Anywhere logo

Janusz Mizera

Janusz Mizera, (urodzony w Bytomiu) z zawodu elektronik z zamiłowania kucharz, od przeszło 17 lat związany z gastronomią, twórca konkursów kulinarnych, między innymi stworzył Ogólnopolski Konkurs Kulinarny „Spotkania ze ślimakiem”, którego eliminacje trwały przez 12 miesięcy. Zarządzana przez niego restauracja otrzymała nominajcę w plebiscycie Gazety Wyborczej na Knajpę Roku, oraz wyróżnienie w prestiżowym przewodniku GAULT & MILLAU. Gotuje, maluje, pisze, majsterkuje, tkwi w nim artystyczna dusza, której upust daje w kuchni krojąc, gotując i doprawiając. Najbardziej ulubiona kuchnia – coś z niczego.

„Najpierw mama, potem żona, aż wreszcie Janusz Mizera: tak wygląda lista osób, które mnie najlepiej karmiły w życiu. To nie żart: Janusz – współautor książki „Sceny kuchenne” - zarządzał warszawską restauracją, w której żywiłem się przez lata. Przychodziliśmy do niej z przyjaciółmi (aktorami, reżyserami, pisarzami) tłumnie i chętnie, a potem zostawaliśmy do późna, bo Janusz jak mało kto potrafił z tzw. przemysłu restauracyjnego uczynić prawdziwą magię.”

 

Andrzej Saramonowicz

Sprzedawca złudzeń !!!

2017-05-17
 

SPRZEDAWCA ZŁUDZEŃ

Noc była okropnie ciemna, jakby światło przestało istnieć. Przypominała bezksiężycową noc w górach, kiedy kompletnie nic nie widać i zaczynają się wyostrzać wszystkie pozostałe zmysły. Można zamknąć oczy bo i tak są wtedy bezużyteczne. Szedł ulicą prowadzącą do jedynego baru w okolicy. W ciemnych zaułkach słychać było tylko jak bezdomni grzebią w kubłach i szukają pożywienia. Od czasu do czasu przejeżdżał samochód i oświetlał tę koszmarną okolicę. Oczy przyzwyczaiły się już do ciemności i świetnie sobie radził omijając leżące na chodniku śmieci. Kiedy dotarł do baru i otworzył drzwi, oślepił go neon. Wszedł do środka, bar wyglądał ponuro, brudne ściany i niemyta od kilku dni podłoga tworzyła swoisty klimat, na ścianach wisiały jakieś stare fotografie i zegar atrapa. Pewnie nie był zabytkowy, a tylko tak wyglądał. Wahadło się nie ruszało, co oznaczało, że to co pokazywały wskazówki było fikcją. Tu naprawdę czas się zatrzymał. Wszystko to co zobaczył pasowało do siebie, był jednak pewien dysonans – za barem stał młody chłopak, miał schludną fryzurę i przyjazny wygląd. Ubrany był w białą koszulę, która nie wiadomo jakim cudem wyglądała na świeżo wyprasowaną. Zajął miejsce na skraju baru, tuż obok napisu „Alkohol szkodzi zdrowiu”. On sam komponował się w tym środowisku doskonale i gdyby nie barman w białej koszuli, wszystko stanowiło by świetną i jedyną w swoim rodzaju kompozycję. Twarz miał zmęczoną i pomarszczoną, podkrążone oczy i trzydniowy zarost. Całość wyglądała jak stary kartofel, który przeleżał zimę w piwnicy. Ubrał się chyba w najgorsze ciuchy jakie miał. Na szczęście prócz wyciągniętych na kolanach spodni z dresu i podniszczonych adidasów nie było za wiele widać. Całość przykrywała wojskowa kurtka w wyblakłym szaroniebieskim kolorze. Zresztą i tak w tym miejscu nikt na nic nie zwracał uwagi. Nikt nie rozmawiał, słychać było tylko cichutko puszczoną muzykę, to był chyba Fogg. Lubił Fogga i często słuchał jego piosenek. Poprosił o szklaneczkę Balantines’a z trzema kostkami lodu, tak jak za dawnych lat. Zamówienie otrzymał błyskawicznie, pokręcił szklaneczką kilka razy, aby lód się rozpuścił i odrobinę schłodził napój. Wypił szybko, w pośpiechu, jakby czuł, że ktoś chce mu odebrać szklankę i natychmiast poprosił o następną. Tak wlał w siebie ze trzy szklanki brunatnego płynu. Przez cały czas myślał tylko o jednym – jak dał się wmanewrować w tę całą sytuację. Przed oczami majaczył obraz kobiety, którą poznał cztery dni temu. Te ostatnie cztery dni stały się jego koszmarem, jak związany powrozem pies próbował oderwać się od budy.

 

Podziel się swoją opinią.

Dzielenie się opiniami i sugestiami o miejscu dostępna jest dla wszystkich użytkowników posiadających aktywne konto na portalu społecznościowym Facebook.

6525 . 120

NASI AUTORZY

INNE WPISY TEGO AUTORA