REKLAMA
Anywhere logo

Nowa polska szkoła filmowa

2015-05-13
...

Dużo dobrego dzieje się ostatnio w polskim kinie. Najbardziej spektakulaym przejawem tego jest oczywiście Oscar dla „Idy” za Najlepszy Film Nieanglojęzyczny. Ale nie tylko z tego powodu od jakiegoś czasu można wreszcie bez zażenowania chodzić do kina na rodzime produkcje.

Jeszcze do niedawna wśród widzów panowała powszechna opinia, że nie warto chodzić na polskie filmy, a poziom artystyczny utrzymywany był tylko w niskobudżetowych, a co za tym idzie nie tak powszechnie dostępnych, offowych produkcjach. Poszukiwacze nieco bardziej ambitnej rozrywki znad Wisły musieli czekać na przeglądy czy festiwale filmowe w kinach studyjnych. Od kilku lat sytuacja zaczęła się poprawiać i twórcy alteatywni zaczęli przechodzić do nurtu głównego, ogólnie dostępnego nie tylko w małych kinach, ale też multipleksach. Poprawiła się też sytuacja samych kin studyjnych – pomimo wiecznych problemów, z jakimi się borykają, odwiedzane są przez większą ilość widzów w porównaniu z ubiegłymi latami, między innymi za sprawą projektu „Małe kino”, współfinansowanego przez Polski Instytut Sztuki Filmowej i dotyczącego takich kin w małych miejscowościach. Powrót widowni do małych kin wiąże się też z cyfryzacją, która ułatwiła przekazywanie kopii i przede wszystkim poprawiła jakość obrazu. A dotyczy to przecież nie tylko małych miejscowości, ale i dzielnic dużych miast, które przechodzą rewitalizację. Tam też przy osiedlowych domach kultury działają kina studyjne, będącą alteatywną formą spędzania wolnego czasu przez młodzież i dorosłych. Przy tym procesie również pomagał Instytut, współfinansując program „Cyfryzacja kin”.

szkola_filmowa

W tym roku PISF obchodzi dziesięciolecie istnienia. Odchodząca dotychczasowa dyrektor, Agnieszka Odorowicz, wieńczy swoją kadencję z dobrym wynikiem. To Oscar dla „Idy” Pawlikowskiego, Sreby Niedźwiedź dla „Body/Ciało” Szumowskiej, ale też pozytywna ocena Najwyższej Izby Kontroli, która doceniła prawidłowe i transparentne funkcjonowanie instytucji. Przekłada się to na sukcesy, także komercyjne, polskich tytułów. Przykładowo w zeszłym roku frekwencja na polskich filmach w naszym kraju w stosunku do 2013 roku zwiększyła się o 3,8 miliony widzów. Polacy najchętniej oglądali „Bogów” w reżyserii Łukasza Palkowskiego (film zdobył Grand Prix na Festiwalu Filmowym w Gdyni) i „Miasto 44” Jana Komasy. Zeszły rok to łączna frekwencja 40,4 milionów widzów, a zarazem drugi po 2011 najlepszy rok od czasu postania PISF. Co oznaczają te suche fakty? Napędzanie rynku i rozwój polskiej kinematografii. To dzięki widzom mogło dojść do realizacji wielu z głośnych produkcji.

Ten rok został hucznie rozpoczęty sukcesami polskich twórców na Oscarach. Pięć nominacji (dla niewtajemniczonych: „Ida” – Najlepszy Film Nieanglojęzyczny, Zdjęcia, „Joanna” i „Nasza klątwa” w kategorii Krótki Film Dokumentalny i Najlepsze Kostiumy dla Joanny Biedrzyckiej-Sheppard za „Maleficient” – nominowanej w tek kategorii już po raz trzeci) i zwycięstwo Pawła Pawlikowskiego. Ale nie samymi Oscarami człowiek żyje. Jeśli chodzi o premiery, to pierwsze trzy miesiące obfitowały w głośne polskie tytuły. To przede wszystkim „Body/Ciało” Małgorzaty Szumowskiej, laureatki tegorocznego Srebego Niedźwiedzia na Berlinale. W filmie po dłuższej przerwie można oglądać wybitnego Janusza Gajosa, obok którego grają Maja Ostaszewska i amatorka, Justyna Suwała. Mamy też ekranizację kryminału Zygmunta Miłoszewskiego „Ziao prawdy” z Robertem Więckiewiczem w roli głównej. Triumfy święci debiut fabulay Maćka Bochniaka „Disco polo”. Ta komedia muzyczna, opowiadająca o szalonych latach dziewięćdziesiątych, przez pierwsze tygodnie od chwili premiery znajdowała się na pierwszym miejscu polskiego box office’u i nadal jest w czołówce.

Co do tego, że na polskie filmy jednak warto chodzić, nie ma chyba wątpliwości. My czekamy na kolejne produkcje i kolejne sukcesy – tak w Polsce, jak na zagranicznych festiwalach.

szkola_filmowa1

fot.: mat. prasowe

REKLAMA
REKLAMA