REKLAMA
Anywhere logo

Wojciech Zawioła

Piotr Małachowski: Nie poprawię już rekordu życiowego

2017-07-24
...
Już dawno sportowcy przestali mi imponować tylko i wyłącznie wynikami sportowymi. Fantastycznie jest oczywiście, jeśli prezentują kosmiczny poziom sportowy. Ale dużo ważniejsze jest pozostać przy tym człowiekiem, fajnym facetem czy normalną dziewczyną. Na spotkaniu z kimś takim wylądowałem w hali sportowej w Spale…

To dla ciebie chyba teren bezużyteczny? Dysk po twoim rzucie wylądowałby na suficie. 

Ciężkim dyskiem dałbym radę...

…chyba przebić sufit?

Nie, nie. Rzucamy cięższymi dyskami, więc na dwukilogramowe jest zdecydowanie za nisko. Ale nie jest to bezużyteczne miejsce. Biegamy tu, rozciągamy się. Jest na co popatrzeć. Wielu lekkoatletów się tu spotyka, więc jest na pewno fajnie.

Dla tych czytelników, którzy nie do końca kojarzą twoją dyscyplinę – jakie odległości uzyskuje się w rzucie dyskiem? Najlepsze wyniki to ponad 70 metrów, tak?

malachowski_2

Rekord świata z 1986 roku Jűrgena Schulta to 74 metry i 8 centymetrów. Taka granica przyzwoitości na początek uprawiania tej konkurencji to 60 metrów. Ale później, jak już się jest zawodowcem, granica przyzwoitości na dużej imprezie to 65 metrów. Nie na mityngu, tylko na dużej imprezie. To już jest wynik, na który trzeba ciężko pracować.

Wspomniałeś o tym rekordzie świata. Czy jest on osiągalny dla dzisiejszych dyskoboli? Bo to tajemnica poliszynela, że w latach 80. uczciwość nie była powszechna.

Schult był trenerem mojego największego rywala, Roberta Hartinga. Ale Robert od niego odszedł. Zbyt wiele było zarzutów wobec Jűrgena Schulta, choć nic nie zostało mu  udowodnione. Nie został złapany za rękę.

To takich rekordów jest mnóstwo…

To jest chyba najstarszy rekord świata. Oprócz Virgilijusa Alekny nie widziałem nikogo, kto mógłby ten wynik poprawić. To facet, który na dużych imprezach, na stadionach zadaszonych, czyli bezwietrznych, rzuca powyżej 70 metrów. Myślałem więc, że to może on poprawi ten rekord świata. Podobno na treningach rzucał powyżej 75 metrów. Ale to jest trening. Masz, powiedzmy, 60 rzutów, otwarty stadion, warunki wietrzne jak w narciarstwie. Im większy wiatr z przodu, tym dysk leci dalej. No, ale nie udało mu się rekordu poprawić. Skończył karierę. Dla mnie jest rekordzistą świata. Startuję w różnych miejscach na świecie, w różnych mityngach. I ciągle widzę rekordy zawodów i obiektów: Virgilijus Alekna – zwykle około 71 metrów. Dziękuję bardzo (śmiech).

A dla ciebie jaki wynik jest osiągalny?

Dla mnie? Nie poprawię już swojego rekordu życiowego.

Dlaczego?
Trafiłem wtedy na swój idealny dzień. Panowały idealne warunki, a ja czułem się świetnie. Rzut wykonałem bardzo dobrze technicznie. 71,83 czy 71,84, bo już nie pamiętam?

malachowski_3

71,84…
Nie jestem statystykiem, więc nie pamiętam. To już jest historia. Sprawdzać muszę się na kolejnych zawodach. Wiem, że w sprzyjających warunkach, w dobrej dyspozycji dnia, mogę się gdzieś tam zakręcić przy 70 metrach. Ale więcej… (kręcenie głową).

To niebywała szczerość z twojej strony. Przyznajesz otwarcie, że nie pobijesz swojego rekordu życiowego. Chyba niewielu sportowców potrafi się na to zdobyć.

To i tak jest piąty wynik w historii rzutu dyskiem. Gdybyśmy żyli w „erze” rekordów świata, czyli w latach 90., to nawet w wieku czterdziestu lat byłbym w stanie powalczyć. Ale jeśli ktoś uprawia sport „na czysto”, to jest to niewykonalne. Jestem najniższym i najgrubszym dyskobolem. Nie mam dużych dźwigni, długich ramion, więc rzucam ze swojej prędkości. A z wiekiem ta prędkość spada, więc musiałbym trafić na naprawdę idealny dzień, żeby zbliżyć się do 72 metrów.

Masz problem ze stresem podczas takich imprez? 

Na pewno. Jeśli ktoś twierdzi, że nie ma problemu ze stresem, to oszukuje. Mam, ale potrafię sobie z tym radzić.

Ja mam wrażenie, że ciągle się uśmiechasz. 

Może ja tak właśnie reaguję na stres – uśmiechem. Ale na pewno wiem, że kiedy jestem zestresowany, dużo gadam. Sposób na stres powinien mieć każdy sportowiec. Miałem kiedyś problem na MŚ w Moskwie. Po dwóch nieudanych rzutach, w trzecim musiałem rzucić 63 metry. Jeśli nie – wracam do domu. Na treningach rzucałem z łatwością 66-67 metrów. Ale stres mnie zablokował. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.

Ten uśmiech, o którym wspomniałem, pojawił się też w takim momencie, który mnie totalnie zaskoczył. Przegrałeś złoty medal olimpijski z Hartingiem po ostatnim rzucie i się uśmiechałeś. Ja byłbym wściekły, a ty się uśmiechałeś, i jeszcze bardzo szybko mu pogratulowałeś. Właściwie nie było po tobie widać żadnej złości, nawet tej sportowej, takiej ludzkiej.

Wiedziałem, że po trzech kolejkach konkurs się dla mnie skończył. Oddałem bardzo daleki rzut próbny. 3 rzuty w konkursie. Pierwsze były takie, jak zaplanowałem. Popełniłem kilka błędów, bo zbyt duża ekspresja po udanym rzucie, okrzyki, podskakiwanie. Faceta, który waży 135 kilogramów, w czterdziestostopniowym upale, kosztuje to naprawdę bardzo dużo energii. Cieszyłem się, że zdobyłem ten srebrny medal. Ludzie mówią, że to porażka? Powiem tak: zapraszam, Igrzyska Olimpijskie, wszystko jedno, czy 80, czy 50 tysięcy widzów na stadionie–- zrób to, co ja.

malachowski_4

Ale porażka dlatego, że prowadziłeś przez pięć kolejek.

Taki jest sport.

I nagle, w ostatnim rzucie, tracisz złoty medal. To dlatego porażka.

Nie byłem w stanie mu odpowiedzieć w tej ostatniej kolejce. Nawet gdyby ten swój wynik osiągnął w czwartej kolejce, to i tak bym nie odpowiedział. Byłem wymęczony fizycznie. Nagle dopadły mnie zakwasy. Pewnie też stres odegrał znaczącą rolę. Ale są plusy. Nie zdobyłem złotego medalu w Rio, więc będę trenował do Tokio i tam powalczę o złoto. A może gdybym zdobył go już teraz, to zakończyłbym karierę i siedział w domu?

Dlaczego zostałeś dyskobolem? Bo pamiętam, że próbowałeś też pchać kulą, a jednak jest dysk.
Poza dyskiem chyba nic mi w sporcie nie wychodziło. Zawsze chciałem być piłkarzem ręcznym, ale nie lubię biegać... Bieganie nie sprawia mi wielkiej frajdy, więc miałbym ciężko przy mojej wadze.

Ja to doskonale rozumiem.

No właśnie. Ale zawsze chciałem być sportowcem i występować z orzełkiem na piersi – dla Polski. To było marzenie od dzieciaka. Wszyscy, jak kiedyś biegaliśmy za piłką, to ten był Lato, ten był Boniek, ten ktoś tam. Każdy chciał być taki jak oni. Nie od razu chciałem być dyskobolem. Jak zacząłem rzucać, nie wiedziałem, z czym to się je. Później wszedłem do kadry, pojawiły się pierwsze sukcesy. I one motywowały do dalszej pracy. Chciałem zdobywać kolejne medale.

A teraz sprzedajesz te olimpijskie. Dlaczego to robisz? 

Nie sprzedaję, tylko licytuję.

Licytujesz, przepraszam. Tak, to jest duża różnica. 

Tak. Niedawno powiedziałem, że sprzedaję i zwrócono mi uwagę. Chcę się tym dzielić. Zdobywam te medale dla Polski. Kto się miał ucieszyć, ten się ucieszył – przyjaciele, kibice. Oni o tym pamiętają, ale jeśli mogę tym sprawić radość jeszcze komuś, w dodatku komuś, kto  potrzebuje pomocy, to czemu nie. Nie mam w planach podświetlanej półki z medalami w wieku 60 lat.

Nie chciałbyś mieć takiej galeryjki z dyplomami, medalami? Patrzeć...

Patrzeć, i co? Na co mi to potrzebne? Mam 7 medali. Medal olimpijski z Pekinu. Też chciałem go zlicytować, ale zabrakło mi odwagi. Przed ostatnimi igrzyskami powiedziałem, że jak zdobędę medal, to na pewno zlicytujemy go na rzecz kogoś, kto potrzebuje pieniędzy, bo to fajna rzecz móc się czymś podzielić. Teraz Olek jest zdrowy, fajny, uśmiechnięty, a jego rodzice szczęśliwi. Ja byłem tylko punktem zapalnym. To państwo Dominika i Sebastian Kulczyk wylicytowali ten medal. Ale ogromną rolę odegrały media i ta armia ludzi wpłacających drobniejsze kwoty. A Olkowi była potrzebna naprawdę wielka kasa. Pospolite ruszenie – piękna sprawa. Bo to nie chodzi o to, żeby wpłacić milion złotych. Nikogo na to nie stać. Ważne są te drobne kwoty – 10, 20 złotych.

Wielokrotnie w swoim życiu przekonałem się, że żeby być wybitnym sportowcem, trzeba mieć charakter. Do tego bardzo często sukcesy odnoszą ludzie z małych miejscowości. Z czego to może wynikać? Bo ty też jesteś z małej miejscowości. Musiałeś się wybić.

Tak. Miałem marzenia. Mój ojciec zmarł, kiedy miałem 15 lat. Mama nie miała czasu przypilnować i wypytać: „Ej, halo, jaki ty sport sobie wymyślasz, o co ci chodzi?”. Powiedziała za to: „Chcesz sport uprawiać?”. Odpowiedziałem: „Tak”. „Będziesz trenować?”. „Tak.” „Podoba ci się?”. „Tak.” „To dobrze.” I trafiłem w Ciechanowie na swojego trenera, z którym pracuję już 20 lat. Przede wszystkim trzeba mieć marzenia i ciężko pracować. A co do tych małych miejscowości, to coś w tym jest. Bo cóż w niej robić? Zimą życie kończyło się o 15, bo ciemno było. Nie było nic do roboty, więc jak była otwarta sala gimnastyczna i były SKS-y, to zbierało się 5-6 drużyn, żeby pograć. Nie było internetu, kina, barów, miejsc, w którym można przesiadywać i głupoty porobić. Dzieciaki z małych miejscowości mają ograniczone możliwości i szanse, żeby gdzieś się pokazać, ale jak już się pokażą, to w większości te swoje szanse życiowe wykorzystują.

No i też często ci ludzie z małych miejscowości sięgają po dyscypliny, które niewiele kosztują. Akurat w twoim przypadku też tak jest, prawda?

Praktycznie nakład finansowy jest zerowy. Kawałek płyty, dresy, buty. Dzisiaj mam piękne buty Nike, ale kiedyś były „korkotrampki”. Nie wiem, czy pamiętasz, odcinaliśmy nożem korki i rzucaliśmy w tym. Były bardzo cienkie, więc zimą albo jak padał deszcz, wracaliśmy do domu przemarznięci z praktycznie odmrożonymi stopami. Temperatura -5 stopni, śnieg po kostki, a ty musisz rzucać, potem iść po ten dysk, wrócić i znów rzucać. W tym śniegu czasami trzeba było tego dysku poszukać. Nie jest to więc drogi sport, ale nie każdy się też do niego nadaje. Dzisiaj każdy chce być piłkarzem, a nie dyskobolem, bo do tego trzeba mieć warunki. Być dużym, silnym, szybkim.

A da się z tego żyć? 

Tak.

malachowski_1

Dzięki sponsorom, czy nagrodom, które się zdobywa? 

Dzięki nagrodom da się żyć spokojnie. Ale sponsor gwarantuje jeszcze większy spokój. Mam kontrakt z PKN Orlen. Moja rodzina ma dzięki temu zapewniony byt, więc ja mogę się skupić tylko na sporcie. Większość sportowców nie ma tego komfortu. Nie muszę myśleć o dodatkowej pracy. Jestem świetnym informatykiem, mógłbym komuś tworzyć strony albo w jakiejś firmie pracować po godzinach. A tymczasem moim zadaniem jest przyjść o 10.00 na trening i dać z siebie 100%. Potem obiad, odpoczynek i po południu kolejne kilka godzin na siłowni, bieżni czy na rzutni. I nadal robić to na 100%. Na początku kariery bywało ciężko. Ale potem wszystko się poukładało. Jestem też zawodowym żołnierzem. Reprezentuję Śląsk Wrocław i Wojsko Polskie. Mam więc kilka źródeł utrzymania i stypendium.

Zadam pytanie, którego zwykle nie lubię zadawać, ale jesteś człowiekiem, który ma bardzo zdrowe podejście do życia, sportu również. Co Piotr Małachowski będzie robił po zakończeniu kariery?

To jest pytanie. Miałem na przykład propozycję objęcia posady trenera za granicą. To dość poważna propozycja.

Już teraz masz taką propozycję? Wow! 

Tak. Nawiązując do jednego z wcześniejszych pytań… Gdybym zdobył złoty medal, być może już by mnie w Polsce nie było. Więc może to srebro to dla mnie szczęście? Tyle czasu spędzam poza domem, że nie chciałbym znów pół roku czy 8 miesięcy być daleko. Jeszcze przez cztery lata się pomęczę, będę pół roku tutaj, pół za granicą. Zawsze to więcej, a mam małego syna. Mam kilka pomysłów na życie po karierze. Mam projekt stworzenia ciekawej spółki, o której na pewno w niedługim czasie też się dowiesz.

fot.: Tomasz Sagan

Galeria zdjęć


REKLAMA
REKLAMA