REKLAMA
Anywhere logo

Pragmatyzm i gorąca czekolada

2015-10-09
...

Anna Dolny jako mała dziewczynka nie marzyła o własnej czekoladziarni. Nie oglądała filmów o czekoladzie i nie nauczyła się jej kosztować. Za to stworzyła miejsce, gdzie inni mogą rozkoszować się jej smakiem w najlepszym z możliwych wydań . Czekoladowy Młyn to klimatyczna pijalnia belgijskiej czekolady, zaaranżowana w piękny sposób. Bo czy żeby stworzyć wyjątkowe miejsce, trzeba opowiadać bajki?

 cm15_N

Zacznijmy od historii nabycia tego miejsca przez państwa.

Ludzie inwestują pieniądze w przeróżne instrumenty finansowe i jedną z takich inwestycji są nieruchomości. W momencie, kiedy na rynku zawirowało od różnych spekulacji, co dalej z bankami, giełdą i złotem, zwróciliśmy się w stronę rynku inwestycyjnego. Wybór padł na długo (przeszło dwa lata) wystawioną na sprzedaż nieruchomość gastronomiczną w centrum miasta. Po dwóch miesiącach zdaliśmy sobie sprawę, że na gastronomii się nie znamy, a restauracja to poważne wyzwanie, nie dla osób zajętych innym przedsięwzięciem. Jeszcze raz przedyskutowaliśmy z mężem, co może być w tym obiekcie możliwe do realizacji przez nas, czego tak naprawdę jest mało w Gdańsku. Eureka! Przypomnieliśmy sobie naszą podróż do Krakowa, gdzie wraz z dziećmi odwiedziliśmy Krakowską Manufakturę Czekolady. Tak więc decyzja zapadła. W Dworze Młynarzy otworzymy manufakturę i pijalnię czekolady w jednym. Tego w Gdańsku nie było i, jak na razie, nie ma.

A czym zajmowała się pani wcześniej?

I nadal się zajmuję! Wspólnie z mężem prowadzę dwie firmy – Laguna i Anima Domus. Produkujemy okucia meblowe do drzwi przesuwnych, budowlanych, oświetlenie LED i wiele innych. To, co widzi pani tutaj, można nazwać dochodowym hobby.

Otwarcie pijalni czekolady to wybór pragmatyczny. Powiedziała pani, że wcale nie przepada za czekoladą.

To śmieszne, ale nie lubię ani czekolady, ani słodkich wyrobów. Jedynymi produktami ze słodkości, które naprawdę lubię, to ciasta. Mój stosunek do czekolady, pralin, trufli i pozostałych słodkich smakołyków jest taki, że posmakuję, podelektuję się ich aromatem, zapachem, ale nic więcej. Poza tym nie mogę jeść czekolady. Jestem alergikiem.

Wszystkie kobiety teraz pani zazdroszczą. Nie mieć słabości do czekolady…cm12

Moje dzieci mają słabość. Mówią: „Mamo, przynieś coś!”. Mój mąż też. Czekoladę można mi przemycić w formie musu. No, nie nauczyłam się smakować czekolady.

Przygotowywanie deserów zostawia pani swojemu cukiernikowi?

Tak, ale, jak pani widzi, jestem pragmatyczką. Do wszystkiego podchodzę na chłodno. Jeśli miałam okazję uczestniczyć w szkoleniu wyrobu pralin i trufli, to razem z cukiernikiem pojechałam na nie. Właśnie po to, żeby usiąść za blatem kuchennym, nałożyć rękawiczki i nauczyć się odróżniać rodzaje kakao, nauczyć się obsługiwać maszynę do wyrabiania czekolady. Mam nawet certyfikat ukończenia takiego szkolenia i równie dobrze mogę z Pawłem stanąć w szranki (śmiech). Ale nie mam doświadczenia manualnego, mogłabym oblać formę, wykroić krzywe praliny, byłyby brzydkie.

Nikt nie zarzuci pani ignorancji.

Nie, jeśli miałabym powiedzieć, co i jak dobrać, w jakich temperaturach przygotować, jak zrobić ganasz, czyli inaczej nadzienie, to tak, potrafię. Chociaż jestem bardziej teoretykiem niż praktykiem. Praktyka czyni nas mistrzami, dlatego w Czekoladowym Młynie produkcją pralin i trufli zajmują się chocolatierzy, a ja tym, na czym się znam najlepiej, czyli zarządzaniem.

REKLAMA
REKLAMA