REKLAMA
Anywhere logo

Wojciech Zawioła

Łaska kibicowska, czyli w górę i w dół

2017-10-02
...
„Polskaaaaa, biało-czerwoni, Polskaaaa, biało-czerwoni!” albo „biało-czerwone, to barwy niezwyciężone!”. I jeszcze „Polska to jest potęga, Polska najlepsza jest…”. A to wszystko po meczu z Kazachstanem, wygranym 3:0. Powtórzę: z KAZACHSTANEM!

Kilka dni wcześniej piłkarze reprezentacji mieli okazję usłyszeć słowa powszechnie uważane za obelżywe i – tradycyjnie - kpiny oraz zarzuty lenistwa. Do tego dochodziło oburzenie wysokimi pensjami. Tego nie da się już określić starym polskim, sparafrazowanym powiedzeniem: „łaska kibicowska na pstrym koniu jeździ”. To już raczej brak umiejętności dokonania wyważonej oceny. I to nie tylko przez kibiców pod stadionem. Także przez tych siedzących w – zdawałoby się - mniej emocjonalnej atmosferze, przed telewizorem. Nie wspominając o mediach, które często dostają małpiego rozumu od perspektywy nabicia oglądalności i „klikalności”. 

Przegrywamy pierwszy mecz w eliminacjach. Eliminacjach, w których wyprzedzamy rywali o dwie długości. Fakt, grając słabo, ale jednak to PIERWSZA porażka. Jakie są reakcje? Nie mamy drużyny, nie mamy piłkarzy, a jeśli mamy, to bez ambicji. I do tego za dużo zarabiających. No i Nawałka powołał złych piłkarzy. No i oczywiście wszyscy w tym kraju znamy się na piłce. A wystarczyło słuchać uwielbianego przecież nad Wisłą Lewandowskiego: „To, że zajmujemy 5. miejsce w rankingu FIFA nie znaczy, że jesteśmy piątą drużyną świata”. I wystarczyło spojrzeć za koniec własnego nosa i przyjrzeć się Duńczykom. Dzień przed meczem w Kopenhadze mówiłem kolegom z drużyny TVN na treningu: „Tego meczu Polacy nie wygrają”. Wprawdzie nie przepowiedziałem klęski, ale sens mojej wypowiedzi był jasny.

Trzy dni później Polska grała z Kazachstanem. Niby tegoroczne doświadczenie z europejskich pucharów kazało nam się obawiać, ale to jednak reprezentacja. Wygrana z Kazachami to formalność, obowiązek, coś zwyczajnego. Bo może i nie ma już słabych drużyn, jak mówią usprawiedliwiający porażki trenerzy, ale na pewno są słabsze i mocniejsze. I tego trzeba się trzymać. Wygrane ze słabszymi powinny cieszyć, ale nie doprowadzać do ekstazy (czyli kibicowskiego śpiewania hymnu na trybunach bądź tworzenia programów specjalnych w TV).

O rozsądek proszę.

P.S. Na koniec jeszcze spostrzeżenie. Piłkarze mają jednak w naszym kraju pod górkę. Mniej im wolno. Wystarczy jedna przegrana i… Siatkarzom, na przykład, więcej się wybacza.

REKLAMA
REKLAMA