REKLAMA
Anywhere logo

Małgorzata Marczewska: Myślenie jest sexy

2015-07-21
...

Dla magazynu Live&Travel.

Gdy pod koniec wywiadu przez szybę zapukał do nas Adam Darski, który prowadzi z nią Barberian Academy&Barber Shop w Warszawie, powiedziałam: „Pani podopieczny!” Ona odpowiedziała: „Mój serdeczny przyjaciel i współpracownik w innej firmie. Cudowny, ciepły człowiek”. Taka właśnie jest Małgorzata Marczewska – lubi to, co robi i obdarza ludzi sympatią. Do tego przełamuje stereotypy.
Myślałam, że coache nie palą.

Dlatego palę, bo ludzie tak myślą. Niedawno zaczęłam palić.

Dlaczego?

Dwadzieścia parę lat nie paliłam, potem zaczęłam palić bardzo rzadko, a teraz to mi się podoba – czuję się młodo, czuję, że rozrabiam, robię coś, czego nie powinnam robić, ludzie to zawsze skomentują... Chciałam to odczarować, bo wszyscy myślą, że trener osobisty nie pije, nie pali, nie przeklina, siedzi w domu i czyta mądre książki, z nikim się nie kłóci, nie ma uczuć...

MALGORZATA_MARCZEWSKAProwadzi pani kilka firm naraz. LABlife, Barberian, ITEM... Jak to wszystko współgra? Robi pani multitasking?

Od dwudziestu paru lat pracuję z ludźmi i dla ludzi, w różnych kontekstach. Indywidualnie, robię szkolenia otwarte, zamknięte, dla korporacji, dla różnych marek, dla twórców. Znam się nie tyle na specyfice procesów firmy, ile na człowieku i jego możliwościach. Zajmuję się myśleniem, emocjami, tym, jak ludzie są skonstruowani, jakie mechanizmy nimi kierują, potem pomagam im to zrozumieć, żeby mogli to zmieniać. Na bazie tej wiedzy konstruuję programy szkoleniowe, coachingowe. Efekt tego jest taki, że po latach pracy z różnymi branżami i specjalistami pomysły przychodzą same, bo jak się zna na ludziach, to się też zna na trendach, umie się przewidywać, rozwija się intuicja. Dlatego między innymi projektuję modele firm – pomysły biznesowe dla konkretnych osób. Jednocześnie wiedza, której używam, jest na tyle abstrakcyjna, że jak ktoś ze mną rozmawia o specyfice mojej pracy, to mówi: „O, to fajne, fascynujące, ciekawe…”, ale właściwie trudno mu sobie wyobrazić, na czym to konkretnie polega. Oczywiście żeby się rozwijać i pracować, muszę też prowadzić firmę, zarządzać zespołem i tak dalej. Druga firma dała mi możliwość zaprezentowania jak działają modele biznesowe, które projektuję. Trzecia również, a poza tym jest miejscem, w którym można się nauczyć jak to działa, ale to, co robię, zawsze jest o ludziach i dla ludzi.

Skąd wzięła się u pani pasja do takiej pracy?

Z perspektywy czasu wydaje mi się, że to jest kwestia predyspozycji, że nic nie dzieje się przypadkowo. Każdy ma jakieś predyspozycje, tylko nie każdy z tym coś robi. Ja jestem osobą, która nie myśli za długo o tym, co chce zrobić, tylko to robi.

Żeby zajmować się ludźmi, trzeba być psychologiem?

Żeby zajmować się ludźmi, można być pielęgniarką, lekarzem, psychologiem... W tej pracy wykształcenie jest ważne, ale niekoniecznie psychologiczne. Ja nie jestem po psychologii, studiowałam na uczelni technicznej, co bardzo mi pomaga w pracy, bo łatwo mi teraz porządkować, strukturalizować, układać, rozumieć, nazywać. Także to wykształcenie techniczne bardzo mocno procentuje i chyba właśnie humanizuje to podejście. Jak się na człowieka patrzy obiektywnie jako na istotę, która działa w określony sposób, to odkrywa się, co robić, żeby działała dobrze. Odsuwamy się od różnych ideologii i jesteśmy skupieni tylko na człowieku i na tym, żeby mu było dobrze. Po studiach uczyłam się na wszystkich możliwych kursach, szkoleniach. Był taki moment, na początku lat 90., kiedy do Polski przyjeżdżali znani ludzie, wybitni specjaliści, zaciekawieni Polską po tym, jak otworzyły się granice. Organizowali szkolenia i przez parę lat byłam na wszystkich, potem przy nich asystowałam, a potem zaczęłam robić własne. I to był przypadek tak naprawdę... lub przeznaczenie. Jak kto woli.

Zajmuje się tym pani od ponad dwudziestu lat, a słowo „coaching” zaczęło być bardzo modne dopiero niedawno. Jak pani patrzy na tych z branży, którzy ostatnio zyskali populaość?

Super, ja w ogóle patrzę na ludzi z zachwytem, umiem widzieć to, co w nich działa i to, co jest fajne. Czasy się zmieniają, nie jesteśmy w stanie tego zatrzymać. Technologie się zmieniają, rynek się zmienia, ale zawsze najważniejszy pozostaje człowiek. Wtedy to było trudne, bo tak naprawdę nawet nie było szkoleń w Polsce, tylko były, jak to się wtedy nazywało, „kursokonferencje i szkolenia BHP”.

Co to jest Design Thinking, Thinking Design?

Design Thinking ma wiele definicji, ale według Tima Browna, jednego z autorytetów nowoczesnego projektowania, jest to „dyscyplina, która korzysta ze zdrowego rozsądku i metod projektantów, aby zaspokoić potrzeby ludzi za pomocą tego, co jest technologicznie możliwe i co rozsądna strategia biznesowa może zmienić w wartość dla klienta i szansę rynkową”. Dzięki niej można stworzyć nowatorski produkt, usługę, poprawić proces obsługi klienta lub opracować nowe sposoby komunikacji z konsumentami. Projektowanie jest procesem mentalnym, jeśli ten proces opiszemy, a potem świadomie go użyjemy w różnych kontekstach, to okazuje się, że mamy dobry efekt. Myślenie rozwiązaniami, prototypowanie. To jest modne, ponieważ bardzo szybko przynosi efekty. A Thinking Design to projektowanie myślenia. To wiedza i umiejętności, które pozwalają zrozumieć, jak skonstruowane są w nas różne procesy wewnętrzne, mentalne, emocjonalne, nawykowe – nasze myślenie. Dzięki temu jesteśmy bardziej świadomi tego, czym dysponujemy i możemy lepiej wpływać na swoje życie. Można więc powiedzieć, że Thinking Design jest wiedzą, która pozwala tworzyć nowe metodologie, w której zawiera się Design Thinking.

MALGORZATA_MARCZEWSKA2

LABlife działa od niedawna. Jak powstał?

To jest efekt dwudziestoletniej pracy z ludźmi. Mam taki nawyk z pracy, że jak wpadnę na pomysł, który intuicyjnie czuję, że jest świetny, to go opisuję, sprawdzam, czy są takie pomysły na świecie, robię research, dowiaduję się, jak to urealnić. Pomysł powstał jakiś czas temu, jak wiele innych – stąd ten multitasking. Potem znajduje się ktoś, kto ten pomysł z półki zdejmuje, mówi: „Wiesz, marzę o tym, żeby zrobić taką rzecz”, ja na to: „A, to ja miałam taki pomysł, opowiem ci o nim, to sobie go zrób”. Tak powstał Barberian. To jest element tej pracy – jak się pracuje w tylu kontekstach zawodowych, to potem mózg robi co chce i wymyśla różne rzeczy. LABlife to Centrum Projektowania Myślenia, które założyłam, jest pierwsze w Europie. Nazwa jest bezczelna, wszyscy w Polsce reagują na nią ze zdziwieniem, ale pozytywnie i z wielką ciekawością. Jeszcze prowadząc firmę ITEM, miałam motto „Life&Work Design”, potem „design thinking”. Zawsze o mojej pracy myślałam jak o nauce projektowania życia czy myślenia. Potem pojawiło się Design Thinking, więc musiałam zmienić nazwę, bo metoda stała się bardzo populaa i zaczęła wprowadzać w błąd. Człowiek uczy się projektowania myślenia przez całe życie. To konsekwencja moich wieloletnich działań. Nie chciałam tworzyć firmy coachingowej, bo już ją miałam, nie chciałam tworzyć poradni, firmy, w której pracują coachowie. Miałam poczucie, że to musi być żywe, prawdziwe, towarzyszyć życiu, pozytywnym rzeczom. Myślenie jest przecież sexy!

MALGORZATA_MARCZEWSKA3Sexy? To przyciąga uwagę.

Myślenie jest bardzo atrakcyjne. Możemy z tego robić hasła, ale ja tak naprawdę myślę. Na zajęciach, jak opowiadam ludziom o różnych rozwiązaniach, to aż im się oczy błyszczą, mówią: „Kurczę, nigdy na to nie zwróciłem uwagi!”. Człowiek jest jedyną istotą, która umie myśleć o myśleniu, być obserwatorem swoich myśli i mechanizmów, jakie je tworzą. Umiemy tworzyć wielopoziomowe, abstrakcyjne światy, umiemy wyobrażać sobie, co by było, gdyby... i wyciągać z tego wnioski, bo nasz organizm reaguje tak, jakbyśmy już to przeżywali. Mamy niewiarygodną przestrzeń do badań, zbierania informacji, tylko nikt nas nie uczy, jak to działa. To jest jeden powód. Drugi – mamy takie czasy presji, zmęczenia, przepływu informacji. Uważam, że dostęp do wiedzy o nas samych jest niezbędny, ale musi być wesoły, żywy. Chciałam stworzyć miejsce do konstruktywnego spędzania czasu, do sieciowania ludzi, którzy są ciekawi siebie i innych. Zresztą, gdyby nie tacy właśnie ludzie, moi przyjaciele, znajomi, klienci, artyści, to miejsce nigdy by nie powstało!

To coś jak agora XXI wieku?

Może tak. Wiedziałam, że to musi być miejsce, w którym będziemy czuli, że żyjemy, czyli będzie trzeba coś dobrego jeść, pić i rozmawiać. Jest tam nasza kuchnia laBlaBla, jak ja to mówię „usta LABlife'u”, gdzie spotykamy się przy stołach, ludzie rozmawiają o życiu, my opowiadamy im o jedzeniu, zmysłach. Składniki to zawsze coś konkretnego od kogoś konkretnego, w konkretnym celu. To jest zawsze przemyślane. Moi najbliżsi współpracownicy i cały zespół to świetni ludzie, eksperci, pasjonaci, wszyscy są osobowościami! Można przyjść, posiedzieć, pogadać i od rana do wieczora coś się dzieje w salach obok. Są otwarte warsztaty, zamiast iść do kina można sobie posłuchać o miłości, złości, pójść na warsztat myślenia o myśleniu albo myślenia o biznesie, prowadzimy różne kursy. Można wziąć lampkę wina i obejrzeć film o tym, jak wygląda nasza percepcja. Wieczorami będziemy mieć koncerty i pokazy filmów, mamy fajne patio w środku, współpracujemy m.in. z Nowymi Horyzontami, z różnymi instytucjami kultury, postaciami sztuki, biznesu i nauki.

tekst: Sylwia Gutowska

fot.: Monika Szałek

REKLAMA
REKLAMA