REKLAMA
Anywhere logo

Maciej Glamowski: Warto mieć marzenia

2017-08-09
...
Tradycjonalista i reformator. Naukowiec, menedżer i samorządowiec. Pasjonat, dla którego najważniejsza jest rodzina. Maciej Glamowski opowiada o życiu, pracy i miłości do rodzinnego miasta.

Człowiek z Pomorza, konkretnie z Grudziądza, dzisiaj w Gdańsku. Naukowiec, samorządowiec, człowiek w biznesie, Maciej Glamowski, czyli kto?

Przede wszystkim grudziądzanin. Ale to syndrom naszych czasów, że pracujemy w różnych miejscach. Kto? Myślę, że trzy w jednym. Bo po części naukowiec i przedsiębiorca, może raczej menedżer, i do tego samorządowiec. Te sprawy nie wykluczają się. 

Do której z tych trzech tożsamości Panu najbliżej? 

To jest pewna ewolucja. Zacząłem od nauki. Zaraz po studiach podjąłem pracę na Uniwersytecie Gdańskim. Zawsze byłem jednak człowiekiem aktywnym, czyli chciałem coś działać, zmieniać i sprawdzić się również w biznesie. Skończyłem wydział zarządzania, więc praca w biznesie była czymś naturalnym. Ta moja biznesowa aktywność nie była jednak w najmniejszym stopniu przeszkodą do kontynuowania kariery naukowej. Natomiast samorząd traktuję jako swego rodzaju powołanie. Myślę, że wynika to z tej mojej pasji do Grudziądza. To taka działalność bardzo misyjna. 

glamowski

No właśnie, trzy obszary w życiu. Dużo decyzji, czym zatem kieruje się w życiu Maciej Glamowski? 

Każdy ma swoje wartości, którym pozostaje wierny. Dla mnie bardzo ważna jest rodzina. To jest coś, co człowieka kształtuje, a później w tym dynamicznym otoczeniu, w którym żyjemy, w stresie, korzenie rodzinne dają stabilność. Zapewne nie jestem w tej kwestii za bardzo oryginalny, ale krąg najbliższych mi osób to jest coś, do czego wiem, że zawsze mogę wrócić. Zostałem wychowany w bardzo otwartym domu. Stąd moja otwartość i wrażliwość na drugiego człowieka. Staram się tym kierować we własnym życiu i wpajać w życie moich dzieci. 

Przenieśmy się na chwilę w przeszłość. Jakie najciekawsze wydarzenie zapadało panu w pamięć i w jakiś sposób pana ukształtowało?

Rok 1989. Wtedy rozpoczęła się moja historia z ekonomią. To był ważny czas. Wtedy zdawałem maturę. W Polsce to był okres przełomu. Jeden system się rozsypywał, drugi zaczynał budować. Mój ojciec, który miał bardzo duży wpływ na moje życie, był lekarzem i zawsze marzył, żebym poszedł na medycynę. Chciał, żebym kontynuował tradycję rodzinną. Mój brat jest lekarzem, więc po części marzenie naszego ojca się spełniło. Ale ja wybrałem inną drogę, bo właśnie ten okres przełomu spowodował, że zdecydowałem się pójść na ekonomię, na zarządzanie. To była bardzo ważna decyzja, która zapoczątkowywała moją drogę naukowca, później menadżera i wreszcie samorządowca. 

Mówi pan o przełomowych momentach, burzliwych czasach, kiedy czyhało również sporo różnych pokus. To co z autorytetami?

Dzisiaj żyjemy w czasach, gdzie wiele autorytetów zostało zburzonych i to jest błąd. My, jako młodzi ludzie, mieliśmy autorytety, w oparciu o które budowaliśmy swoją przyszłość. Te autorytety wywierały bardzo duży wpływ na to, co robiliśmy. Takim autorytetem na pewno byli nasi wykładowcy. To był też czas Jana Pawła II. Dla mnie wielkim autorytetem był mój ojciec, który był blisko mnie, który mnie kształtował. Te wartości, które mi wpajał, staram się do dziś pielęgnować. 

Mówiliśmy o nauce. Zatem pora na biznes. Tożsamość człowieka w biznesie – jak się kształtowała? 

To też jest swoista ewolucja. Jak mówiłem, zawsze byłem nastawiony na działanie, na zmiany, na robienie czegoś w praktyce i zawsze starałem się łączyć pracę naukową z biznesem. Zawsze starałem się też, aby moim doświadczeniem biznesowym dzielić się ze studentami. Wydawało mi się, że jest to dla nich ciekawe. Spotykam moich studentów sprzed lat. Do dziś pamiętają, że zajęcia, które prowadziłem, miały charakter praktyczny. A wartości, które usiłowałem im przekazać, to na pewno stawianie sobie celów, otwartość i komunikacja. To w biznesie jest też bardzo ważne. 

A właśnie miałam pytać: Maciej Glamowski w biznesie to samotnik czy człowiek kontaktów? 

Relacje w biznesie są bardzo ważne. Budowanie relacji jest podstawą do robienia dobrych biznesów. 

Tradycjonalista czy reformator?

Tradycjonalista i reformator. Oczywiście tradycyjne wartości, wyniesione z domu: rodzina, wrażliwość na drugiego człowieka. Ważny jest dla mnie również patriotyzm, bo ten Grudziądz, o którym mówiłem, że leży tak głęboko w moim sercu, to właśnie objaw lokalnego patriotyzmu, przywiązania do konkretnego miejsca na ziemi. Był czas, kiedy zachwycaliśmy się markami globalnymi, globalizmem. Dziś natomiast wracamy do naszych małych ojczyzn, czy też do lokalnych marek. Ja jestem przykładem takiego tradycjonalisty i właśnie lokalnego patrioty.

glamowski_3

Naukowiec, człowiek w biznesie, ale wychodzi na to, że w jakiś sposób też społecznik. 

Tak. Samorząd wynika z mojej pasji. Moją pasją jest Grudziądz. Przywiązanie do mojego miasta w naturalny sposób pokierowało mnie do pracy w samorządzie. Uważam że to miasto ma nieodkryty potencjał i jestem przekonany, że warto poświęcić się poszukiwaniu i uwalnianiu tej energii, która w Grudziądzu drzemie.

A pasje? Co w wolnym czasie?

O pierwszej pasji już powiedziałem. To właśnie odkrywanie Grudziądza. Druga pasja, którą też chyba po części ojciec we mnie zaszczepił, to historia. Ojciec zbierał pamiątki, był kolekcjonerem. I z tego też chyba ja odziedziczyłem cząstkę. Może nie kolekcjonera, ale jednak takiego pasjonata historii. 

Wiele zainteresowań, wiele pasji, a jakie wyzwania dzisiaj, jakie plany na przyszłość? 

Na pewno w obszarze biznesowym. Branża, w której dziś pracuję, dynamicznie się zmienia. Przemysł targowy to aktualnie bardziej przemysł spotkań, otwarcia na świat. Dzisiaj organizujemy kongresy światowe. To jest wyzwanie, bo wszystko wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze kilka lat temu. W samorządzie także. Znów wracam myślami do Grudziądza. To moje miasto wymaga zmian, co z kolei stawia przede mną, jako samorządowcem, wielkie wyzwania. Ale wyzwania tylko wyzwalają we mnie jeszcze większą chęć pracy.

W życiu rodzinnym natomiast zmiana polega na tym, że nasza starsza córka już rozpoczęła okres studiów, więc to jest też taki czas, kiedy dziecko wychodzi z domu. 

Jakie emocje wywołuje to u ojca? 

Emocje na pewno temu towarzyszą, ale taka jest kolej losu. Jest to czymś naturalnym. Ja też wyszedłem z domu w wieku 19 lat i to samo spotyka dzisiaj moją córkę, ale myślę, że jest dobrze do tego przygotowana. Nie ma kompleksów, tak jak moje pokolenie w roku 1989, kiedy ja zdawałem maturę. Byliśmy inną młodzieżą i nie mieliśmy możliwości studiowania w Europie czy innych zakątkach świata. Dzisiaj, widzę to po własnej córce, młodzież nie ma żadnych kompleksów i może podejmować tego typu wyzwania. Ja temu kibicuję i bardzo mnie to cieszy. 

Co chciałby pan przekazać czytelnikom? 

Chciałbym przede wszystkim zaprosić do Grudziądza, który jest postrzegany przez takie standardowe rzeczy – spichlerze, cytadela, ale jest przecież bardzo dużo innych „smaczków". Chociażby to, że w Grudziądzu właśnie Kopernik wygłosił traktat o monecie. Pokazał się jako ekonomista, nie jako wybitny astronom. W zeszłym tygodniu miałem okazję gościć w Grudziądzu Marcina Kydryńskiego, który prowadził festiwal muzyki fado. Jego ojciec, Lucjan Kydryński, urodził się w Grudziądzu i to też jest taka ciekawostka, miałem przyjemność pokazać Panu Marcinowi kamienicę, w której urodził się jego tato. Wyszukiwanie takich smaczków i ciekawostek też wynika z mojej historycznej pasji wyszukiwania materiałów źródłowych o tym moim miejscu na ziemi. 

Czyli raz jeszcze wartości – rodzina i otwartość na innych i lokalny patriotyzm. Panie Macieju – naukowiec, samorządowiec, człowiek w biznesie, pasjonata, ale jak się okazuje – i historyk. Dziękuję za rozmowę.

 

Galeria zdjęć


REKLAMA
REKLAMA