REKLAMA
Anywhere logo

Wendy Lands: Wyśpiewać sobie drogę dookoła świata, taki mam plan!

2017-08-18
...
Kanadyjska wokalistka Wendy Lands jest jedną z tegorocznych gwiazd na Ladies’ Jazz Festival w Gdyni. Zanim usłyszycie jej aksamitny głos prosto ze sceny, poznajcie jej czarującą osobowość.

Wendy, jak to się stało, że twoim muzycznym językiem stało się połączenie jazzu i melodyjnego popu?

Zawsze byłam fanką wielkich jazzowych standardów, tak samo jak mistrzowsko napisanych piosenek popowych, stworzonych przez kompozytorów takich jak Burt Bacharach czy Carole King, i wspaniałych tekściarek i tekściarzy jak Joni Mitchell, Tom Waits, Rickie Lee Jones, Randy Newman i Leonard Cohen. Ich muzyka wywarła wpływ na moje śpiewanie i pisanie na przestrzeni lat. Najważniejsze dla mnie jest bycie piewcą opowieści. Zawsze przyciągają mnie połączenia w sztuce – nie jestem artystyczną purystką. Staram się nie być sztywna, myślę, że pozostawać na siłę wewnątrz ram jednego gatunku jest nieco nudne!

Wendy_lands_1

Uważasz się za divę?

Ha, ha, ha, chciałabym być divą! Właściwie to chciałabym bardzo spędzić pełną dobę, żyjąc jak diva, czyż to nie byłoby super?! Prawda jest taka, że zawsze obchodzi mnie to, czy wszystkim wokół mnie jest dobrze i komfortowo!

Myślisz, że muzyka ma swoją męską i żeńską stronę? Czy imprezy takie jak Ladies’ Jazz Festival w Gdyni są uzasadnione, czy może muzyka jest czymś uniwersalnym?

Myślę, że muzyka powinna być rozważana w kategoriach uniwersalności i „ponadpłciowości” – jak boska hybryda wszystkich żeńskich i męskich cech – ale sądzę, że większość ludzi w muzycznym świecie myśli inaczej. Ladies’ Jazz Festival to coś wspaniałego i potrzebnego, ponieważ większość festiwali jazzowych to tak naprawdę męskie festiwale jazzowe („men’s jazz festivals”) bez zaznaczania tego w tytule. Wciąż widzę na nich kilka nowych wykonawczyń dodawanych do bardzo długiej listy wykonawców męskich. Niestety taka jest norma. Wydawałoby się, że w 2017 roku festiwale celebrujące tylko kobiece występy nie są już potrzebne – a jednak, z pewnością, są potrzebne i jestem bardzo wdzięczna, że mogę zagrać na Ladies’ Jazz Festival.

Kim byli twoi muzyczni bohaterowie i bohaterki?

Gdy byłam mała, moja mama puszczała mnóstwo Barbary Streisand, więc zanim byłam w stanie dokonywać własnych wyborów muzycznych, wydawało mi się, że chcę być właśnie taka jak ona. Z wiekiem poszłam w inną stronę. Kiedy pierwszy raz usłyszałam Rickie Lee Jones, Randy’ego Newmana i Toma Waitsa, każda z tych chwil była momentem decydującym dla mnie jako tekściarki i wokalistki. Bycie osobą snującą historie, zarówno jako autorka tekstów, jak i artystka estradowa, zawsze było dla mnie najważniejsze.

Nagrałaś album ze swoimi interpretacjami piosenek polskiego kompozytora znanego z filmu Romana Polańskiego „Pianista” – Władysława Szpilmana. Jak doszło do realizacji tego projektu?

Pomysłodawcą projektu był tak naprawdę syn Władysława Szpilmana, Andrzej Szpilman. Wiedział, że „Pianista” odniesie ogromny sukces i chciał, by mieszkańcy Ameryki Północnej zaznajomili się z pięknie skrojonymi piosenkami jego ojca – zatrudnił więc producenta Johna Leftwicha, który pracował z Rickie Lee Jones, Lylem Lovettem, Chetem Bakerem i Carmen McRae. Do stworzenia tego albumu John skrzyknął najlepszych muzyków sesyjnych w Los Angeles, razem z najlepszymi tekściarzami w LA i, oczywiście, mną. Zakochałam się na zabój w tych pięknych piosenkach! Teraz jestem niezmiernie ciekawa, jak Polacy, którzy wychowywali się na tych dźwiękach, odbiorą te interpretacje... Myślę, że dowiem się tego, gdy je przed nimi wykonam!

Czy Toronto to twoje miejsce na ziemi?

Toronto jest wspaniałe, bardzo kosmopolityczne, każda narodowość na świecie jest tam reprezentowana, uwielbiam to w tym mieście! To też piękne miejsce do tego, by wychowywać naszą córkę. Ale świat kusi i chciałabym podróżować tak dużo, jak to jest możliwe na kolejnym etapie mojego życia! Wyśpiewać sobie drogę dookoła świata – taki mam plan!

zdjęcia: materiały prasowe

REKLAMA
REKLAMA