REKLAMA
Anywhere logo

Aleksandra Budka

Bovska: Słowa do dotykania

2017-07-03
...
Stwierdzenie, że Bovska jest bo(v)ska, jest trafne, choć zbyt oczywiste. Ale jakich innych epitetów użyć? To wielobarwny ptak na polskiej scenie muzycznej, dojrzała i świadoma artystka z kolorowymi kredkami w jednej ręce i mikrofonem w drugiej. Spotykałyśmy się tuż po premierze jej najnowszego albumu „Pysk”, kiedy w kraju jeszcze nieśmiało rozkwitała wiosna. Dzięki jej muzyce można przenieść się na błękitną lagunę. Dzięki muzyce i uśmiechowi Magdy Grabowskiej, który, tak jak cała ona, maluje szarą codzienność.

Wiosna to najlepszy moment na wydanie takiej barwnej jak twoja płyty. Dzięki twojej muzyce jest od razu ciepło i wesoło – to uczucie podobne do tego, kiedy docierają do nas pierwsze wiosenne promienie słońca.

Przyznam, że kosztowała mnie ona dużo pracy, i to pracy jesienno-zimowej. Na przekór wszystkiemu chciałam te kolory tam włożyć i ułożyć tak, aby na wiosnę wszystko wybuchło. Mam nadzieję, że zaskoczyłam wnętrzem płyty.

Zaskakujące jest to, że w ogóle funkcjonujesz zimą. Bo wyobrażałam sobie, że raczej zawijasz się w swój kolorowy kokon i zapadasz w zimowy sen.

Wbrew pozorom mam dość czarny charakter (śmiech). Nie zawsze jestem taka kolorowa, i to słychać także w tekstach. Jesień to najbardziej twórczy czas, więc spędzam go na pisaniu piosenek. To takie zajęcie, w którym człowiek musi się ze sobą zmagać i męczyć. Zimą przesiedzieliśmy wiele godzin w studiu, poza tym praca nad graficzną i plastyczną koncepcją tej płyty też trwała długo i rodziła się równolegle z muzyką. Bardzo się cieszę, kiedy łapię moment ostatecznej decyzji, bo do czasu, kiedy jej nie podejmę, chodzę struta i nie da się ze mną rozmawiać.

bovska_3

Są płyty wyraźnie nacechowane porami roku. „Kaktus” był bardzo letni, wręcz tropikalny. „Pysk” może być wiosenny.

Ktoś powiedział mi, że czuje w nim zimę oraz wiosnę, ale dopiero budzącą się do życia. W piosence „Smog, Lastriko” pojawia się śnieg i plucha, więc to nie jest wcale taki wiosenny obraz Warszawy. Mimo wszystko barwy, które są w tej muzyce, są wiosenne w nastrojach. Bywa również „ciemno” – jak głosi tytuł jednej z piosenek.

Czy prywatnie, jako słuchaczka, masz swoich letnich i zimowych artystów?

Na pewno mam takich, do których wracam w zimowe wieczory, aby się przy nich ogrzać. Są też letnie piosenki, do których chce się wracać, bo napawają radością i pozytywną energią, ale dobrze ich słuchać także, na przekór, zimą (śmiech). Jesienią lubię słuchać muzyki np. Fismolla – jest idealna na wieczór z kubkiem herbaty.

Kim jest ta dziewczyna na okładce nowego wydawnictwa?

Po pierwsze człowiekiem otwartym na ludzi, takim, co ciągle szuka, ale już osadzonym w rzeczywistości i z poczuciem bycia w dobrym miejscu i dobrym czasie. Bywam również szczęśliwa. Jestem też twórcą, tworzenie rzeczy towarzyszy mi przez całe życie.

Jeśli ktoś sięgnie po tę płytę, nie znając wcześniejszej, co powiedziałabyś mu do ucha, stojąc obok niego przy półce z płytami?

Szeptaniem do ucha nawiązuje się intymny kontakt. Te piosenki niosą ze sobą potencjał szeptania. Więc może wyszeptałabym: „Jeśli chcesz sobie poszeptać, to kup, posłuchaj”. Lubię tę płytę za kontrasty – jest tam energia i high, ciemność i mrok, ostry beat i mocne leady. Jest też ballada, która mnie wzrusza. To moja muzyka. Tak mi w duszy gra.

Jakiego jest koloru?

Ona ma wiele kolorów, nie nadawałabym jej tylko jednego. Przechodzi od delikatnych różów, przez czerwień do odcieni bordo. Nadałabym jej właśnie taką gamę kolorystyczną.

Dlaczego jednak muzyka musi koegzystować z obrazem?

To wymóg dzisiejszych czasów – bo dziś wszystko oglądamy i ja też to robię. Niektóre piosenki trudno byłoby zrozumieć, gdyby nie obejrzało się ich z teledyskiem. Są twórcy, których to potwornie denerwuje, bo muzyka sama w sobie jest wystarczającą formą. Ja uważam, że dobry obraz pomaga muzyce. Lubię abstrakcyjne klipy, które wcale nie każą interpretować tekstu jeden do jednego albo takie, które zaskakująco interpretują go inaczej, niż by się wydawało. To też utrudnia artystom kontakt z ludźmi, bo jeśli jest się muzykiem, nie trzeba być równolegle artystą plastykiem czy twórcą wizualnym. Ja na szczęście dużo, co związane z tym jak wygląda Bovska i jej płyta, jestem w stanie zrobić sama, natomiast nigdy obrazek filmowy czy zdjęcie nie będzie tylko i wyłącznie wizją artysty.

Czy jesteś w takim razie artystką konceptualną?

W zależności jak rozumieć to słowo – w pewnym sensie tak, w znaczeniu konceptu całości. Taką konceptualną, czyli wymyśloną od początku do końca artystką jest Björk. Tacy artyści mnie interesują, mam potrzebę, żeby tworzyć swój świat w ten sposób. Ale to wszystko wychodzi z muzyki – ona jest najważniejsza.

bovska_2

Ty wymyśliłaś siebie.

To bierze się z potrzeby pisania piosenek. Są artyści, którzy śpiewają piosenki napisane przez innych kompozytorów, choć mnie najczęściej nie przekonują. Lubię autorskie, twórcze projekty o różnych charakterach, nie inspiruję się tylko jednym gatunkiem muzycznym. To słychać na moim albumie. 

Zastanawiam się, jak tworzysz teksty – bo zestawiasz ze sobą często niepasujące do siebie słowa, które tworzą pewną całość, ale też budują obraz ciebie w uszach i głowach słuchaczy. Jak wygląda praca nad tekstem? Podsłuchujesz ludzi?

Podsłuchuję ludzi, to prawda (śmiech). Zapisuję sobie zbitki słów, szukam ich, kiedy wymyślam piosenki. Piszę w domu, siedząc w fotelu albo piszę w nocy, gdy nie mogę spać, bo jestem w procesie, kiedy mam coś na myśli i nie mogę tego uchwycić. To ogromny intelektualny wysiłek, na który składają się intensywne momenty skupienia. To nie natchnienie, to praca. Mam studio, wszystko gotowe, a ja nie mam tekstu! Wtedy po prostu siadam i piszę. Przeglądam wcześniejsze notatki i nagle okazuje się, że łączą mi się kropki. Często zmieniam tekst pod wpływem muzyki. Nie można wybrać, co jest ważniejsze – ten związek jest bardzo nierozłączny... Do pisania tekstu musi być cisza – dlatego dobrze pisze mi się w studiu. Ta cisza tam aż brzmi!

Na najnowszym albumie punktujesz słowa-klucze dla współczesnych millenialsów: gluten, smog, mleko sojowe. Czy to muzyka dla millenialsów (inaczej „pokolenie Y” – to osoby urodzone pomiędzy 1980 a 2000 rokiem – przyp. red.)?

Może tak? Trudno wniknąć w ich umysł osobie starszej...

Myślę, że ty do nich należysz! To muzyka millenialsów i dla millenialsów.

Czuję się wyjęta z lat 90., ale moje piosenki trafiają do bardzo młodej publiczności, młodej do tego stopnia, że nawet nie spodziewałam się, że moje teksty będą śpiewać dziesięciolatki. Na koncertach są i bardzo młodzi, i starsi ode mnie słuchacze. To dla mnie ogromne wyróżnienie. Pisząc te piosenki, nie kierowałam ich do żadnej grupy, bo tak naprawdę pisałam je dla siebie. Te słowa z piosenki „Wek”, o których mówisz, czyli „woda kokosowa”, „z ryżu wafel” – to słowa wypowiedziane z przymrużeniem oka i lekkim uśmiechem, spojrzenie na ten świat przez filtr. Uczestniczymy cały czas w tym życiu, ja również. Też mam karnet na siłownię! Skądś muszą brać się te teksty! Mam ogromny apetyt na pisanie moich piosenek.

Nie boisz się używać słów, których millenialsi także się nie boją: kocham, pragnę, pieszczę.

To są super słowa! Trzeba ich używać jak najczęściej! Lubię, gdy piosenka jest intymna, dociera do ciebie i cię drąży. Po to też ona jest. Jeśli tekst stanowi esencję, to trzeba mówić o rzeczach istotnych. W moich tekstach dużo jest słów cielesnych, do dotykania – staram się żyć tu i teraz, dla mnie jedność ciała i umysłu jest bardzo istotna. Te inspiracje słowne biorą się z mojego doświadczenia życiowego i zainteresowania tańcem współczesnym, ruchem i improwizacją.

bovska_1

Jak przedstawiasz tę intymność na koncertach? Bo to nie jest dobre środowisko do intymności.

Bywa trudne, ale nie zawsze. Jeśli klub jest pełen ludzi, wchodzi się na scenę, człowiek dostaje tę energię jednym haustem i nie sposób się nie uśmiechać. Przekazywanie intymnych rzeczy poprzez piosenki nie jest trudne. Ja tych rzeczy nie potrafiłabym powiedzieć, ale mogę je zaśpiewać. Jestem wtedy w swoim świecie.

Jakiego słowa nie użyłabyś nigdy w piosence?

Chyba nie ma takiego słowa. Nie mam może potrzeby używania w swoich piosenkach przekleństw. Ale przekleństwo użyte w odpowiednim miejscu i czasie potrafi zastąpić wiele słów – czasem jest konieczne. Nie lubię też słowa „nienawidzę”. Staram się nie nienawidzić, dlatego może go nie lubię, choć pewnie potrzebne jest w słowniku. Zdarza się, że się kogoś nienawidzi, ale warto z tym walczyć, bo to niszczy człowieka od środka.

Znamy twój pierwszy singiel, czyli utwór „Cyrk” i nagrany do niego teledysk. Czy w twoim domu, tak jak w przestrzeni w klipie, też wszystko jest lila-róż?

W moim mieszkaniu jest bardzo kolorowo! Na ciemniejszym tle kolorowe przedmioty wychodzą na pierwszy plan. W moim domu jest ich dużo, jestem zbieraczem książek i gadżetów. Nie jestem też specjalnie uporządkowana, więc nie jest tak symetrycznie jak w teledysku.

Symetria w teledysku oddaje twoje zamiłowanie do rymów, prawda?

Rymy są wspaniałe (śmiech)! Można się nimi bawić, bywają infantylne, więc trzeba z nimi również uważać. Lubię rymy ukryte, jest ich trochę w tych piosenkach.

A w życiu – gdzie rymy znajdują odzwierciedlenie?

Dobre relacje z ludźmi to dobre rymy. W życiu przydaje się także poczucie humoru – jeśli objawia się rymem, to na pewno pomaga.

Bovska, czyli Magda Grabowska-Wacławek. Polska wokalistka, autorka tekstów, kompozytorka. Wydała dwa albumy – debiutancki „Kaktus” oraz kolejny „Pysk”. Za swój debiut została nominowana do nagrody Fryderyk, a także do nagrody MTV Music Awards. Ukończyła Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina w Warszawie oraz stołeczną Akademię Sztuk Pięknych.

Zdjęcia: Tomasz Sagan

Galeria zdjęć


REKLAMA
REKLAMA