REKLAMA
Anywhere logo

Tomasz Sobierajski

TXL. Berlin-Tegel

2017-09-01
...
Jaki był ten dzień? Nie pamiętam za dobrze. Ile miałeś wtedy lat? Parę. Niewiele. Nie na tyle, żeby pamiętać. Ale przecież wszyscy pamiętają? Rzeczywiście… To zadziwiające. Nawet ci co mieli wtedy trzy tygodnie i dopiero uczyli się powietrza. Ja nie pamiętam.

Nic nie pamiętasz? No nie… Pamiętam buty. Buty? Tak. Kozaki. Właściwie to kozaczki, bo to były buty dla dziecka. Dla mnie. Ale teraz już nie mówi się kozaczki, bo to kojarzy się z prowincją. W ogóle nie lubię zdrobnień. Kozaczki, szpileczki, okienka. No i słowo-obrzyg: „pieniążki”. Jak ktoś mówi „pieniążki”, to zawsze boję się mu podać rękę. Prawie zawsze jest spocona, tłusta i niemiła w dotyku. Wyobrażasz sobie jak trzeba być skrupulatnym, spiętym i bez poczucia humoru, żeby mówić „pieniążki”? Albo „moim skromnym zdaniem”. O! To już wiem, że to nieskromna osoba. Ale chciałeś zapytać o coś innego? Tak, ciągle pytam Cię o tamten dzień. Dobrze. Muszę się skupić. To nie była moja pierwsza daleka podróż. Z Mamą ciągle gdzieś podróżowaliśmy. Cały czas powtarzała, że to będzie nasze największe bogactwo. Jedyne, co może nam zostawić. I do dziś mam w głowie te wszystkie obrazy i doznania. Zimną wodę Sanu w Przemyślu, gorzki smak Mazur, chropowatość Gór Sowich, ultramarynę nieba nad Sobieszewem. Pewnie dlatego nie miałem o czym rozmawiać z rówieśnikami. Widziałem więcej, a im człowiek więcej zobaczy, tym jest starszy. Ja miałem dużo, dużo lat. No ok, ale wróćmy do tamtego dnia. Ale jesteś czepliwy. Poczekaj. Chcę poskładać myśli. To miasto Mama kochała, jeździła tam często. Więc ja też je kochałem. Wiesz przecież, jakie dzieci są bezkrytyczne. Szczególnie jeśli chodzi o uczucia. W końcu Mama mnie tam zabrała. Po długiej nocy w pociągu obudziłem się w nowym świecie. To był Berlin, dla mnie był całością, nie miałem świadomości, że są dwa. Nie mogłem jeszcze tego rozumieć. Pierwszego dnia Mama kupiła mi właśnie te buty. To o nich mówiłem. Brązowe, na kożuszku. Ciepłe. To miasto było ciepłe, choć był środek zimy. Tak je zapamiętałem. Tego samego dnia okazało się, że w Polsce wybuchła wojna. Tak to zrozumiałem z pospiesznych relacji. Musieliśmy biec, żeby zdążyć na pociąg do Warszawy. Mama chciała być jak najszybciej w domu. Teraz sobie wyobrażam co musiała czuć. Ja nic z tego nie rozumiałem. Przy wsiadaniu do pociągu niefortunnie zahaczyłem o krawędź peronu i jeden z moich butów wpadł pod pociąg. Byłem zrozpaczony. Płakałem przez kilka godzin. Inni pasażerowie myśleli, że to z powodu tej wojny. Ten drugi but trzymałem koło łóżka jeszcze bardzo długo. Nie mogłem się z nim rozstać. Już nigdy potem niczego tak bardzo nie żałowałem. Zresztą, do dzisiaj nie żałuję rzeczy. Tylko ludzi. A po co wróciłeś do Berlina?  Pewnie po to, żeby odnaleźć tamten but...

REKLAMA
REKLAMA