REKLAMA
Anywhere logo

Wojciech Zawioła

Zanim wszyscy zaczną grać

2017-09-09
...
Piątek rano. Jestem na lotnisku. Ciągnąc za sobą walizki, widzę grupę młodych mężczyzn, dość charakterystycznie ubranych i poruszających się. Pierwsza myśl jest strzałem w „dychę” – piłkarze. Na ich plecach chwilę później dostrzegam napis: Sheriff Tyraspol. Olśnienie! Wracam z wakacji, na których trzymam się z daleka od bieżących wydarzeń. Dociera do mnie jednak, że poprzedniego wieczoru z mołdawską drużyną grała Legia Warszawa.

Na Okęciu piłkarze Sheriffa mają nietęgie miny. Myślę: ”O! Zebrali baty”. Po czym sprawdzam wynik: 1:1, na Łazienkowskiej. W takim razie skąd owe nietęgie miny? Ano stąd, że polskie kluby nadal w europejskich pucharach są słabeuszami. Remisując nie ma się z czego cieszyć.

Gra mistrza Polski w poprzednim sezonie Ligi Mistrzów była, jak się okazało, tylko przerwą w miernocie, epizodem niewiele znaczącym dla europejskiej piłki. Zupełnie niepotrzebnie i bezpodstawnie mamy mocarstwowe zapędy. Podstawy do optymizmu daje nam tylko reprezentacja (choć też nie wiadomo jak długo). Przy obecnych wynikach „Narodowej” występy drużyn klubowych irytują jeszcze bardziej niż do tej pory. Bo kiedy wszyscy „dawali ciała”, lipcowe klęski na europejskich boiskach nie bolały aż tak bardzo. Odzwierciedlały poziom polskiej piłki. Teraz odzwierciedlają tylko poziom ekstraklasy.

W jednym z poprzednich felietonów pisałem o pięknie opakowanej ekstraklasie. Latem, od lat już widać jak to opakowanie jest niewspółmierne do klasy. I jak niewspółmierne do umiejętności jest traktowanie klubów, piłkarzy i całego tego zjawiska zwanego polskim piłkarstwem. Zjawiska, które gloryfikuje piłkarzy, nie bacząc na to, co sobą reprezentują. Zjawiska, które zapewnia nam wszechobecność, gdziekolwiek nie spojrzeć, średniej maści kopaczy, często zmanierowanych i znudzonych zwykłymi „śmiertelnikami”, obrażających się na kibiców i dziennikarzy za, choćby najbardziej delikatną, krytykę.

Tak, wiem – to niesprawiedliwa ocena, bo uogólniająca. Ale nawet jeśli dotyczy np. 30 proc. zawodników, to jest to i tak o wiele za dużo wobec wyników, jakie są nam zapewniane w każde wakacje w europejskich pucharach. 

Żegnamy się z pucharami na długo przed realnym rozpoczęciem rywalizacji. Ale zaraz potem widzimy tych bohaterów w wywiadach prasowych i telewizyjnych wygłaszających mądrości w stylu: „Musimy się podnieść”, „Ważny jest najbliższy mecz i trzy punkty”, „Gramy na gorącym terenie”. No rewelacja. No i w pierwszej kolejce ekstraklasy po tych „wydarzeniach” okazuje się, że mamy na polskich boiskach niezwykłe emocje. Wierzyć się w to nie chce. Opakowanie.

REKLAMA
REKLAMA