REKLAMA
Anywhere logo

Piotr Szczyszyk

Ludzie peryferii, ludzie bezdomni

2017-09-29
...

XVIII Letnie Igrzyska Olimpijskie w Atenach to doprawdy temat na osobny film. Po dwukrotnie przegranych wyborach na gospodarza imprezy, kiedy w 1996 roku Grecy pragnęli uczcić setną rocznicę I Olimpiady Nowożytnej, zaszczyt organizacji przypadł spadkobiercom kulturalnego dziedzictwa świata dopiero w 2004 roku. Siedmioletnie przygotowania oceniono najwolniejszymi w historii, co potwierdziło naturę ludzi europejskiego południa – narodową prokrastynację. Sofia Exarchou w swoim debiucie „Park” (2016) portretuje mentalność leniwych rodaków, ale przede wszystkim katastrofalne konsekwencje wielkiego wydarzenia sportowego, odczytywanego jako zapowiedź globalnego kryzysu finansowego.

Wioska olimpijska, dekadę po igrzyskach. Naszym oczom ukazują się opustoszałe, zdezelowane trybuny wokół zarośniętego pola, które kiedyś było boiskiem. To teraz enklawa dla szukającej zajęcia młodzieży, która po katastrofie gospodarczej swojego kraju, reprezentuje także upadek moralny. Banda chłopców składa się w większości z kontuzjowanych młodych atletów-emerytów, którzy przypominają teraz wygłodniałe psy: urządzają brutalne bójki, bose wyścigi po ostrych kamieniach, rzucają się na usilnie szukające względów dziewczyny. W tym specyficznym, zawładniętym przez hormony momencie życia, Exarchou nie zachwyca bezkompromisowość bohaterów, stan permanentnej wolności. Jej konkluzja jest skrajnie pesymistyczna: w państwie pozbawionym perspektyw na przyszłość, nastolatkowie zdani są  tylko na siebie.

park

 

Strategia reżyserki przypomina twórczość jej imienniczki Soffi Coppoli, która w podobny sposób odzwierciedlała wpływ miejsca urodzenia na osobowość dorastającego człowieka. Przedmieścia Aten przypominają kalifornijskie pustynie, ziemie jałową, na której po obiektach sportowych miało powstać osiedle mieszkalne. Koszty wydane na igrzyska miały przynieść podwójną korzyść, przysłużyć się Grecji, a później i jej obywatelom. Władze nie spełniły oczywiście tej obietnicy, w olimpijskich basenach została tylko brudna woda. Tym samym sytuacja wydaje się przykro zataczać koło – wioska po organizowanych trzy lata temu zawodach w rosyjskim Soczi jest tak samo zapomniana i zdewastowana.

Znudzenie egzystencją wyłania się z każdej sceny, połączonych w powtarzane sekwencje sprośnych imprez i nużących spacerów. Dlatego trudno mówić w „Parku” o klarownej fabule. Exarchou próbuje za to uchwycić stan psychiczny bohaterów, ich minorowe przeżywanie tak samo wyglądającego dnia za dniem. Jednocześnie Grecy mający przed sobą jeszcze całe życie, zdają sobie sprawę, że gdzieś poza ateńskimi peryferiami istnieje normalność. Jej symbolem będzie zamożny skandynawski turysta (o twarzy Thomasa Bo Larsena, pamiętnego Michaela z „Festen” [1998]), który zaprosi głównego bohatera Dimitrisa (Dimitris Kitsos) na hotelową imprezę. Styl bycia Jensa, dobre jedzenie i drogie trunki pogłębią frustrację i tak wystarczająco przygnębionego Greka.

Na tle równie społecznie zaangażowanych, dziwacznych wizji tzw. nowej greckiej fali w postaci filmów Yorgosa Lanthimosa („Kieł” [2009]) i Athiny Rachel Tsangari („Attenberg” [2010]), film 38-letniej Exarchou to dla widza odświeżające doświadczenie. Powolny, refleksyjny charakter „Parku”, adekwatnie oddany w surowych zdjęciach Moniki Lenczewskiej, jest ironiczną wypowiedzią na temat degrengolady zbankrutowanej kolebki cywilizacji.

 

dystrybutorem filmu jest Madness

REKLAMA
REKLAMA