REKLAMA
Anywhere logo

Dawid Dróżdż

"Kedi – sekretne życie kotów" – z kociego punktu widzenia

2017-07-30
...

Forma dokumentalna od zawsze sprawiała problem twórcom próbującym ukazać w filmie szeroko rozumianą prawdę. Kamera wywołuje w ludziach zachowania odmienne od rzeczywistych, oddalając dzieło od obiektywizmu. Co jeśli jednak w roli głównych bohaterów zostaną osadzone koty? Podejmując się tego zadania Ceyda Torun stworzyła nasycony autentycznym pięknem film poruszający nawet najtwardszą część widowni. 

„Kedi…” wprowadza nas w świat stambulskich kawiarenek, jarmarków i blokowisk, których nieodłączny element stanowią bezpańskie koty. Sekrety kolejnych poznawanych przez nas czworonogów odkrywają opiekujący się nimi mieszkańcy miasta, przybliżając przy tym własne przeżycia oraz obraz Stambułu. 

 „Kedi…” nie jest (na szczęście) jedynie serią ładnych zdjęć przedstawiających kocie piękno. Torun stawia wiele egzystencjalnych pytań, w których zwierzę pełni funkcję lustra odbijającego ludzkie przywary i słabości. Mimo różnic dzielących człowieka i kota, bohaterowie dostrzegają łączące ich podobieństwa, dzięki czemu dokument staje się uniwersalną opowieścią o mechanizmach rządzących światem nie tylko czworonogów, ale również naszym. Koty kojarzone w wielu kulturach pejoratywnie będąc symbolem nieszczęścia, śmierci czy zdrady w „Kedi…” ukazują swoją szlachetniejszą stronę. Narratorzy filmu uczłowieczają je, traktując nie jako kierujące się jedynie instynktem zwierzęta, lecz pełnoprawnych członków społeczności, a nawet istoty naznaczone metafizycznymi siłami, czynnie wpływające na ludzkie losy. Poza ciekawym spojrzeniem na kocią naturę, „Kedi…” jest barwną widokówką Stambułu będącego z jednej strony unowocześnionym miastem przepełnionym turystycznymi atrakcjami, z drugiej nadal obdrapanym, brudnym i niebezpiecznym miejscem, kryjącym w sobie wiele tajemnic. 

KEDi2

Wydawałoby się, że przeszkodą pojawiającą się na drodze twórców okaże się współpraca z dość nietypowymi aktorami. Mimo, że pamiętamy doskonałe role zwierząt z filmów fabularnych, takich jak Jack Russel teriera z Artysty i Debiutantów czy buldoga angielskiego z Patersona, trudno było wyobrazić sobie kojarzone z niesfornością koty prezentujące swoje piękno w pełnej krasie przed śledzącym ich obiektywem. Bez wątpienia jednak Torun powiodło się stworzenie dzieła, w którym nie są one jedynie atrakcyjnym eksponatem, ale pełnią rolę równoległych narratorów historii. Poza długimi jazdami kamery podążającej za lawirującymi między restauracyjnymi stolikami kotami, w filmie możemy zaobserwować wiele zbliżeń uwydatniających wyjątkowy urok i tajemniczość najbardziej wielbionego domowego zwierzęcia. Przeciągnięte sceny w slow motion, którym towarzyszy tkliwa muzyka doskonale komponują się z ich mistycznością. Ponadto często powracają ujęcia odwzorowujące ich punkt widzenia, co daje odbiorcy niepowtarzalną okazję włożenia ciepłego futra i podążania kocimi ścieżkami. 

 „Kedi…” nie jest jedynie filmem na cześć kociej urody, ale również frapującym studium nad wieloaspektowością świata czy prawami natury rządzącymi życiem wszystkich istot. Ciche mruczenie serwowane przez Torun wprowadzi widza w stan błogiej beztroski, lecz w odpowiednim momencie wybudzi z niej drapnięciem pazurem, po którym spływa stróżka wyjątkowo ciekawych refleksji. 

 

Dystrybutorem filmu jest M2 Films

 

REKLAMA
REKLAMA