REKLAMA
Anywhere logo

Peter Pomerantsev: Rosja jest mistrzem świata w autodestrukcji

2015-12-11
...

Peter Pomerantsev, autor wydanego tym roku reportażu „Jądro dziwności. Nowa Rosja” jest brytyjskim dziennikarzem o rosyjskich korzeniach. Przez dziewięć lat mieszkał w kraju swoich rodziców, tworząc filmy dokumentalne dla jednego z rozrywkowych kanałów telewizyjnych. Opis, który wyłania się z jego książki, jest nieco mniej rozrywkowy.

 

Dlaczego postanowiłeś pracować właśnie w Rosji?

Przyjechałem tam w 2001 roku. Właśnie skończyłem studia, było naprawdę wspaniale. To był czas ożywienia gospodarczego. Było jak w Nowym Jorku w latach dwudziestych ubiegłego wieku. Moskwa tryskała witalnością, to było świetne. Znam rosyjski, więc było mi łatwiej. Ale nie to było główną przyczyną mojego wyjazdu. Chodziło raczej o to, że Moskwa wydawała się idealnym miejscem. Było to jedno z miast, które przeżywały w tym czasie boom. Podobnie było w Chinach, Pekinie, Bombaju. Ale dla mnie Rosja była bardziej interesująca niż Chiny.

Z początku pracowałeś jednak w think tankach. Dlaczego z polityki przeszedłeś do przemysłu rozrywkowego?

Był rok 2001, miałem 24 lata, siedziałem na spotkaniu dotyczącym przepisów wizowych i nagle stwierdziłem: „Pieprzyć to”. Nie byłem zbyt odpowiedzialny (śmiech). Moja mama jest filmowcem, tata pisarzem, więc to, że ja siedziałem w polityce, było dość dziwne. Po prostu czekałem, aż sam zacznę pracować w tym, w czym większość mojej rodziny. Na początek wybrałem szkołę filmową.

I z tej filmowej perspektywy wyłonił ci się całościowy obraz Rosji.

Byłem tam 9 lat, miałem dość czasu, by złożyć ten obraz w całość. Poza tym on się zmieniał nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie. Dopiero po tym, jak wróciłem do Londynu i zacząłem opowiadać innym, co zobaczyłem, zrozumiałem, że to wszystko nie były tylko jakieś pojedyncze historyjki, ale że było w tym coś więcej, że był to cały system i psychologia narodu. Przyjechałem w 2001 roku, więc była to Rosja XXI wieku. Zrozumiałem to dopiero post factum.

Robiłeś notatki, czy pisałeś z pamięci?

90% zawartości książki to rzeczy, które sfilmowałem, miałem więc transkrypcję niektórych nagrań. Mówią mi, że książka jest bardzo wizualna, a to dlatego, że przejrzałem wszystkie moje nagrania. Zapisywałem sceny, miałem szczęście. Ale bywały chwile, kiedy uciekałem się do pamięci – na niej właśnie oparty jest wątek o moich przyjaciołach. To zawsze stanowi pewną trudność podczas zapisywania wspomnień. Czasem do nich wracałem i sprawdzałem je. Ale miałem to szczęście, że pracowałem w telewizji, bo większość materiału było nagrana.

Z twojej książki wyłania się obraz Rosji jako dekadenckiego, autoironicznego teatru. Czy właśnie w ten sposób postrzegasz Rosjan? Do niczego nie podchodzą na poważnie?

Ironia to naprawdę poważna sprawa. Olga Yakimowa, brytyjsko-rosyjska antropolog pracująca na uniwersytecie w Londynie, napisała wspaniałą pracę na temat tego, w jaki sposób można zrozumieć Rosję. Kluczem jest tutaj ukhmilka, sarkastyczny uśmiech, którym Rosjanie darzą cię na koniec rozmowy. Cały czas można to obserwować u Putina. Ten uśmiech oznacza, że sensu zawsze należy doszukiwać się między wierszami. Kiedy Putin mówi, że na Ukrainie nie ma rosyjskich żołnierzy, ale wcale nie ma tego na myśli, uśmiecha się właśnie w ten sposób. Rosja zawsze się wokół tego kręci: istnieją jakieś oficjalne zasady, ale oprócz tego jest ten uśmieszek. Trzeba starać się zrozumieć, co naprawdę mówca ma na myśli. To gorzka ironia. Powiedziałbym nawet, że nieprzyjemna. W ten sposób Rosjanie radzą sobie z rzeczywistością. I z tego rodzi się frustracja przy próbie zrozumienia rosyjskiej polityki. Powstały całe prace socjologiczne na temat tego sarkastycznego uśmiechu jako sposobu zrozumienia, w jaki sposób działa Rosja.

To trochę przerażające, że ludzie żyją w rzeczywistości, w której codziennie muszą udawać.

Są do tego przyzwyczajeni. Kiedy w tym żyjesz, stajesz się tego częścią. Zaczynasz podobnie się zachowywać i – przez pewien proces inicjacji – stajesz się częścią tej rzeczywistości. Wśród tematów, jakie dotykam w mojej książce, jest historia młodych żołnierzy. Jedną z klasycznych form inicjacji społecznych jest służba wojskowa. Najlepszym tego przykładem jest prawdopodobnie Izrael, gdzie ta inicjacja dokonuje się właśnie poprzez pójście do wojska. Oficjalnie w Rosji istnieje obowiązkowa służba wojskowa. Każdy musi oficjalnie pójść, ale większość się wymiguje. Składa się na to cały skomplikowany system korupcji. Najpierw twoja matka znajduje lekarza, który jest skłonny powiedzieć, że jesteś chory, potem idziesz do szpitala i udajesz chorego, potem lekarz udaje, że jesteś chory i dają ci mały papierek, z którym idziesz do jednostki wojskowej. Wszyscy wiedzą, że to ściema, ale obdarzają cię tym swoim uśmieszkiem, zresztą biorą swoją łapówkę. W ten sposób już w młodym wieku możesz uniknąć służby wojskowej, ale musisz wziąć udział w całej tej szopce. Z tego też bierze się absurdalność partii politycznych i wyborów, które są de facto pseudowyborami. Każdy w Rosji wie, że wybory to lipa. To tylko pusty rytuał: idziesz i głosujesz na Putina, po prostu wchodzisz i wychodzisz, trwa to minutę i nie ma nic wspólnego z demokracją. Oni oczywiście okraszają ten rytuał demokratycznym językiem. Wszystko to tylko pozory i to także odzwierciedla, w jaki sposób funkcjonuje tam polityka.

Vladik Mamyszew-Monroe, performer, który całe życie przebierał się za kogoś innego, wydaje się jedyną autentyczną postacią w twojej książce.

Odniósł spory sukces na Zachodzie, ale wydaje mi się, że ludzie nie do końca go tam zrozumieli. Zdał sobie sprawę z tego, że w Rosji wszystko jest tylko przedstawieniem. On w pewien sposób ośmieszał ten kult. Nie myślałem o tym w ten sposób... Kolejną rzeczywistą postacią jest Mozayev, który szukał utraconej Moskwy, ale to było tylko złudzenie. Więc masz rację, nie zdawałem sobie z tego sprawy, ale skoro o tym wspomniałaś, chętnie z tego skorzystam! (śmiech)

Źle skończył.

Jego styl życia był typowy dla cyganerii. Zapłacił swoją cenę.

Kolejną wzruszającą historią była ta o modelkach, które popełniły samobójstwo. Jak żyje się w Rosji młodym kobietom?

Bardzo ciekawe pytanie. To jeden z tematów, których nie poruszyłem w książce zbyt otwarcie. Nie chciałem być facetem z Zachodu, który opisuje rosyjskie kobiety, tego byłoby już trochę za wiele. Ale jeśli się temu przyjrzeć, cały czas zajmuję się rolą kobiet w społeczeństwie. Są modelki, które w gruncie rzeczy są ofiarami i są bardzo pasywne, ale z drugiej strony to kobiety były moimi szefami w TNT [kanał telewizyjny, w którym pracował Peter – przyp. red.]. Jest Yelena Yakimova, która zaczyna karierę jako businesswoman. Więc to dość pomieszane. To naprawdę dziwny kraj. Jest tyle kobiet na stanowiskach ministerialnych w Rosji, więcej niż w Wielkiej Brytanii. To dziwaczna mieszanka kobiet, które są pasywne i uważają, że ich życie zależy od mężczyzn, oraz – z drugiej strony – silnych kobiet na wpływowych stanowiskach. Obie grupy naraz. Ktoś inny musi napisać książkę na temat tego paradoksu: feminizm i patriarchalność w Rosji.

Jak sądzisz, czy Rosjanie naprawdę wierzą w Putina?

Pytanie, w co wierzą, można sprowadzić do tego, czy wierzą w obecność rosyjskich żołnierzy na Ukrainie. Przeprowadzono ciekawe badanie socjologiczne, w którym zapytano Rosjan: „Czy sądzisz, że na Ukrainie są rosyjscy żołnierze?”, a oni na to: „Ale oficjalnie?”. Działanie rosyjskiej propagandy nie jest oparte na emocjach pozytywnych, tylko negatywnych. Dla Putina nie ma żadnej konkurencji. Pozbywają się każdej realnej alternatywy. Nie ma więc nikogo poza Putinem. Można stworzyć swą własną opozycję, ale to straszne – jest szalona prawica i szalona lewica. Nie ma alternatywy. Pozytywna wiara oparta jest na negatywnych emocjach, co naprawdę przynosi efekty. Ten brak alternatywy oznacza brak przyszłości i to jest głównym problemem rosyjskiego społeczeństwa. Nie wierzysz w przyszłość, bo nie możesz jej sformułować, ponieważ jest oparta na negatywnym przekazie. W tym sensie Putin to bardzo udany projekt. Jeśli jutro pojawi się ktoś nowy i obieca tę samą gwarancję, stabilność i pieniądze, oddadzą na niego swój głos. I będą go ubóstwiać. Jutro mógłby to być ktoś inny.

Nazywasz Putina projektem.

Ponieważ to Rosjanie mówią o wszystkim jako o projekcie. Prajakt. W Rosji to takie modne słowo.

Twórca systemu, Władisław Surkow, kreuje się na postmodernistycznego artystę. To prowokuje do myślenia.

Tak siebie opisuje. Byłbym jednak ostrożny z użyciem słowa „twórca”. W postmodernizmie nie ma przecież autora. Ten system nie ma żadnego centrum, stąd jego wielki sukces. Nie ma żadnego środka. Koncentruje się wokół Putina, ale tak naprawdę nie ma żadnego decydenta. Jest trochę jak galareta. Surkow nazywa siebie twórcą, ale on za tym nie stoi, on jest po prostu na przedzie. Ale rzeczywiście, mówi o sobie w ten sposób. Pisze postmodernistyczne powieści o swoim alter ego, które postrzega wszystko jako grę. Kreuje obraz samego siebie. Ale jest wiele podobieństw między Rosją a postmodernizmem. Ze sposobu, w jaki tworzy się propagandę, wynika, że nie ma faktów ani nowych interpretacji.

Istnieją jednak ofiary tego systemu, które są jak najbardziej rzeczywiste.

Nie, tak się tylko zdaje (śmiech). Rzeczywistość istnieje. Putina można wyobrażać sobie jako swego rodzaju drzwi. Wykorzystuje propagandę, by uciec przed rzeczywistością. O tym właśnie mówią cały czas krytycy – kiedy rzeczywistość dogoni system? Jak dotąd unikali rzeczywistości całkiem skutecznie.

Czy Rosja może stanowić realne zagrożenie dla Zachodu, czy dla niej to wszystko jest po prostu przedstawieniem?

Zawsze kiedy Rosjanie traktują coś tylko jako grę, kończy się to prawdziwymi problemami. Zwróć uwagę na to, co mówi Boris Bieriezowski, jeden z prawdziwych twórców systemu w latach dziewięćdziesiątych, który pomógł Putinowi zostać premierem. Dla niego Czeczenia to historyjka, którą wymyślili, żeby Putin zyskał na popularności. Ukraina prawdopodobnie także miała być tylko przedstawieniem, ale skończyło się to autentyczną wojną, która przyniosła śmierć tysiąca osób. Problem tkwi w tym, że rzeczywistość istnieje, ale dla nich wszystko jest grą, co doprowadzi do katastrofy. Najbardziej obawiam się, że wystawią jakiś teatrzyk nuklearny. Ciągle grają w te swoje gierki ze społeczeństwem, a potem to wszystko staje się rzeczywistością. Poza tym Rosja nie należy do krajów szczególnie dbających o prawa człowieka.

Zachód także korzysta z propagandy medialnej. W czym różni się ona od tej w Rosji?

To zależy od tego, jak rozumiesz propagandę. Jeśli jako zniekształcanie rzeczywistości i dezinformację, istnieje kilka kluczowych różnic. Pierwszą z nich jest to, że w Rosji istnieje inny model mediów. Wpływ Kremla na media jest bardzo widoczny. W każdy piątek odbywa się spotkanie – i nie jest to żadną tajemnicą – z szefami największych kanałów telewizyjnych i przedstawicielami administracji prezydenta, którzy omawiają główne tematy na następny tydzień. Zadaniem mediów jest wykonywać ich ustalenia. Nie ma idei mediów jako czwartej władzy, takie podejście nie istnieje. Nie istniało w czasach sowieckich i nie istnieje dzisiaj. Nie ma mediów jako opozycji, one stanowią dodatek do władzy. To już jest poważna różnica. Co więcej, w Rosji nie ma czegoś takiego jak spin doktorzy. Są technolodzy, którzy kontrolują media. Politycy nie muszą manipulować mediami. Jest też ogromna różnica w sposobie rozumienia prawdy. Kiedy w Waszyngtonie lub Londynie mówią, że Irak posiada broń masowej zagłady, próbują przekonać opinię publiczną, że to prawda, fabrykują to. W Rosji nie ma to znaczenia. Nie ma tam żadnych faktów, każdy kłamie, więc liczy się tylko to, kto potrafi powiedzieć lepsze kłamstwo. Mówią o tym otwarcie. Minister komunikacji powiedział: „Nie potrzebujemy prawdy, potrzebujemy jedynie dobrych, poruszających tematów”. Nie ma znaczenia, czy dotyczą nieistniejących faszystów na Ukrainie, liczy się tylko to, że to zawsze działa. To nowa dewiacja w propagandzie, która przedtem zawsze polegała na próbach przekonania ludzi. Teraz otwarcie przyznają się do tego, że nie istnieje coś takiego, jak prawda. Wydaje mi się, że to wina systemu: idea, że propagandysta może kontrolować społeczeństwo i jest niejako półbogiem. To ma swoje źródło w narcyzmie – wiara, że możesz zmieniać ludzi za pomocą propagandy. Propaganda na Zachodzie polega na manipulowaniu wypowiedzią, kłamstwach, negocjowaniu rzeczywistości. W Rosji jest stare, marksistowskie rozwiązanie – inżynieria dusz. Więc ich sposób traktowania mediów i rządu jest zupełnie inny. Mam taką nadzieję, chyba że kupujesz historyjkę o pokoju na Downing Street, w którym kontrolują BBC. Niektórzy w to wierzą.

Wspominasz Moskwę z sentymentem. To miasto mimo wszystko jest ci bardzo bliskie.

Tak, zakochałem się w Moskwie. Jesteśmy już po rozwodzie, ale to moja była miłość.

Czujesz się pokonany przez Rosję?

(śmiech) Dobre pytanie. Po dziewięciu latach stałem się chyba dość rosyjski, dość fatalistyczny. Wydaje mi się, że „pokonany” to raczej zachodnie podejście. To taka relacja, która zawsze będzie zła. Stajesz się cyniczny. Choć początki były bardzo idealistyczne.

Piszesz o twoich dzieciach, które traktują Rosję jako dom swoich dziadków. Będziesz starał się trzymać je z dala od wszystkiego, co złe?

Nie można trzymać ich z dala od niczego. Bardziej martwi mnie, czy odrobią na czas pracę domową. Nie mam takich myśli. W dzisiejszym świecie środowisko jest coraz bardziej zhomogenizowane, nie ma granic, barier, które trzeba byłoby przełamywać. Dorastały w Londynie, ale nie sądzę, żeby znały „prawdziwych” Anglików. Nie ma Anglików, wszystko jest tak bardzo kosmopolityczne. Żyją w nowym świecie, gdzie ludzie nie przejmują się za bardzo cudzym pochodzeniem. Może wybuchnie rewolucja i staną przed problemem powrotu nacjonalizmu, ale teraz nie wydaje mi się, żeby wiedziały, jakiej narodowości jest większość ich kolegów, bo nie ma to żadnego znaczenia. Zobaczymy, może nacjonalizm powróci i będą musiały wybierać, ale myślę, że to w ten sposób nie działa. Wszystko jest rozbite.

Jak widzisz przyszłość Rosji? Putin zakończy swoją karierę i co potem?

Mówiąc obiektywnie, nie jako Rosjanin. Świetnie wykształcone, utalentowane społeczeństwo, ogromne ilości ropy, dzięki którym uda się uniknąć poważnych wstrząsów. Ropy może być więcej lub mniej, ale to tylko zabezpieczenie. I myślę, że Rosja sobie poradzi. Jakby się nad tym zastanowić, Rosja powinna być jednym z tych dobrze prosperujących, szczęśliwych społeczeństw. Nadal nie znam odpowiedzi na pytanie, dlaczego oni wciąż trzymają się swoich dziwactw, kiedy tak naprawdę mogliby osiągać wielkie sukcesy. Jeśli w trakcie wyborów szansę dostanie liberalny nacjonalizm, uda im się. Znam te wszystkie straszne historie o rosyjskich faszystach, ale wiele z nich wykreował sam Kreml, by straszyć społeczeństwo. Mam więc nadzieję, że Rosję czeka bardzo nudna, przeciętna przyszłość, jak w krajach Europy Środkowej. I wydaje się, że w tę stronę to zmierza. Kiedy podróżuję po Rosji, widzę, że to naprawdę europejski kraj, ale coś ich powstrzymuje przed normalnością. Coś sprawia, że robią te dziwaczne, autodestrukcyjne rzeczy. Może to coś, czym powinniśmy się przejmować.

Może po prostu lubią grę.

Tak, Rosja jest światowym liderem w autodestrukcji. W robieniu dziwnych rzeczy i torturowaniu samych siebie. Nie wiem dlaczego. Ale rzeczywiście, może lubią tę grę. To przerażające.

Czy spotkałeś się z negatywnymi reakcjami Rosjan po publikacji twojej książki?

Wiesz, większość Rosjan nie miała nawet pojęcia, kim jest Swietłana Aleksijewicz. Byli w szoku, kiedy dostała nagrodę Nobla. „Kim jest ta kobieta? Przecież ona nawet nie mieszka w Moskwie”. To bardzo, bardzo zamknięta kultura. Nie wychylają się zbytnio poza swoją rzeczywistość. To intelektualnie zamknięty świat. Nic poza nim ich nie obchodzi. Jest jak w Nowym Jorku, którego mieszkańcy świata nie widzą poza swoim miastem. Podobnie jest w Moskwie, więc nie sądzę, żeby cokolwiek zauważyli. Pojawiły się przedruki fragmentów książki w czasopismach, co samo w sobie stanowi już dla mnie wielki komplement, bo zazwyczaj nie szanują ludzi Zachodu piszących o Rosji. Można to streścić słowami „Ok, dobra robota Peeeeter” (śmiech).

źródło fot.: mat. prasowe

REKLAMA
REKLAMA