REKLAMA
Anywhere logo

Eva Minge: Mocne DNA

2015-06-04
...
W kwietniu w gdańskim Centrum Handlowym Alfa odbyło się otwarcie sklepu nowej marki Evy Minge, Femestage Eva Minge. Udało nam się porozmawiać z projektantką – o modzie, o kobietach i o biznesie.

EVA_MINGE

Skąd pomysł, żeby stworzyć nową markę?

Jest to konsekwentny pomysł sprzed wielu, wielu lat. Budując swoją markę zaczynałam od typowej piramidy biznesu – pewne rzeczy buduje się od najwyższej półki. Moim kolejnym celem było stworzenie marki sieciowej. Tak jak mamy Armani – Emporio Armani, tak jest Eva Minge – Eva Minge Milano – Femestage Eva Minge. To odpowiedź na zapotrzebowanie rynku. Od wielu lat miałam dowody ogromnej sympatii: dziewczyny wchodziły do naszych salonów, dostawaliśmy dużo maili czy nawet byłam zaczepiana na ulicy. Mówiły, że im się to podoba, ale nie mogą sobie na to pozwolić. Myślę, że to też taki czas w modzie, że sezonowość powinna mieć swoje pokrycie w cenie. Moda w tej chwili ma krótki okres przydatności, więc wydawanie ogromnych pieniędzy coraz mniej ma sens. Kobiety coraz chętniej sięgają po sieciówki, nawet te, które stać na drogie ubrania, uzupełniają swoją garderobę sieciówkami.

Czy to nie sprawi, że klientki przestaną kupować ubrania z pani pierwszej marki?

Nie, bo to zupełnie inne kolekcje. Ktoś, kto zna Evę Mingę, widzi to gołym okiem. Natomiast Femestage jest uzupełnieniem tamtej.

EVA_MINGE2Kolekcja Femestage dzieli się na trzy sekcje: Office, Daily i Party.

To kolekcja na czas pracy, czas biznesu, gdzie można ubrać się modnie, ale w sposób stonowany – mówię tu oczywiście o takich rodzajach pracy, gdzie dress code nie dopuszcza wielkiego szaleństwa w modzie, a wymaga wizerunku poprawnego, wciąż jednak kobiecego. Daily to część weekendowa, czyli ten swobodny okres, kiedy chodzimy ubrane tak, jak nam fantazja dopisuje. I trzecia część, gdzie ubieramy się na wieczór. Nie jesteśmy przecież w stanie tak samo ubrać się na basen, na imprezę i do kawiarni. Dlatego ta kolekcja jest podzielona na części okazjonalne.

Co powiedziałaby pani zapracowanym kobietom, które nie mają czasu przebierać się w ciągu dnia? Jak wyglądać elegancko, będąc cały czas w biegu?

To zależy przede wszystkim od tego, czy dziewczyny lubią nosić sukienki. Bo jeśli są to dziewczyny, które hołdują spodniom, to zawsze mówię, że dobry zestaw to dobre spodnie, mogą być jeansy, do tego T-shirt i marynarka, wtedy zawsze jesteśmy dobrze ubrane. A jeśli lubimy sukienki, to zawsze powinnyśmy mieć w szafie taką, w której się dobrze czujemy. Należy zwracać dużą uwagę na konstrukcję, to znaczy czy nie pije nas, czy nie pęka nam zamek, czy rzeczywiście czujemy się swobodnie. Czy sukienka nie jest za krótka, gdy siadamy.

Stawia pani na wygodę?

Myślę, że wszystko jest ważne. Dzisiaj trudno jest znaleźć klientki, które nie wiedzą, czego chcą. Jeżeli przyjdzie do nas niezdecydowana kobieta, to my w salonie nie mamy sprzedawców, a stylistów – przeszkolony personel, który jest w stanie taką klientkę ubrać od A do Z. Czym się szczycimy w tej kolekcji, to to, że wystarczy dokonać małej zmiany w ubiorze, na przykład zmienić czy zdjąć marynarkę, by pójść do kawiarni. Po prostu ubierajmy się mądrze, kompletujmy szafę nie na zasadzie to nam się podoba, tamto nam się podoba. Albo od razu robiąc zakupy warto nakreślić sobie linię na dany sezon, albo pomyśleć, do czego dana rzecz będzie nam pasowała.

A torebki? Mówimy ciągle o kobiecie, która cały dzień jest poza domem. Kiedy wypada nosić dużą torbę, a kiedy warto wziąć ze sobą kopertówkę?

Ja mam zawsze włożoną do dużej torebki małą i myślę, że tak jest dobrze. Przy czym jesteśmy w takim czasie, kiedy torebki na co dzień bardzo dobrze się sprawdzają w wyjściu koktajlowym. Jeżeli mówimy o wyjściu wieczorowym, to oczywiście torebka całodzienna zdecydowanie nie, ale jeżeli będzie to klasyczna pudełkowa torba, to z mojego punktu widzenia na pewno tak.

Obserwuje pani polską modę? Ma pani swoich ulubionych projektantów?

Wbrew pozorom właśnie nie. Nie obserwuję tego, co się dzieje na polskim rynku modowym dlatego, że większość swojego czasu spędzam w Mediolanie. Uważam natomiast, że mamy mnóstwo młodych zdolnych ludzi. Ostatnio byłam jurorką w „Project Runway”, często też jurorowałam w innych konkursach. Mamy całą masę młodych, fajnych projektantów, których lubię i cenię. Paprocki&Brzozowski, Maciej Zień, Gosia Baczyńska – w ich przypadku akurat ciężko mówić o najnowszych projektantach. Ci najmłodsi są już urodzeni i wychowani w nowych czasach, są otwarci na resztę Europy. Ostatnio miałam u siebie na stażu Michała, który kończył Krakowską Szkołę Artystyczną i muszę powiedzieć, że chłopak ma nieprawdopodobny talent. I takich ludzi jest pewnie całe mnóstwo, bo generalnie jesteśmy uzdolnionym narodem.

EVA_MINGE3

Aby polska moda wypłynęła na szersze wody, tak jak pani marka, konieczne jest sprzęgnięcie mody z biznesem?

Najważniejszą rzeczą jest posiadanie dobrego, mocnego produktu w postaci własnego DNA. Międzynarodowy rynek mody jest bardzo konkurencyjny. Bardzo ważne w modzie jest oczywiście myślenie biznesowe. Niestety my w Polsce nie wychowujemy projektantów, którzy po wyjściu z akademii sztuk pięknych są w stanie być jednoosobową firmą. Potrafią rysować, projektować – myślą artystycznie, nie biznesowo. To jest powód, dla którego będzie im trudno poruszać się na świecie, bo żeby zrobić pokaz, trzeba najnormalniej na to zarobić. Sponsoring ma średni sens, bo za tym nie kryje się nic. Są w Polsce projektanci, którzy pokazują swoje rzeczy za granicą, ale nie sprzedają tego. Pokazywanie bez sprzedawania marki nie ma sensu. Ważne jest mieć na tyle ciekawą kolekcję, żeby światowy rynek, który nie jest wcale chętny do krytykowania, się nią zainteresował. Na świecie jeśli moda się nie podoba, to się o niej nie pisze. Rzadko kiedy się wyłapuje potknięcia – na świecie o takiej kolekcji się milczy. Brak dobrej prasy jest świadectwem tego, że to się nie podoba. Myślę, że wieloletnim błędem polskich projektantów jest zbyt duże czerpanie ze światowych wybiegów i zbyt duże – nazwę to po imieniu – kopiowanie. Lata temu we Włoszech, gdy w Polsce byłam trochę „chlastana” za to moje odmienne DNA, zapytałam guru na tamtym rynku, jeśli chodzi o świadomość mody – prezydenta AltaRomyAltaMody, o to, dlaczego konsekwentnie odrzucają jednego z polskich projektantów. Pokazał mi zdjęcia i powiedział: „Jednego Valentino już mamy”. Dlatego cały czas mówię, żeby szukać własnego stylu, czerpać z własnych korzeni – nie mówię o korzeniach polskich, ale o własnych emocjach. Bardzo ważne jest też, żeby produkt, który podajemy, był świetnie skonstruowany. To widać na wybiegach światowych. Żebyśmy, robiąc swój pokaz, nie byli pracą dyplomową zawodowej szkoły średniej, tylko żeby było widać nas. I konsekwencję. Ja dopiero po swoim trzecim pokazie przeczytałam, że mam widoczne DNA. To było dla mnie najważniejsze. Natomiast na rynku światowym zawsze będzie trudno się wybić. Czy połączyć to z biznesem? Tak, tylko biznes wejdzie wyłącznie wtedy, gdy będzie widział zarobek. A żeby zarobić, potrzebne jest bardzo duże doświadczenie i bardzo duże pieniądze na kampanię. Albo można zacząć tak jak ja – z jednej strony budowałam markę i przyglądałam się reakcji świata, z drugiej zbierałam informacje, jak ta marka była odbierana. Tak mi się udało, że ona była od początku odbierana bardzo dobrze. To mi też dawało pewne możliwości, bo od razu zgłaszali się klienci. Ale najważniejsze to pomysł i konsekwencja. Proszę spojrzeć na domy mody na świecie. Jest dom mody Versace, kontrowersyjny – jednym się podoba, inni uważają to za kicz. Jest Dolce&Gabbana, też na swój sposób kontrowersyjny, jest Armani – są kobiety, które kochają Armaniego i jest rzesza kobiet, które mówią „Jest dla mnie zbyt zachowawczy”. Klientka Versace nigdy nie nałoży Armaniego. Mówimy o wiernych klientkach, nie poszukiwaczkach marek. To jest moja odpowiedź: własne DNA, mocny dom mody, produkt, który nie będzie podobał się wszystkim. Musimy być wierni sobie, swojej duszy. Nie możemy kopiować np. Armaniego, jeśli zrobił udaną kolekcję. Nie, bo sukces już był. Trzeba mieć też dobrego nosa modowego. Dwa lata temu o tej porze wprowadziłam do swojej kolekcji na ten sezon dzwony. Wszyscy śmiali się, a ja mówiłam: „Słuchajcie, będą dzwony”. Było mi miło, gdy w lutym przeszłam się po Villa Monte Napoleone i zobaczyłam, że wszystkie czołowe domy mody mają dzwony. Ktoś się rodzi ze zdolnością gry na pianinie. Ja nie potrafiłabym wydać żadnych dźwięków, ale czuję świat, w którym się obracam.

 

fot.: Michał Wikiera

REKLAMA
REKLAMA