REKLAMA
Anywhere logo

Christine Tobin: Jazz to akceptacja zmian i patrzenie w przyszłość

2015-08-25
...
Jej liryczne spojrzenie na jazz to znak rozpoznawczy. W tym roku ta irlandzka artystka wystąpiła na Ladies' Jazz w Gdyni. Zanim przyjechała do Polski, odpowiedziała na kilka pytań o muzyce, która wypełnia jej życie.

christinetobinNewThousandKisses-Photo-by-Lauren-StathamCieszysz się na występ na Ladies' Jazz w Gdyni?

O tak, bardzo.

 

To będzie twoja pierwsza wizyta w Polsce?

Właściwie nie, w 2003 występowałam w Kaliszu.

 

Jak to się stało, że dwie wokalistki, Billie Holiday i Joni Mitchell, z których jedna właściwie w ogóle nie jest jazzmanką, zainspirowały cię do wykonywania jazzu?

Billie Holiday to prawdopodobnie moja ulubiona jazzowa wokalistka wszech czasów i oczywiście występowała już od wielu, wielu lat, ale natknęłam się na nią przez mojego sąsiada, który miał jej płyty. Pożyczyłam je. To było lata temu. Pamiętam, że byłam powalona tym głosem, jego emocjonalną głębią i jakością. Pomyślałam sobie, że w tych dźwiękach tkwi takie piękne ciepło i skromność. Chciałam poznać jej muzykę bliżej, więc kupiłam kilka płyt, a potem zaczęłam uczyć się jej piosenek. Robiąc to, oczywiście budowałam swój własny repertuar złożony z klasycznej jazzowej tradycji. Podobnie było z Joni Mitchell, o której w tamtym czasie nie myślałam jak o wokalistce jazzowej. Przyjaciółka mojej siostry miała kolekcję jej płyt. Usłyszałam więc Joni Mitchell w mieszkaniu znajomej i znowu kupiłam płytę, a tą płytą okazał się „Mingus”, który był kolaboracją Joni Mitchell ze wspaniałym kompozytorem i basistą, Charlesem Mingusem. Kupując tę płytę od razu trafiłam na fantastyczny jazzowy album. Potem zdecydowałam postudiować trochę samego Charlesa Mingusa i tak weszłam do świata jazzu, przez Joni Mitchell i Billie Holiday.

 

Mogłabyś opowiedzieć o Londynie w czasie, gdy zaczynałaś swoją karierę?

Tak naprawdę zaczynałam w Irlandii, w Dublinie.

 

Ale na czas studiów przeniosłaś się do Londynu. Jaka atmosfera panowała wtedy w muzycznym świecie?

Studiowałam w Guildhall School of Music, brałam udział w kursie jazzu i to była wspaniała okazja, żeby poznać świetnych muzyków, częściowo z którymi współpracuję do tej pory. Pokazali mi różne oblicza jazzu, myślę, że właśnie wtedy pierwszy raz usłyszałam Keitha Jarretta, studiowałam też dużo muzyki Milesa Davisa. To było cudowne przez rok skupić się tylko na muzyce.

 

To było pod koniec lat 80. Zdarza ci się sentymentalnie wracać do przeszłości, czy wolisz patrzeć w przyszłość?

Myślę, że to był wartościowy czas, bardzo ważny dla mojego rozwoju, ale zawsze wolę patrzeć w przyszłość, bo, wiesz, wszystko zawsze się zmienia, a ty ciągle się uczysz. I w duchu jazzu właśnie o to chodzi, żeby akceptować zmiany, myśleć o tym, co było i wyciągać z tego wnioski, by móc stworzyć coś nowego.

 

To bardzo pozytywne nastawienie. Jesteś wokalistką, ale i autorką tekstów. Jak ważne było dla ciebie zaśpiewanie tekstów wielkiego poety W.B. Yeatsa?

To było bardzo przyjemne doświadczenie. Sama piszę, ale żeby tak naprawdę skupić się na słowach kogoś innego – to wielkie wyzwanie. Zrobiłam z tego cały album. Jako piosenkarka naprawdę uważam, że niezwykle ważne jest śpiewać słowa, które mają w sobie głębię, jest w nich wielka poezja. Zaśpiewać słowa kogoś takiego jak W.B. Yeats to był wielki zaszczyt. Wyzwaniem było znalezienie odpowiedniej aranżacji, właściwej muzyki, choć jego poezja sama w sobie ma w sobie dużo dźwięków. Jego styl pisania jest muzyczny, więc to była kwestia znalezienia klucza do muzyki, która już tam tkwiła.

 

Na ostatnim albumie powołujesz się na Leonarda Cohena.Christine Tobin 1 by Ian Anderson www.ForbesAnderson.Photography

Po zaśpiewaniu poezji W.B. Yeatsa wydawało się to naturalnym krokiem, z kilku powodów. W zeszłym roku Leonard Cohen skończył 80 lat, więc to był dobry czas, żeby uczcić jego pracę. Stąd decyzja o stworzeniu albumu z jego piosenkami. Jest niezwykłym poetą i sam często mówił w wywiadach, że W.B. Yeats wywarł na niego tak wielki wpływ. Ta płyta była więc naturalnym przejściem. W utworach Cohena jest tak duże spektrum tematów, każdy z nich porusza tak poważne kwestie jak życie, śmierć, miłość. Jednocześnie przy całej tej podniosłości ma on tak kolosalne poczucie humoru, czaego humoru, i oczywiście jego pisanie jest po prostu piękne.

 

Obaj ukształtowali cię jako pisarkę. Jaki jest więc twój sposób pracy? Masz jakąś pisarską rutynę, czy tworzysz z doskoku?

To zależy. Kiedy nie jestem bardzo zajęta, to mam swoją małą rutynę, wstaję wcześnie i każdego ranka piszę przez kilka godzin i staram się zachowywać dyscyplinę. Ale czasem ciężko jest się tego trzymać, szczególnie gdy jest mnóstwo zamieszania z koncertami. Czasem z kolei jest więcej spokoju. Ale chyba łączę te dwa tryby.

 

Masz już plan na kolejny album?

Tak, nowa płyta wychodzi przyszłej wiosny, to będzie kolekcja piosenek i tekstów współczesnego irlandzkiego poety Paula Muldoona. Będzie to bardzo eklektyczne, z szeroką gamą stylów muzycznych. Niektóre piosenki są bardzo różnorodne, z elementami rocka, niektóre są bardziej eteryczne. Wspaniałe słowa i nieco większy zespół niż na poprzedniej płycie. Będą na przykład skrzypce i perkusja.

REKLAMA
REKLAMA