REKLAMA
Anywhere logo

Ostatni zgryw Witkacego

2015-02-11
...
Pomorskie to znacznie więcej niż Gdańsk, Gdynia i Sopot. Oddalony o 120 kilometrów od Trójmiasta Słupsk kryje w sobie prawdziwy kulturalny skarb. Znajdziecie go w muzeum mieszczącym się w Zamku Książąt Pomorskich.

 

W Słupsku przy ulicy Sienkiewicza 21 stoi niepozoa kamienica, na której znajduje się pamiątkowa tablica z zaskakującym napisem: „Stanisław Ignacy Witkiewicz (1885-1939) w dniach 5 – 15 lipca 1936 r. nie przebywał w tym budynku. Bawił bowiem w Jastai, w pensjonacie Gryf”. Klasyczny witkacowski zabieg. Podobnych zabiegów jest pełen cały Słupsk. Podświetlane słupy z reprodukcjami artysty, linia autobusowa nr 1 poświęcona artyście, wielkoformatowe portrety na blokach i liczne inspirowane jego twórczością graffiti. I o co tyle hałasu, skoro Witkacego nigdy w Słupsku nie było?

Stanisław Ignacy Witkiewicz urodził się w 1885 roku w Warszawie jako syn architekta Stanisława Witkiewicza, który stał się znany jako twórca tak zwanego stylu zakopiańskiego. To właśnie z Zakopanem związał się Stanisław Ignacy. Jako że chciał się odróżnić od swojego ojca, przyjął pseudonim artystyczny „Witkacy”, z połączenia drugiego imienia i nazwiska. W ciągu swojego burzliwego, pięćdziesięcioczteroletniego życia stworzył ponad trzydzieści dramatów, trzy powieści (nie licząc ostatniej, nieukończonej), liczne wiersze, Witkacyrozprawy, eseje filozoficzne i niezliczoną liczbę obrazów, w tym portretów. Eksperymentował z narkotykami, których używał, jak twierdził, świadomie, pod nadzorem lekarza, w celach twórczych. Skrupulatnie dokumentował efekty przyjmowanych dawek rozmaitych używek, wliczając w nie kawę i papierosy. Był zagorzałym zwolennikiem indywidualizmu i jako jeden z pierwszych myślicieli w Europie z przerażeniem wieścił nadejście kultury masowej. To bez wątpienia jeden z najważniejszych polskich artystów XX wieku, znany na arenie międzynarodowej.

Witkacego w Słupsku nie było, ale są jego prace. Największa kolekcja na świecie, o czym często nie wiedzą nawet miejscowi. Dzieła malarza przybyły w latach 60. XX wieku z pobliskiego Lęborka, wykupione od syna Teodora Białynickiego-Byruli, jednego z najbliższych zakopiańskich przyjaciół Witkacego. Co ciekawe, propozycję przyjęcia prac odrzuciły wcześniej m.in. muzea w Gdańsku i Warszawie. Artysta w ludowej Polsce był uważany za zbyt wywrotowego, by wprowadzać go na salony. Zgłosił się po nie ówczesny dyrektor Muzeum Pomorza Środkowego, Janusz Przewoźny. Zbiór ponad 100 prac kupił za niecałe 100 tysięcy złotych. Tyle dziś kosztuje jeden obraz mistrza. Do zakupionych obrazów konsekwentnie były dodawane kolejne. Dziś słupska kolekcja liczy 253 obrazy, które dają pełny przekrój twórczości Witkacego – od wczesnych, awangardowych prac, przypadających na lata działania tzw. ruchu formistów, do ostatnich lat Firmy Portretowej.

Od kilku lat największy polski ekscentryk konsekwentnie wychodzi z muzeum na ulice. Słupsk jest dziś prawdopodobnie jedynym miastem w Polsce, gdzie obok wielkich banerów zachwalających promocje w supermarketach wiszą reprodukcje „Autoportretów”. Konsekwentnie można również spotkać tu koszulki i torby z przedrukami jego dzieł. Zresztą, witkacowskie widzenie rzeczywistości coraz częściej napędza działania kulturalne w mieście. Rok temu ze Słupska wysłano list rozpoczynający się od słów „Najdroższa – byłem okropnie zaniepokojony Twoim długim milczeniem”. List miał na celu promocję postaci artysty i jego pośmiertnej obecności w Słupsku. Dostali go mieszkańcy Słupska, burmistrz Zakopanego, a także... Władimir Putin i Barack Obama. I tak oto Witkacy, bez względu na to, co mówią przeciwnicy teorii jakoby w 1939 upozorował swoje samobójstwo, pozostał żywy.

 

Ekspozycję stałą obrazów Witkacego można oglądać w Muzeum Pomorza Środkowego przy ulicy Dominikańskiej w Słupsku.

tekst: Sylwia Gutowska, Mateusz Kołos

fot.: Kolekcja Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku, PROT

REKLAMA
REKLAMA