REKLAMA
Anywhere logo

Do starej baby

2017-10-09
...
Michał Witkowski wrócił z nową powieścią. Poprzednia, „Fynf und cfancyś”, była o gejowskich prostytutach w Zurychu. Teraz autor robi ukłon w inną stronę – nie dość, że płci przeciwnej, to jeszcze w przekwicie i mieszkającej gdzieś na dalekiej polskiej prowincji.

Wymazane to miasteczko w północno-wschodniej Polsce, tuż przy granicy z Litwą i Obwodem Kaliningradzkim. Tak północno-wschodniej, że nawet w Suwałkach jest cieplej (choć w prognozach pogody to na Suwałki spływa cały splendor). Jest tam Las Pełen Trujaków, Sklep Dogłębnie Wychujany przez Tesco i zajazd dla TIR-ów Tijuana. W tym szarym i paździerzowym świecie przedstawionym niczym diament jawi się Damian Piękny, chłopak ponadprzeciętnej urody. Ma dwie przyjaciółki – Jagodę i Sylwię, reprezentujące skrajnie odmienne style życia. Ma też niezwykłe upodobania – Damianek lubi stare baby.W pewnym momencie jedna z nich, trzęsąca okolicą Alexis, zastawia na niego sidła...

witkowski_2

Tyle z akcji, by nie psuć zabawy czytającym. Zresztą z akcją u Witkowskiego bywa różnie. Po kultowym „Lubiewie”, mocnym zbiorze opowiadań „Fototapeta”, wspaniałej „Barbarze Radziwiłłównie z Jaworzna-Szczakowej” i nieco mniej wspaniałej „Margot”, pojawiły się dziwne eksperymenty ze stylistyką kryminału w „Drwalu” i „Zbrodniarzu i dziewczynie”. Potem autor powrócił do postmoderny przesyconej kampem i kontrowersją, pod którą kryje się wnikliwa diagnoza społeczeństwa europejskiego w „Fynf unf cfancyś”. Następnie jeszcze bardziej pojechał po bandzie w nieopublikowanym oficjalnie i rozpowszechnianym przez pisarza „w drugim obiegu” „Fioletowym świetle”. „Wymazane” idzie równym krokiem z jego najlepszymi książkami. Jest chyba najobszerniejszą powieścią, ale czy najlepszą? Moim zdaniem jedną z najlepszych. To, co przekonani już do „Michaśki” czytelnicy lubią w jego prozie najbardziej – humor i pazur – jest na najwyższym poziomie. Język, który określić można jako „Gombrowicz gone wild” – też. Autor z lubością używa swoich popisowych zwrotów, takich jak „nakupować lujowi”, „pokoje umeblowane”, a tutaj dochodzi jeszcze „dosypać” (tajemniczego składnika do drinka). No i Witkowski dosypał nam dużo, i to różnych składkników. Gdzieniegdzie poprzetykał zaskakującymi „prodakt plejsmentami, które powodują, że zastanawiamy się, czy pojawiające się tam firmy naprawdę zapłaciły autorowi, czy to tylko zabawa – tak czy inaczej jest śmiesznie. Pojawia się realizm magiczny, jest przedwojenny warszawski półświatek. Wszystko razem dobrze zmieszane i można się tym odurzać do woli.

Szukający sensu również nie będą zawiedzeni. Tak jak „Fynf und cfancyś” było zestawieniem bogatej Europy Zachodniej z biedną Europą Wschodnią, tak ta powieść jest osobliwą laurką dla znikającego świata małych miejscowości. Dla starości, upadających bibliotek i odklejającego się pstrokatego splendoru lat 90. (na które przecież panuje moda!).

Jako zadeklarowana fanka od kilkunastu lat zawsze czekam na każdą nową książkę Michała Witkowskiego. Kibicuję, ale też bacznie się mu przyglądam. Tym razem znowu dał radę i niech znajduje nowych czytelników. To jeden z tych „chorych na Polskę” pisarzy, który w dodatku sprawnie opowiada historie. Nie znam nikogo, komu wcisnęłam jego książkę i kto nie byłby z tego powodu zadowolony. Wciskam Wam bardzo.

 

Michał Witkowski, „Wymazane”

wyd. Znak Litera Nova, Kraków 2017

REKLAMA
REKLAMA