REKLAMA
Anywhere logo

Przepis na odwagę

2017-06-25
...
Lada dzień zacznie się sezon turystyczny. Dobowy wynajem mieszkań w Trójmieście zwariuje, ceny pójdą w górę jak szalone, a na ulicach zaroi się od turystów jak we wnętrzu wielkiego ula. Ale dobra to okazja, by napisać o mieszkaniach na wynajem, projektowanych przez architektów wnętrz.

Warto zastanowić się nad przekazaniem lokalu w ręce profesjonalistów. Dodatkowy wydatek może bowiem okazać się w późniejszym rozrachunku sporą oszczędnością. Architekt wie, gdzie szukać oszczędności, a z racji swojego doświadczenia spojrzy na temat wnętrza chłodniejszym okiem aniżeli inwestor. Jesteśmy tylko ludźmi, więc targają nami emocje i czasami, przygotowując jedno z pierwszych mieszkań pod najem, chcemy stosować rozwiązania, które sami sobie cenimy i uważamy za najlepsze. Na przykład termostat w wannie. Wydatek to duży i rodzi się pytanie – czy wynajmujący go docenią?

przepis_na_odwage

Z takimi właśnie dylematami trzeba się borykać, będąc właścicielem mieszkań na wynajem. Decyzje wymagają odwagi. Trzeba ją mieć, by zaryzykować dodatkowy wydatek, zatrudnić architekta wnętrz, i – co równie ważne – by mu zaufać, zdać się na jego pomysły które początkowo wydawać się mogą ryzykanckie, na pewno niesztampowe, a czasami nawet szalone.

W niewielkim mieszkaniu zlokalizowanym na Starym Mieście w Gdańsku tejże pozytywnej odwagi nie brak. Mimo tak rdzennie gdańskiej lokalizacji nie było moim zamiarem odnosić się do niej w sposób dosłowny, jedynie drobne aluzje lekko sugerują klimat Północy Europy, okolic morza i Skandynawii. Chciałam uniknąć banału – skoro jesteśmy nad morzem, moglibyśmy zastosować koło ratunkowe na ścianie, bulaj w drzwiach i widok na molo pod prysznicem w łazience. Nie znaczy to, że takie zabiegi są zawsze nieładne, po prostu jest ich już chyba trochę za dużo. Przecież turyści przyjeżdżają do nas nie tylko z Czech, gościmy też Szwedów, Norwegów, Duńczyków, Brytyjczyków, Irlandczyków – te nacje też mają dostęp do morza, a ich wizyta w Polsce niekoniecznie wiąże się z chęcią oglądania piasku i falochronów w toalecie.

Nie ma tutaj wydruków wielkoformatowych, błękitnych ścian i kotwicy. Dzięki temu, że projektowaniem tego mieszkania zajęłam się dość wcześnie, jeszcze na etapie prac dewelopera mogłam zgłosić potrzebę niestosowania tynków na kilku ścianach we wnętrzu. Cóż może być bardziej nowocześnie dekoracyjnego niż żelbet? Betonowe ściany nie wymagają już wielu dodatków, gdyby je otynkować i pomalować na biało, byłoby wrażenie pustki, a tak, bez żadnych dodatkowych kosztów mamy świetną dekoracyjną ścianę, a w łazience do tego sufit. Pod prysznicem też pozostawiłam surowy beton, dzięki zastosowaniu tzw. „szkła w płynie” nie ma obaw, że zalejemy sąsiada. W tej samej łazience jako jedną z okładzin ścian zastosowałam płytę OSB – to materiał tak samo interesujący jak beton, a po impregnacji nie ma obawy że nasiąknie wodą. Jest przy tym tani jak barszcz.

przepis_na_odwage_2

Ten ogromny kawałek drewna, umocowany do żelbetowej ściany uchwytami do rur spustowych, własnoręcznie „przytargałam” z sobieszewskiej plaży. Tym samym mamy nawiązanie do nadmorskiego klimatu, wiedziałam, że kolor wysmaganego słoną wodą drewna będzie wspaniale współgrał z betonem.Po ten element pojechaliśmy całą rodziną, a ja do dzisiaj mam w telefonie zdjęcie mojej zadowolonej córki w foteliku. Patrzyła na matkę siedzącą na tym konarze jak kura na grzędzie. Nie zmieściłam się na przednim siedzeniu zajętym długim kawałkiem drewna.

Galeria zdjęć


REKLAMA
REKLAMA