REKLAMA
Anywhere logo

Byliśmy żołnierzami

2017-08-03
...
Jeżeli szukać przykładu wszechstronnego współczesnego reżysera, François Ozon nadałby się do tego miana doskonale. Obok przewrotnego wodewilu pt. „8 kobiet” (2002), przypominającego wariacje Almodóvara, Francuz potrafi skręcić o 180 stopni i nakręcić doniosły dramat obyczajowy („U niej w domu” [2012]), kostiumowy („Angel” [2007]), czy rasowy kryminał (Basen [2003]). „Frantz” (2016), przedostatnie dzieło absolwenta prestiżowej szkoły filmowej La Fémis zalicza się zdecydowanie do tej drugiej, „poważnej” grupy filmów.

„Frantz” to niespodziewanie oryginalna propozycja „filmu o konsekwencjach wojny”, wyważona, łapiąca za serce opowieść o dwóch żołnierzach i pięknej kobiecie, którym przyszło żyć na początku XX wieku. I choć reżyser uważany jest za mistrza pastiszu i wizualnego efekciarstwa, ma on w temacie człowieka ogarniętego powojenną traumą dużo do powiedzenia. I to na poważnie. 

Jak to u Ozona, zaskakująca fabuła filmu wplątana zostaje w gatunkową mieszankę:  przede wszystkim jest to melodramatyczna historia miłosna, dopełniana tu i ówdzie elementami kina wojennego i kryminału. Młoda niemiecka wdowa Anna (uhonorowana w Wenecji nagrodą za najlepszy debiut, zjawiskowa Paula Beer) odwiedza na cmentarzu niedoszłego męża, poległego na froncie I Wojny Światowej. Pewnego razu zauważa na grobie świeże kwiaty, następnego dnia przystojnego mężczyznę opłakującego zmarłego. To Adrien (Pierre Niney), Francuz, który podaje się za przyjaciela tytułowego Frantza (Anton von Lucke). Zaciekawiona okolicznościami śmierci narzeczonego, które mogłyby jej pomóc w jakiś sposób znieść żałobę, Anna zaprasza młodego weterana do swojego domu, w którym mieszka z rodzicami ukochanego. Akcja filmu dzieje się krótko po wojnie, w małej niemieckiej wsi. Co za tym idzie, starsze, szanowane małżeństwo (ojciec Frantza Hans jest lekarzem) nie jest bynajmniej zadowolone z wizyty obywatela kraju-wroga, który zabił im syna. Z czasem jednak zrozumieją, co również przez cały film będzie nam próbował przekazać Ozon, że w obliczu wojny nie istnieją podziały i strony konfliktu - wszyscy stają się jej równorzędnymi ofiarami.

franz

Tego typu uprzedzonych względem bohatera zachowań jest więcej. Grupa dżentelmenów, na widok wchodzącego do baru Adriena, ostentacyjnie wstaje i zaczyna śpiewać patriotyczną pieśń. W świetnie poprowadzonej rozmowie przy piwie, Doktor Hans przekonuje przyjaciół, by nie poddawali się wierze w słuszność wojny, tylko uwierzyli w jej całkowity bezsens: „Wszyscy straciliśmy dzieci. To nie Francuz zabił mi syna, to my daliśmy mu bagnet i broń”. Filmowa intryga snuta przez Ozona, kim tak naprawdę jest w opowieści przybysz z zachodniej granicy, szybko zostaje zastąpiona w uniwersalny - a nawet aktualny - traktat moralny. Konflikt względem każdej ze stron rodzi niesprawiedliwość, nienawiść i wrogie nastawienie do drugiego narodu, które mają pomóc w cierpieniu po stracie bliskich. Anna odczuje na sobie takie same spojrzenia co Adrien, kiedy wyruszy w podróż do „kraju żabojadów”. Reżyser z dużą wyrozumiałością stara się traktować obie strony, umieszczając miejsce akcji w Niemczech i gwarantując niejako obiektywność swoich tez. Jednocześnie konsekwentnie konstruuje portret człowieka w katatonicznym „stanie po wojnie” – Adrien jest łudząco podobny do Frantza, dlatego rodzina szybko zaczyna darzyć go szczerym uczuciem. Fascynującym jest podglądanie tej niespełnionej, fałszywej w swej istocie miłości. 

Chociaż daleko Ozonowi do diagnoz społecznych, które w łudząco podobnej formalnie „Białej wstążce” (2009) wykładał Michael Haneke, Francuz nakręcił w mojej ocenie nienaiwne i spełnione dzieło, na wydawałoby się, dość oklepany współcześnie temat. Polscy widzowie będą mogli sami przekonać się o wszechstronnym talencie znanego filmowca, bowiem w sierpniu na ekrany kin wejdzie jeszcze zmysłowy, erotyczny thriller pt. „Podwójny kochanek” (25 sierpnia). Jaką psychoanalizę będzie nam dane doświadczyć tym razem?

Autor: Piotr Szczyszyk

Dystrybutorem filmu jest Aurora Films 

REKLAMA
REKLAMA