REKLAMA
Anywhere logo

Recenzja: Colson Whitehead, "Kolej podziemna"

2017-06-29
...
Za tę książkę jej autor został uhonorowany dwiema z trzech największych nagród literackich w Stanach Zjednoczonych – Pulitzerem 2017 i National Book Award 2016. Przez czołowe periodyki za oceanem okrzyknięta jedną z najważniejszych pozycji wydawniczych 2016 roku. 14 czerwca „Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki” ujrzała światło dzienne w Polsce. Czy mamy do czynienia z wydarzeniem?

Bohaterką powieści Colsona Whiteheada jest Cora, czarnoskóra niewolnica, żyjąca na plantacji bawełny w Georgii. Gdy miała jedenaście lat, jej matka zbiegła, zostawiając ją samą sobie. To wydarzenie sprawiło, że dziewczyna stwardniała. Stawiała czoła największym zabijakom na plantacji i wszelkim okropieństwom, jakich może doświadczyć młoda kobieta w świecie, który ominęła Deklaracja Niepodległości. Stała się przez to (prawie) niezniszczalna. Gdy Caesar, nowy niewolnik z wielkim apetytem na wolność, proponuje jej ucieczkę, ta w końcu przystaje. Wyruszają w podróż koleją podziemną – siecią tajnych trakcji, stworzonych przez abolicjonistów, przerzucających niewolników z południa na północ. Sieci te prowadzą aż do Kanady. „Pędząc przed siebie, wyjrzyjcie z wagonu, a zobaczycie prawdziwą twarz Ameryki” - powiedział pierwszy pracownik, z którymi uciekinierzy mieli do czynienia. Jaka jest ta prawdziwa twarz?

Podróż Cory, która niczym żeński odpowiednik superbohatera zawsze w ostatniej chwili wymyka się opresji (czy do końca? nie będę „spoilerować”), wiedzie przez kolejne stany, w których podejście do kwestii kolorowych choć zasadniczo się różni, to w gruncie rzeczy opiera się na tym samym – zwierzchnictwie białego.

kolej_podziemia

„Gdyby czarnuch zasługiwał na wolność, nie byłby w kajdanach. Gdyby czerwonoskóry miał zachować swoje terytoria, nadal pozostałyby jego. Gdyby białemu człowiekowi ten nowy świat nie był przeznaczony, teraz by do niego nie należał”, pisze Whitehead,przywołując powszechne myślenie tych, którzy usprawiedliwiali swoje okrucieństwo. W innym miejscu czytamy wymowne zdanie, wplecione w myśli bohaterki: „Skradzione ciała pracowały na skradzionej ziemi”. I: „Pewnego dnia ten system runie, spływając krwią”. W powieści krwi jest dużo, choć nie jak w ostatnich filmach Tarantino. „Kolej podziemna” to nie popkulturowa zabawa, chociaż na pewno mamy do czynienia z solidną powieścią przygodową. Taką, której rytm wyznaczają kolejne stacje sekretnej kolei. 

Zaletą książki są zwroty akcji, które pojawiają się dokładnie tam, gdzie powinny. Whitehead podąża tradycją amerykańskiej powieści łotrzykowskiej, dokładając zarazem swoją cegiełkę do tego, co stworzyli XX-wieczni afroamerykańscy pisarze, jak choćby noblistka, Toni Morrison (autorka „Ukochanej”) - opowieści o niewolnikach szukających wolności. Inspirację czerpał z Federal Writers’ Project, stworzonego przez Franklina D. Roosevelta w latach 30. XX w. i złożonego z autentycznych losów pracowników plantacji. Wszystko to podane w dobrze skonstruowanej fabule. Tak, niewątpliwie mamy do czynienia z wydarzeniem, i to świetnie, że polski czytelnik tak szybko może po nie sięgnąć.

 

Colson Whitehead, „Kolej podziemna”, przeł. Rafał Lisowski, wyd. Albatros.

REKLAMA
REKLAMA