REKLAMA
Anywhere logo

Kobieca strona jazzu: Dziesiąta edycja Ladies' Jazz Festival

2015-07-07
...
Od 11 do 31 lipca Gdynią zawładną kobiety jazzu. Dianne Reeves, Christine Tobin, Candy Dulfer, Mika Urbaniak, Brenda Boykin feat. Club de Belugas to gwiazdy jubileuszowej edycji Ladies' Jazz Festival. Oprócz nich w przestrzeniach miejskich Infoboxu i Sceny Letniej w Orłowie na bezpłatnych koncertach będzie można obejrzeć i usłyszeć młode polskie wokalistki. O całym przedsięwzięciu opowiedział Piotr Łyszkiewicz, dyrektor festiwalu.
To już dziesiąta edycja Ladies' Jazz. Jak przez te lata zmienił się festiwal?

Myślę, że festiwal zmienia się co roku. Jedynym wspólnym mianownikiem tego, co się dzieje od dziesięciu lat, są kobiety jazzu. Tymczasem jeżeli chodzi o trendy, nowe zjawiska, w zasadzie co roku stykamy się z czymś nowym. Staramy się pokazywać nowe artystki, przedstawicielki nowych zjawisk w jazzie. Z jednej strony więc sięgamy do tradycji, z drugiej pokazujemy a, co dzieje się w tej chwili. Staramy się antycypować to, co za chwilę się zdarzy – wielokrotnie zapraszamy artystki, które są dopiero na początku swojej drogi ku byciu gwiazdami i nieraz ich pierwszy kontakt z polską publicznością ma miejsce podczas Ladies' Jazz Festival w Gdyni.

KOBIECA_STRONA_JAZZU

Skąd fascynacja kobietami w jazzie i pomysł na taki właśnie festiwal?

Sądzę, że to same panie stworzyły pomysł, a w zasadzie pretekst czy konieczność, żeby pokazać się łącznie jako wielka siła w muzyce jazzowej. Największe osobistości we współczesnej wokalistyce jazzowej to właśnie kobiety. Jeśli chodzi o muzykę instrumentalną, to może nie dominują, ale są bardzo zauważalne. Siła kobiet w jazzie była i jest naturalnym motywem, żeby pokazać ją w tym samym miejscu i czasie i dać komunikat wszystkim, którzy interesują się tym gatunkiem: Zobaczcie, jak ważne są kobiety w historii i we współczesności jazzu. To też szerszy komunikat, do samych kobiet: Nie bójcie się chwytać za instrumenty, które na pierwszy rzut oka przeznaczone są dla mężczyzn. Mamy tu świetny przykład kontrabasu i Esperanzy Spalding czy saksofonu i Candy Dulfer. Komunikat to siła kobiet w jazzie, siła wielkich nazwisk w historii. Trudno byłoby wyobrazić sobie jazz bez Elli Fitzgerald, bez Billie Holiday, a współcześnie tych wielkich jazzowych głosów, wśród których w przewadze są panie. Ladies\' Jazz jest naturalną odpowiedzią na to, co dzieje się w muzyce. Poza tym, obserwując bardzo zacny festiwal, który odbywa się w Stanach Zjednoczonych pod nazwą Playboy Jazz Festival, zawsze zastanawiało mnie, dlaczego twórca tego magazynu nie wpadł na taki pomysł, żeby pokazać u siebie tylko panie. Nadarzyła się więc okazja, żeby zrobić coś takiego w Polsce. Miasto Gdynia też nie jest przypadkowe – to miasto Franciszki Cegielskiej, bardzo znaczącej kobiety w historii polskiej samorządności i samej Gdyni. Tak więc kobiety w jazzie, Gdynia i Playboy Jazz Festival.

Powiedział pan, że kobiety współtworzyły jazz od początku. Nie spotkał się pan z zarzutami, że pokazywanie, że kobiety też mogą, to trochę wykluczające podejście?

My nie pokazujemy, że też mogą, tylko ile mogły i ile nadal mogą, jak ubarwiają swoim podejściem muzykę, jak podnoszą jej jakość, ile dodają walorów. A jeżeli chodzi o seksistowskie podejście, to myślę, że takie zarzuty równoważy obecność muzyki na scenie. Te projekty, które pojawiają się na festiwalu, to projekty zespołowe, w związku z czym, mimo że firmowane są przez panie, pojawiają się w nich też panowie. Można powiedzieć, że cały koncept jest zrównoważony jeżeli chodzi o kwestię płci, a nawet, jeśli wziąć pod uwagę ilość muzyków na scenie, to panów będzie chyba więcej. Niemniej jednak to liderki zawsze nadają ton i to one są zapraszane, żeby pokazywały swoje dokonania – zarówno ze świata, jak i z Polski.

Czy ten festiwal kształtuje polską scenę jazzową?

Byłbym daleki od tego rodzaju prób lokowania festiwalu. To same artystki mogą definiować festiwal jako ważny. Mogę powiedzieć tylko, że ilość zgłoszeń jednoznacznie wskazuje na to, że wystąpienie na Ladies\' Jazz Festival w Gdyni wydaje się być bardzo ważne w biografii artystycznej wielu kobiet jazzu. Dlatego też nigdy nie mieliśmy kłopotu z niedoborem – kiedyś pojawił się taki wątek, czy wystarczy tych pań jazzu, czy nie będziemy mieli problemu z wyborem. Otóż nasz problem polega na tym, że chcielibyśmy tych wspaniałych artystek pokazywać jeszcze więcej, ale mamy ograniczenia czasowe i budżetowe. Zdarza się zatem, że niektóre artystki musiały poczekać na swoją kolej, czasem rok, czasem kilka lat. W tej chwili już wszystkie „artystki oczekujące”, młode, wspaniałe, jak i wielkie gwiazdy, mieliśmy okazję zaprosić. Niektóre po raz kolejny – teraz na przykład już po raz drugi będziemy gościli najsłynniejszą saksofonistkę świata, Candy Dulfer, ulubienicę Prince\'a i wielu innych wspaniałych muzyków, a nade wszystko artystkę uwielbianą przez widzów.

Czy ma pan artystkę, której ściągnięcie na Ladies\' Jazz byłoby spełnieniem pana największych marzeń?

Jak mówię o moich marzeniach, to one zazwyczaj stają się trudne do spełnienia, dlatego staram się je chować dla siebie i potem niespodziewanie móc powiedzieć, kto u nas wystąpi. Bardzo zależało mi na Dianne Reeves i tak cudownie się stało, że mamy przyjemność gościć ją 14 lipca na pierwszym koncercie w Polsce po tym, jak otrzymała piątą nagrodę Grammy. Nie co dzień widujemy w Polsce artystki, które otrzymały tyle nagród, w jej przypadku aż trzy z nich to nagrody Grammy za trzy kolejne albumy, co nigdy nie zdarzyło się w historii kobiecego jazzu. Każda kolejna edycja jest więc spełnianiem moich marzeń – czasami są one odwleczone w czasie, ale konsekwencja popłaca. Marzenia zazwyczaj się spełniają, jeśli pomagamy im naszą wytrwałością. Tak się dzieje przy okazji Dianne Reeves w tegorocznej edycji. Niejednokrotnie pojawiają się u nas artystki, dla których koncert na Ladies\' Jazz jest zarazem pierwszym lub jedynym występem w Polsce.KOBIECA_STRONA_JAZZU2Jeśli mówimy o jazzie w Trójmieście, to pierwszym skojarzeniem jest Sopot, a wy zdecydowaliście się właśnie na Gdynię.

Historycznie, jeżeli odniesiemy się do Tyrmanda i tych wszystkich historii, to rzeczywiście, Sopot jest mocno zakorzeniony. Natomiast jeśli weźmiemy pod uwagę kluby, jazz, który jest grany na co dzień, sądzę, że Gdynia jest tym miastem, w którym też pulsuje bardzo często. Poza tym jeden bardzo ważny aspekt: Gdynia i jazz są niemal równolatkami. Kiedy powstawało miasto Gdynia, rodził się jazz – dlatego też ta lokalizacja nie jest przypadkowa.

Jazz kojarzony jest jako muzyka dla dojrzałego, świadomego słuchacza. Co robicie, żeby zachęcić młodszą publiczność? Występ Nikki Yanofsky w zeszłym roku był chyba ukłonem w stronę młodych ludzi?

Niejednokrotnie spotykałem się z próbami zaszufladkowania tego gatunku: „A czy to jest jeszcze jazz?”, „Czy to jest już jazz?” Można przywoływać różne definicje – Joachima Esta Berendta, Willisa Conovera, – czym jest jazz, że to swing, synkopa. Świetnie. Jazz nie byłby tu, gdzie jest, gdyby nie był otwarty. Gdyby był zamkniętą formułą, cały czas słuchalibyśmy ragtime\'u, jazzu nowoorleańskiego, bebopu i cool jazzu. Przez swoją otwartość jazz czerpie z różnych gatunków muzycznych. Przywołam wielkie festiwale – warto przecież odnosić się do wielkich wydarzeń muzycznych – w Europie: Montreux w Szwajcarii czy North Sea Jazz Festival to festiwale, na których możemy spotkać artystów takich jak Stevie Wonder czy Sergio Mendes. Nikt nie boi się zapraszać artystów, którzy z jazzem rozumianym ortodoksyjnie nie mają nic wspólnego. Jazz bez piosenek, standardów, American Song Book, bez Nory Jones byłby skansenem z w kółko powtarzanymi rozwiązaniami. Dzięki takiej otwartości, dzięki temu, że mamy smooth jazz, acid jazz, nu jazz, bossa novę, to wszystko powoduje, że ta muzyka jest cały czas aktualna. Wymieniła pani Nikki Yanofsky, właśnie: artystka, którą opiekuje się Quincy Jones, ten sam, który wylansował kiedyś Michaela Jacksona. Quincy wyprodukował najnowszą płytę Nikki Yanofsky, o której można powiedzieć, że ma w sobie dużo popowych elementów, ale przez to jest atrakcyjna, „sexy”, artystka jest interesująca dla bardzo młodego grona odbiorców. A sam Quincy Jones, człowiek-legenda, dojrzały twórca, nie boi się sięgać po takie rozwiązania. Myślę, że jest to dla nas dobry drogowskaz. Idźmy tą drogą, nie bójmy się czerpać z różnych źródeł, pozwólmy, żeby jazz się rozwijał, niech będzie otwarty i niech czerpie ile tylko może z różnych gatunków muzycznych, co da mu na pewno napęd.

Christine Tobin powiedziała mi, że jazz to akceptacja zmian i to jest chyba kwintesencja tej muzyki.

Absolutnie tak. Nie wymieniłem jeszcze folku, przecież na polskiej scenie mamy Michała Urbaniaka, który z rodzimego folku czerpie pełnymi garściami. To jest inspiracja, silnik, który napędza jazz. Nie wspomniałem jeszcze, że Ladies\' Jazz jako festiwal istnieje od dziesięciu lat, ale jako marka obecna jest przez cały rok. Na naszej licencji Waer wydaje kompilacje, które mam przyjemność przygotowywać. Te płyty cieszą się na tyle dużym zainteresowaniem, że cały czas mamy na nie zapotrzebowanie. W tym roku dzieje się tak fantastycznie, że udało nam się skorelować dziewiąte wydanie z serii „Ladies\' Jazz”, które będzie miało swoją premierę dzień przed festiwalem, czyli 10 lipca. Będzie można wziąć do rąk płytę, na której wszyscy wielbiciele kobiecego jazzu znajdą te artystki, które pojawią się w tym roku na festiwalu. Może poza kilkoma polskimi artystkami, które wystąpią w przestrzeni miejskiej. Warto podkreślić – od zeszłego roku wprowadziliśmy nową formułę. Poza zamkniętymi koncertami w Teatrze Muzycznym i innych miejscach zapraszamy do urokliwej Filharmonii Kaszubskiej w Wejherowie, ale też wychodzimy poza sale. W Infoboxie i w kawiai na Scenie Letniej w Orłowie na niebiletowanych koncertach wszyscy mogą spotkać się z ciekawymi polskimi artystkami. Nie wszyscy mają jeszcze swój dorobek fonograficzny, dlatego też nie wszystkich możemy umieścić na płycie – takie artystki trafiają zazwyczaj na wydawnictwo w następnej edycji.

tekst: Sylwia Gutowska

źródło fot.: mat. prasowe

REKLAMA
REKLAMA