REKLAMA
Anywhere logo

Siła skojarzeń: historie podróżniczo-filmowe

2017-06-29
...
Jechałem kiedyś do Zakopanego. Byłem na słynnej Zakopiance, gdy w samochodowym radiu usłyszałem piosenkę Wojciecha Młynarskiego (szkoda, że Pana Wojtka nie ma już między nami, odszedł wielki mistrz pointy). Była to jedna z moich ulubionych ballad: "Gdzie Orawa i gdzie Spisz/Była sobie zacna wieś". To śpiewka o tym, jak to dziedzic chce upokorzyć hardego chłopa.

Wiedziałem już, że Młynarski napisał ją na początku lat siedemdziesiątych, a pomysł, jak sam wyznaje, przyszedł mu do głowy po tym, jak odwiedził Orawski Park Etnograficzny w Zubrzycy Górnej, na Orawie właśnie, niemal u stóp Babiej Góry. Nie namyślając się wiele, skręciłem z Zakopianki w stronę najwyższej góry Beskidów, by zobaczyć miejsce, które uwiecznił Młynarski.

Panorama-San-Diego

Piosenkę tę też musiał znać scenograf „Ogniem i mieczem”, skoro wybrał orawski skansen na jeden z plenerów do filmu Hoffmana. Z tym, że położone między Tatrami a Beskidami miejsce zagrało najbardziej wysunięte na wschód miasto XVII-wiecznej Rzeczypospolitej – Czehryń. Co prawda o Orawskim Parku Etnograficznym ktoś napisał, że to „piękny bastion kultury na kresach państwa polskiego”, ale bynajmniej nie o te kresy tu chodziło.

Zresztą w filmowej wersji „Ogniem i mieczem” plenerowych zamian jest jeszcze więcej. A to za sprawą samego reżysera, który co prawda chciał kręcić film na Ukrainie, ale po podróży w tamtą stronę zrezygnował. Bo jego zdaniem współczesny ukraiński krajobraz w ogóle nie przypomina sienkiewiczowskich opisów. I tak Zbaraż zbudowano na poligonie w Biedrusku, w skansenie wsi mazowieckiej w Sierpcu filmowano sceny w Rozłogach, kozacką Sicz nakręcono w Biskupinie, a Zalew Klimkowski koło Szymbarku – to filmowy Dniepr.

Skansen w Zubrzycy w filmowej wersji „Ogniem i mieczem” zajął czołowe miejsce. I to dosłownie. Już w pierwszych minutach filmu, gdy oddział konnych prowadzony przez Skrzetuskiego przejeżdża przez kozacką stanicę. To właśnie zabudowania dworu Moniaków, chłopskie chałupy, kuźnia, olejarnia, folusz, tartak. Choć większość tych budynków pochodzi z XVIII i XIX wieku, tu z powodzeniem „zagrały” miasteczko z połowy XVII stulecia. I to położone ponad 1200 km na wschód.

Najcenniejszym obiektem skansenu w Zubrzycy jest XVII-wieczny dwór Moniaków – miejscowych sołtysów. W 1674 roku Mateusz Moniak został uszlachcony za to, że wytrwale stawał w obronie wiary katolickiej. Moniakowie wybudowali wtedy domostwo, które znakomicie pokazuje życie drobnej szlachty. Z powodzeniem mogłoby zagrać siedzibę szlachciców laudańskich z „Potopu”. Każdy, kto zechce obejrzeć pomieszczenia dworu – jak w piosence Młynarskiego – „musi wchodząc karku zgiąć” – bo drzwi wejściowe do niektórych pokoi są na rzeczywiście niskim poziomie. Ale warto. Dojazd jest prosty – z Krakowa na Chyżne i Jabłonkę, z Zakopanego na Czarny Dunajec. Po zwiedzaniu można podjechać na przełęcz Krowiarki. Stąd czerwonym szlakiem możemy wspiąć się na Babią Górę. Gdy pogoda nam dopisze – będziemy mieli wspaniały widok panoramy Tatr.

Dwór-Moniaków-2 

Czasami trudno zrozumieć, czym kierują się filmowi scenografowie, wybierając plenery do swoich filmów. Zawsze, kiedy oglądam serialowego „Janosika”, nie mogę wyjść ze zdziwienia, że film o bohaterze Podhala realizowano w większości w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej w okolicach Ojcowa i zamku w Pieskowej Skale.

Ale chyba wszystkich przebijają twórcy filmu, który pod koniec marca obchodził bynajmniej nie okrągłą, bo 57. rocznicę premiery. W tym filmie nic nie jest prawdziwe – no, może prawie nic. Faceci udają blondynki, zakład pogrzebowy to speluna, włoscy miłośnicy opery okazują się zwykłymi gangsterami, saksofonista udaje milionera, a Kalifornia udaje Florydę. Wiecie już, o jaki film chodzi? Jeśli nie – to krótkie streszczenie. Dwóch muzyków ucieka przed gangsterami zimą 1929 roku z Chicago na Florydę w kobiecym przebraniu i w składzie kobiecej orkiestry. Z tymi, przed którymi uciekają, spotykają się w końcu na zjeździe przyjaciół włoskiej opery w hotelu na Florydzie. Już wiecie oczywiście, że chodzi o „Pół żartem, pół serio”.

Jedynym statecznym elementem tej komedii omyłek, filmu, który w ocenie organizacji katolickich zasługiwał na potępienie, był wiktoriański w stylu, no, może trochę karaibski hotel „Seminole Ritz”. Zagrał go znakomicie położony na drugim końcu Ameryki kalifornijski hotel „Del Coronado”. Już pół wieku temu, kiedy Billy Wilder kręcił w nim zdjęcia, ten leżący na półwyspie Coronado naprzeciwko San Diego hotel był uznawany za najbardziej luksusowy, jak powiedzielibyśmy dzisiaj, resort na zachodnim wybrzeżu USA. A to wszystko dzięki pani od kolei żelaznych, panu z fabryki fortepianów i panu z banku, którzy w połowie lat 80-tych XIX wieku za 110 tys. ówczesnych dolarów kupili ziemię na półwyspie. W 1888 roku ich hotel otwierał podwoje dla pierwszych gości.

70 lat później „The Del” przyjmował na swój pokład ekipę hollywoodzkich gwiazd. Dlaczego właśnie ten hotel i jego otoczenie wybrali producenci „Not Tonight, Josephine” (taki był roboczy tytuł tej komedii)? A której z filmowych gwiazd, a zwłaszcza kapryśnej Marylin Monroe, chciałoby się tłuc na drugi koniec Ameryki, kiedy tuż pod bokiem, ledwie ponad 200 kilometrów na południe od Hollywood, jest oaza luksusu z takimi samymi palmami jak na Florydzie? Przeważyła chyba stosunkowo niewielka odległość od filmowego zaplecza, może w niewielkim stopniu względy finansowe. Ale i tak producenci „Pół żartem, pół serio” nie byli tak skąpi jak twórcy słynnego „Key Largo” z Humpreyem Bogartem, którzy niemal cały film, nawet ze scenami huraganu, nagrali w atelier.

Przez minione pół wieku „The Del” nie stracił nic ze swojego uroku widocznego w filmie Wildera. Ta sama śnieżnobiała elewacja z charakterystycznymi drewnianymi żaluzjami, te same dwie charakterystyczne wieżyce nad największymi salami hotelu., ta sama czerwień dachówek. No tak, oglądając „Pół żartem, pół serio” trudno zorientować się w kolorze dachówek hotelu, bo przecież film jest czarno-biały (a to dlatego, że makijaż Lemmona i Curtisa źle wypadał na taśmie kolorowej). Nieco inaczej niż w filmie wygląda podjazd – teraz jest zadaszony; weranda, na której na bujanych fotelach siedzieli milionerzy, czytający „Wall Street Journal”, a wśród nich Osgood – została zabudowana. Główna sala recepcyjna wygląda podobnie do tej w filmie, ale mam wrażenie, że te sceny, które działy się we wnętrzach hotelu (końcowa gonitwa gangsterów za uciekającymi Daphne i Josephine) w rzeczywistości były kręcone w specjalnie zbudowanych dekoracjach.

Kark-trzeba-zgiąć---w-dworze-Moniaków

W „The Del” goście hotelowi mieszają się z tłumem turystów, którzy mogą wynająć sobie przewodnika na wycieczkę po hotelu. Opowie nam o tym, jak w 1920 w tym hotelu doszło do pierwszego spotkania księcia Walii Edwarda z panią Bessie Simpson (wówczas panią Winfieldową Spencer), spotkania, którego w rzeczywistości nie było; przewodnik opowie nam o kaprysach Marylin Monroe na planie filmowym, kłótniach z Tony Curtisem i o innych filmach, kręconych w Coronado. Internetowa filmowa baza danych podaje, że w tej okolicy kręcona była znana komedia z Jamesem Belushim i psem Jerrym Lee – „K-9”. W San Diego i okolicach kręcono sceny do ponad dwustu filmów i odcinków najpopularniejszych amerykańskich seriali. W muzeum morskim w San Diego (nad brzegiem zatoki) można obejrzeć replikę XVIII-wiecznej brytyjskiej fregaty H.M.S Surprise, na której kręcono film z Russelem Crowem, „Pan i władca, na krańcu świata”.

Odwiedzanie miejsc, które stały się filmowymi plenerami, to jeden z ważniejszych trendów w światowej turystyce. Są biura, które się w tym specjalizują, jest też wiele publikacji na ten temat. Jest i nowa moda – poszukiwanie miejsc, które zostały „wymyślone” przez filmowców albo pisarzy. Ostatnio dowiedziałem się, że istnieje grupa zapaleńców, którzy włóczą się po Sycylii śladami komisarza Salvo Montalbano, bohatera powieści Andrei Camilleriego. W sycylijskich realiach szukają śladów Vigaty czy Montelusy – miasteczek wymyślonych przez Camilleriego na potrzeby powieści. Zdaje się, że to dobry pretekst, by pojechać na Sycylię, bo komisarz Montalbano, obok Filipa Marlowe’a i Lew Archera, to jeden z moich ulubionych książkowych bohaterów.

avidhiker.pl

Galeria zdjęć


REKLAMA
REKLAMA