REKLAMA
Anywhere logo

Chris Botti: Urodzony trębacz

2015-10-14
...
Jak sam mówi, niewielu instrumentalistom udało się zyskać taką rozpoznawalność. Współpracował z największymi gwiazdami. Żeby nie dać się przyćmić Stingowi czy Bobowi Dylanowi, potrzeba prawdziwej charyzmy. 24 października będziemy podziwiać tę charyzmę w ERGO Arenie. Przed Wami Chris Botti.
chris_bottiZawsze uważałam instrumentalistów za bardziej pokorne i przyziemne osoby niż frontmeni. Czy dostrzegasz jakieś zmiany w swoim podejściu do występowania jako muzyk sesyjny i jako artysta solowy?

I tak, i nie. Nie z tego względu, że – ponieważ grałem w zespołach innych osób, w tym na przykład w zespole Stinga, jestem w tej branży wystarczająco długo, by wiedzieć, że mogę być wdzięczny za szczęście, jakie mnie spotkało. Tak, dlatego że bycie artystą estradowym, który kieruje tym, co się dzieje i unikanie wtapiania się w tło to moja praca. Ostatecznie chodzi o to, by być wykonawcą, którego każdy chce oglądać, a jednocześnie stale dostrzegać, że instrumentalistom nie zdarza się to zbyt często i być za to wdzięcznym.

Na którym etapie tworzenia muzyki najbardziej rozbudza się Twoja kreatywność?

Kiedy pracuję nad albumem, chyba najbardziej inspiruje mnie praca nad dobraniem odpowiednich melodii, które – zagrane na trąbce – będą brzmiały dobrze. Przesłuchuję mnóstwo różnych utworów, które brzmią dobrze wokalnie, ale by znaleźć takie, które prócz naprawdę pięknej jakości wokalnej dobrze wykonuje się na trąbce... czasem przedzieram się przez masę różnych gatunków muzycznych. Najbardziej satysfakcjonujące dla mnie pod względem kreatywnym jest wykonanie tego na żywo. W ostatecznym rozrachunku musisz swoją muzykę pokazać ludziom i to właśnie napędza moją kreatywność – stanąć przed publicznością i zobaczyć, czy to wszystko działa na żywo.

chris_botti2Czy czasem odczuwasz samotność, będąc przez większość czasu w podróży?

Szczerze mówiąc, nie mam życia poza muzyką. Brzmi to być może jak czyste szaleństwo, ale taka jest w sumie prawda. Spotykam się ciągle z młodymi ludźmi i mówię im: „Jeśli jesteście naprawdę pewni, że chcecie dużo koncertować, musicie to naprawdę kochać. Może się okazać, że nie będziecie mogli mieć psa, roślinki czy kota, i cóż, ze związkami także może być trudno, ale poza tym jest wspaniale”. Ja przez ostatnie dziesięć lat żyłem w takiej właśnie nieustannej orbicie, ale dobrze mi z tym.

Skąd miłość do melancholijnych melodii?

Myślę, że trąbka lepiej się w nich sprawdza. Na przykład Miles Davis nie zrobiłby takiej kariery tylko i wyłącznie wesołą trąbką, więc myślę, że trąbka brzmi naprawdę pięknie, gdy ma w sobie coś niedającego spokoju, coś mrocznego i groźnego. W razie potrzeby w naszych występach znajdą się oczywiście bardziej radosne momenty, ale na płytach wolę skupiać się raczej na bardziej nostalgicznych, refleksyjnych brzmieniach.

To już twój kolejny występ w Polsce i chyba siódmy w Trójmieście. Czy coś zapadło ci w pamięć z twoich poprzednich koncertów tutaj?

Najbardziej lubię występować właśnie przed polską publicznością. Przyjęliście graną przeze mnie muzykę na początku mojej kariery jak chyba żaden inny kraj na świecie. Mój powrót do Polski traktuję jako naprawdę ważny punkt całej trasy. Najbardziej doceniam serdeczność i wiedzę polskich melomanów, dlatego zawsze z chęcią wracamy do Polski.

Jeśli nie trąbka, jaki instrument byś wybrał?

Tak naprawdę nigdy nie było innej opcji. Zawsze skupiałem się na trąbce i bardzo ambitnie do tego podchodziłem. Po prostu zapomniałem o wszystkim innym lub się tego pozbyłem. W pewnym momencie tak się czemuś poświęcasz, że mógłbyś zrobić dla tego wszystko. Ja miałem tak od dzieciństwa. W młodości całkowicie zaangażowałem się w muzykę, byłem ambitny i oddany trąbce. Dlatego też ćwiczyłem wiele, wiele godzin dziennie. Piszę i gram trochę na pianinie, ale nie nazwałbym siebie pianistą, choćbym nie wiem jak bardzo wysilił wyobraźnię. Trąbka zabiera naprawdę dużo czasu. Zauważ, że większość wielkich trębaczy gra tylko na jednym instrumencie.

REKLAMA
REKLAMA