REKLAMA
Anywhere logo

Jak odnaleźć się w stolicy Japonii w razie zgubienia się w Tokio

2017-08-17
...
Kiedy w lutym tego roku planowałem krótką podróż w pojedynkę do Tokio, wszystko wydawało się proste po podobnym, jak sądziłem, doświadczeniu w Londynie. Mieszkałem kiedyś niedaleko angielskiej metropolii i samotnie ją odwiedzałem. Zgubiłem się tylko raz i byłem pewien, że coś takiego nie powtórzy się już w żadnym mieście.

Rezerwując sześciodniową podróż do Japonii zrezygnowałem z przewodnika i zapłaconych z góry przejazdów. Jest to sensowne wtedy, kiedy mamy jakiś plan, ale ja wolę improwizację. W rodzinnym Przemyślu zaznajomiłem się z taryfami za roaming – około 2 PLN za sms-a i 6 PLN za minutę rozmowy. Drogo, ale potrzebowałem telefonów tylko do powiadomienia rodziny, że dotarłem do Azji.

japonia_1

Lot z Polski do Japonii trwa ponad 10 godzin. Komfort jest jednak duży, a poza tym, będąc fanem lotnictwa, przelot był dla mnie ważną atrakcją wyprawy. 

Na olbrzymim lotnisku Tokio-Narita człowiek może się poczuć jak mrówka - dlatego, że w wielu niemal niekończących się korytarzach brak jest okien. Po drodze do kontroli dobrze jest trzymać się grupy pasażerów, którzy wysiedli z naszego samolotu. Procedury dla gości nie są uciążliwe. Skanowanie siatkówek oczu trwa tylko sekundę (i nie boli!), a po pytaniu o cel pobytu nasz paszport wzbogaci się o naklejkę zezwalającą na pobyt w Japonii. Trzeba jeszcze pokazać celnikowi bagaż podręczny. 

Najniższy poziom lotniska to stacja kolejowa. W kasie panie sprzedające bilety pomogły mi wybrać połączenie i zaopatrzyły w plan okolic. Zagadnięci w pociągu Amerykanie potwierdzili, że jadę we właściwym kierunku; zanosiło się na super wycieczkę... Jednak nazwy stacji napisane europejskimi literami były nieliczne, a porównywanie oznaczeń przystanków z planem dość karkołomne, z uwagi na obce mi japońskie znaki. Trochę zaniepokojony, powoli zacząłem zdawać sobie sprawę, że znalazłem się zupełnie sam w Azji. Ułatwieniem miało być to, że stacja Ueno jest ostatnią na linii, jaką jechałem. Jednak tu niespodzianka – nie wszyscy wysiedli. Może dlatego, że pociąg miał jechać dalej pod innym oznaczeniem?

Uwierzyłem swojej znajomości japońskich znaków (aż dwa, tj. 上野) oznaczających dzielnicę Ueno, nie wróciłem już do metra i wydostałem się z podziemnego labiryntu dworca. Byłem w Tokio! Szerokie ulice, intensywny ruch pojazdów, wąskie zaułki pełne sklepików, straganów i barów. Zgiełk, spieszący się ludzie, sprzedawcy zachęcający do zakupów. Do miejsca noclegu trafiłem bez problemów.

japonia_2

W hostelu zapoznałem się ze swoją… kapsułą. Jest to oryginalne, pozbawione okien i nieco klaustrofobiczne, ale całkiem wygodne miejsce do spania. Nie ma zamknięcia, tylko wiklinowy parawan, dlatego nikt nie może nam zrobić głupiego kawału blokując coś z zewnątrz, a tego się obawiałem. Wkrótce zorientowałem się, że od czasu do czasu budynek delikatnie drga, na co Japończycy w ogóle nie zwracali uwagi. Tego dnia miałem już dość wrażeń, jedynie nocą wyszedłem niedaleko, żeby zrobić zdjęcia. Wszystko było OK. Nie zaniepokoiły mnie ikony braku zasięgu w obu telefonach; uznałem to za chwilowy problem.

Jednak na drugi dzień telefony nadal nie działały, a próby uzyskania pomocy od personelu na niewiele się zdały. Wykorzystałem limit rozmów z telefonu stacjonarnego, zapomniałem o możliwości wysłania maili. Poradzono mi, żebym skorzystał z telefonu na stacji metra. Po drodze minąłem kilka, jak mi się wydawało, znanych już miejsc. Wąskie uliczki i wysokie budynki były jednak do siebie podobne, japońskie nazwy ulic bezużyteczne; nie miałem pojęcia, jak daleko zaszedłem. Zgubiłem się w Tokio... 

Był to rejon pozbawiony turystów, którzy mogliby pomóc. Gdy znów spytałem o drogę po angielsku, a odpowiedzią były tylko bezradnie rozłożone ręce, zdałem sobie sprawę, że jest źle i dobrze jednocześnie. Źle z powodów oczywistych, a dobrze, bo wiedziałem że opóźnienie w powiadomieniu rodziny, że jestem już w Azji, nie było żadną tragedią. Wreszcie udało mi się trafić pod hostel, a stamtąd do metra i znaleźć telefon. Spotkały mnie jeszcze „przygody” ze zdobyciem kart do niego; nie widziałem, gdzie je kupić. Pomogła obsługa metra, w tym strażnik, który podarował mi swoją własną, kosztującą 1500 Jenów, nie chcąc przy tym – nie mam pojęcia dlaczego – przyjąć ode mnie monety o nominale 100 Jenów.

Z powodu szybkiego wyczerpania się impulsów tej karty o pomoc poprosiłem jeszcze dwie umundurowanie panie, które bardzo przejęły się nie najlepiej zorientowanym turystą z Europy. Jedna z nich wzięła mnie do sklepu w celu kupienia nowej karty i spędziła ze mną niemal pół godziny w budce telefonicznej, wyjaśniając japońskie instrukcje do połączeń z Polską. 

Kłopoty z moimi telefonami wynikły z użycia starych modeli, o jakich Japończycy dawno temu już zapomnieli. Miałem więc nauczkę, że nie zawsze da się odrzucić nowinki techniczne.

japonia_3

Dodatkową zaletą noclegu w tanim japońskim hostelu (około 100 PLN za dobę) był basen i jacuzzi, sauna, salon z fotelami do drzemki, szlafroki i środki czystości osobistej. Za opłatą można było skorzystać z usług masażystek. Nagość w łaźni jest normalna, dlatego bardziej wrażliwym trzeba polecić hotele w stylu europejskim. W hostelu trzeba przestrzegać dość surowego regulaminu, w tym zakazu głośnego rozmawiania i prania ubrań w umywalkach, za co przewidziane są wysokie opłaty dodatkowe. Nie wolno chodzić w butach; trzeba je zostawić w szafce. Spożycie alkoholu jest tu wysokie, ale odbywa się w kulturalnych warunkach.

Trzeba jasno powiedzieć, że bez znajomości języka japońskiego lub angielskiego powinno się zapomnieć o samotnej wyprawie do tego kraju. Co więcej, musimy wziąć pod uwagę znalezienie się również w takich miejscach, gdzie angielski będzie bezużyteczny. Wtedy konieczna jest funkcja tłumacza w komórce. Niezbędny jest też zapas gotówki potrzebnej w razie nieprzewidzianych sytuacji.

Galeria zdjęć


REKLAMA
REKLAMA