REKLAMA
Anywhere logo

Wojciech Zawioła

Duży facet, mały chłopiec

2017-08-02
...
Czerwiec 2014 roku. Wimbledon. Na korcie Jerzy Janowicz i Lleyton Hewitt. Pierwszy z nich na początku zawodowej drogi (tak się wówczas wydawało), drugi kończący już sportową karierę. Wygrywa Polak. Zapewne ładnie zabrzmią słowa, że może wtedy nastąpiło symboliczne przejęcie złych cech charakteru, ale to oczywiście nie może być prawda.

Lleyton nie był grzecznym chłopcem. Na korcie ciągle brzmiało jego bezczelne „come on!” i często widać było uderzającą w powietrze zaciśniętą pięść. Był wściekły na kibiców, kiedy go nie dopingowali, i nie potrafił się dogadać z federacją. Miał do tego zwyczajnie niewyparzony jęzor.

Ale Lleyton wygrał dwa turnieje wielkoszlemowe, przez 80 tygodni był liderem rankingu ATP, ma na swoim koncie dwa Puchary Davisa. To nie znaczy, że więcej mu było wolno. To znaczy jedynie, że swoje wady przysłonił efektowną grą. Grą z zębem, ambicją, a przede wszystkim z sukcesami. Rywale go szanowali, a dziennikarze cenili. I nawet, kiedy zachowywał się nie tak jak na idola przystało, nadal mówili o nim: wielki. Bo były ku temu powody.

Jerzy Janowicz zachowuje się jak młokos, do tego nieopierzony. Jak rozpieszczony dzieciak, któremu mama zawsze wmawiała, że jest złotym dzieckiem, a rzeczywistość zadała temu kłam. Odmawia kibicom i dziennikarzom prawa do oczekiwania wyników przystających do jego umiejętności. Nie pozwala na krytykę, a kiedy takowej doświadcza, obraża się jak dziecko w piaskownicy.

Tak, to prawda, że wielcy sportowcy bardzo często mają trudne charaktery. To prawda, że to często pomaga im w osiąganiu szczytów swoich umiejętności. To prawda wreszcie, że sportowcy bez charakteru szans na sukces nie mają. Tyle, że dopóki młody człowiek nie osiągnie wyniku na boisku, parkiecie, macie czy korcie, krnąbrność i brak pokory powinien schować głęboko do kieszeni. Zwłaszcza w kontaktach z ludźmi na ogół życzliwymi sportowcom (na przykład dziennikarzami), że nie wspomnę o ludziach starszych od siebie, którym z racji choćby doświadczenia życiowego należy się szacunek. Wynosi się go najczęściej z domu.

Po jednym ze swoich meczów podczas tegorocznego Wimbledonu Jerzy Janowicz próbował wyprosić z konferencji prasowej polskiego dziennikarza, między innymi nazywając go „mendą”. Kiedy mu się to nie udało (nie miał wsparcia u innych dziennikarzy) wyszedł, by rozmawiać tylko z reporterami z zagranicy. Piękny obraz. Godny mistrza… takiego, któremu do mistrzostwa daleko. 

REKLAMA
REKLAMA