszmy się jeszcze do miasta aż tak, na przedmieściach bowiem warto zahaczyć o muzeum archeologiczne i etnograficzne Moesgaard. Już sama forma, przypominająca grunt, który podważono łopatą, sugeruje, że w środku będzie co oglądać. Zdecydowanie najsławniejszym eksponatem jest Człowiek z Grauballe – znakomicie zachowane szczątki mężczyzny sprzed ponad dwóch tysięcy lat zakonserwowane w torfowisku. Poza tym to bardzo interaktywne i nowoczesne muzeum oferuje podróż przez pradawną historię ludzkości – od australopiteka Lucy po czasy Wikingów.

Coś dla ducha

Miasto wzięło tytuł Europejskiej Stolicy Kultury na poważnie. Nawet bardzo, bo z tej okazji przygotowano 348 (!) wydarzeń pod zbiorczym hasłem „Rethink”. Wiele z nich jest kilkudniowych, możemy więc mieć pewność, że kiedy byśmy nie przyjechali do Aarhus – zawsze będzie co oglądać albo w czym wziąć udział.

Na uwagę zasługuje między innymi ogromna wystawa The Garden o relacjach człowieka z naturą. Ma ona trzy odsłony – przeszłość, ukazana w muzeum ARoS (które robi ogromne wrażenie niezależnie od ekspozycji) w pracach artystów od baroku po lata 60. XX wieku. Teraźniejszość przekracza mury muzeum i jest osadzona w przestrzeni miejskiej, gdzie artyści spierają się o interpretację stanu obecnego. Przyszłość zaś czeka nas na brzegu morza, gdzie powstały instalacje, mające nas sprowokować do refleksji nad kierunkiem, w jakim zmierzamy. Wystawę można oglądać do 10 września.

aarhus_2

Poza tym na tej długiej liście znajdują się koncerty i festiwale, od muzyki symfonicznej, przez jazz i folk, po minimalistyczną elektronikę. Być może najciekawszym, przynajmniej jeśli chodzi o oprawę, jest Aquasonic, który będzie można zobaczyć i posłuchać 24-25 listopada w Grenaa pod Aarhus. Koncert ten będzie bowiem grany… pod wodą. Jest to jednak coś więcej niż tylko awangardowy eksperyment – to przede wszystkim świetna muzyka.

Coś dla ciała

Duńczycy kochają jeść. Nie jest to zauważalne na pierwszy rzut oka, bo po pierwsze kochają też biegać, a po drugie – jedzą zdrowo, więc BMI w normie. O miłości Duńczyków do dobrej kuchni może świadczyć liczba wydarzeń gastronomicznych w ramach Europejskiej Stolicy Kultury. I, co ważne, tutaj również zastosowanie ma hasło Rethink. Jeśli więc spodziewacie się stu sposobów na śledzia po duńsku i festiwalu remulady, to co prawda się nie zawiedziecie, ale można tutaj odkryć dużo, dużo więcej.

Poza wydarzeniami warto przejść się po okolicznych restauracjach. Niepozorne, małe lokale kryją prawdziwe perły kulinarne, na co zwrócił uwagę też Michelin, przyznając w sumie cztery gwiazdki lokalnej gastronomii. Dla porównania – w całej Polsce są dwie gwiazdkowe restauracje. Jest to tym bardziej uderzające, jeśli się pamięta, że Aarhus jest wielkości Gdyni.

Nie mniej ważna od tego, żeby dobrze zjeść, jest kawa. I tutaj również objawia się duński perfekcjonizm – kawiarnie w Aarhus podchodzą do tematu bardzo poważnie. Są więc również atrakcją samą w sobie, a nie tylko miejscem do posiedzenia, oferując pokazy, szkolenia, czy wymyślny sprzęt do przygotowywania kawy. I w jednej z nich, noszącej nazwę po prostu Great Coffee, otrzymałem kawę świeżo na moich oczach zaparzoną, która była słodkim syropem, w niczym nie przypominającym kwaśnego naparu, do jakiego niestety jestem przyzwyczajony.

Coś dla oka

Nie trzeba zabierać przewodnika Michelin, żeby doświadczać miasta. Aarhus to kombinacja odrobiny wielkomiejskości z dużą dbałością o przeszłość i podkreślaniem spójności tkanki miejskiej i morskiego charakteru miasta. Łączy w sobie atmosferę Amsterdamu, Ustki i gdańskiej stoczni, wszystko w zasięgu niedługiego spaceru.

Na szczególną uwagę zasługuje Stare Miasto, które jest w istocie formą najstarszego na świecie (rocznik 1914) miejskiego skansenu. Przeniesiono (dosłownie – cegła po cegle) tutaj budynki miejskie z różnych stron Danii, tworząc spójne dzielnice z poszczególnych okresów historycznych – od renesansu po współczesność. Dbałość o szczegół zachwyca. Możemy wejść do domu granej przez świetną aktorkę mieszczki, zobaczyć, jak mieszka, porozmawiać z nią, a potem przejść się przez kolejne epoki, aby zajść do lokalu z lat 60., usiąść, zamówić lody i kawę i stracić poczucie tego, że jesteśmy w skansenie. Jeśli wyświechtana fraza o „podróży w czasie” kiedyś była prawdziwa – to właśnie tutaj.

aarhus_3

Ze Starego Miasta możemy przejść się przez centrum, pełne kanałów, mostków i małych kawiarenek, budzące momentalnie skojarzenia z Amsterdamem i dojść do Ø. Ø jest to część postprzemysłowa i postportowa, która została zagospodarowana na nowo (a proces wciąż trwa), w sposób, który może służyć innym miastom za wzór tego typu adaptacji. Centralną częścią tych terenów jest Dokk1 – olbrzymia, nowoczesna biblioteka, będąca w istocie kompleksem kulturalno-edukacyjnym. Nieopodal powstał zespół nowoczesnych apartamentowców o bardzo odważnej architekturze, ale świetnie grającej z charakterem okolicy. Warto zaznaczyć, że choć ceny są tam bardzo wysokie, część z mieszkań jest wynajmowana z pomocą władz miejskich za stosunkowo niewielkie pieniądze (m.in. dla studentów) tak, aby nie tworzyć enklaw bogactwa i zapewnić dzielnicy – i miastu – życie.

Łukasz Tamkun

Zdjęcia: VisitAarhus, Łukasz Tamkun

REKLAMA
REKLAMA