Anywhere logo

Grzegorz Kapla

Żyje z pisania. A żyć z tego, co się lubi, to dar. Bardziej od pisania lubi tylko spotykać ludzi. No i lubi być w drodze, kupować płyty w sklepie z płytami a nie w sieci, pomidorową i kabriolety. Kiedyś, dzięki dwojgu mądrym ludziom pojął, że nie trzeba pisać tylko o polityce. Że można pisać o świecie.

Chrisowi Cornellowi na drogę

2017-05-18
 
...

Trzy pozytywy na dzisiaj

Wtorek/Środa

1.

No i zwyciężył Andrzej Bargiel. Zasłużenie. Jego wyczyn, to przecież historia. W jedenastej edycji Travelerów National Geographic jury doceniło jego „Śnieżną panterę”. W rekordowym czasie 30 dni pokonał pięć siedmiotysięczników Pamiru i Tien Szanu. Widziałem kiedyś, w słońcu i we mgle tylko jeden z nich, – Pik Lenina. To nieprawdopodobny wyczyn. Andrzej skromnie dziękował ekipie. I zamiast chwalić siebie, chwalił swoich rywaoli do nagrody.  Jeden z najsławniejszych alpinistów naszej epoki na świecie a nic go to nie zmieniło.

A nagroda za najlepszą podróż dla Tomka Jakimiaka. Pojechał stopem na przemian z hulajnogą z domu do Chin.

Travelery 2017 prowadził Marcin Prokop. Jak zwykle genialny i ważący słowa z niezwykłą pieczołowitością. Żałowałem, że zniknął tak szybko, bo nie rozmawialiśmy już kilka miesięcy a zawsze to dobra chwila, porozmawiać. Na przykład o grupie Alcest i ich nowej płycie Kodama.

Dobrze że została Dorota Chojnowska, choć nie poznałem jej tak jej służą ostatnie miesiące. Bardzo wypiękniała.

Kiedy Martyna Wojciechowska, twórczyni tej gali przed jedenastu laty, wygłaszała laudację dla Człowieka Roku, byłem pewien, że to będzie Marek Kamiński.

Wszystko pasowało. I świadectwo i dojrzewanie w drodze i niezłomność i dobroć.

Ale pomyliłem się. Tytuł Człowieka Roku dla Krzysztofa Starnawskiego za odkrycie najgłębszej podwodnej jaskini świata.

Spotkałem panią Małgorzatę, redaktor prowadzącą mojej książki. Nie udało się zdążyć na targi. To już drugi raz wydaję o kilka dni za późno.

No cóż, do trzech razy sztuka.

Wypiliśmy potem sporo wina.

2.

Wiem, że jest ciepło i rowerzystki w spódnicach są ozdobą naszych ulic. Wiem, że chłopaki w kabrioletach też są fajne, ale na Boga, trzeba zachowac w tym wszystkim rozsądek i nie wjeżdżać na bicyklu od vetruilo komuś, nawet naprawdę fajnemu, wprost pod koła!

Jeśli skręcam z prawego pasa w prawo, to mam pierwszeństwo przed panią, która skręca ze swojego prawego pasa w lewo, bo musi przeciąć mój tor ruchu.

Jeżdżę na ogół spokojnie, ale Steffi ma ciężkie kopyto, więc wjeżdżanie jej pod koła jest kompletną głupotą.

Dwa kilometry dalej, inna pani wyjechała mi tuż przed skrętem w prawo zza sznura samochodów stojących w korku. Pędziła jak szalona po tej wąskiej stróżce szosy między samochodami a trotuarem. To czysta głupota. A co gdybym skręcił bez spoglądania w lusterko zajęty tym, czy ktoś nie przechodzi akurat przez jezdnię?

Uff. To nie był dobry dzień na spotkania z dziewczynami.

3.

W nocy odszedł Chris Cornell. Odeszła z nim spora część mojej młodości. Piracką (wówczas legalną) kasetę Takt z płytą Superunknow kupiłem po tym jak kawałek o czarnej dziurze puścił mi Arek Buczyński. Wtedy niewiele rozumiałem z tej muzyki. Zaczynała się od słów: "Jeśli to co widzisz, nie jest tym, na co patrzysz, przynajmniej nie będziesz już bardziej ślepy. Jeśli to nie sprawi, że poczujesz, to jeszcze nie oznacza, że jesteś martwy…"

Black Hole Sun, która zawsze brzmi dla mnie jak depresja. Lęk, że nikt nie pokocha nas tak, żeby zatrzymać czas… „ i modlitwy, żeby zatrzymać moją młodość, niebiosa ślą do piekła. Nikt już nie zaśpiewa tak jak ty”.

Potem były inne płyty Soundgarden i Audioslave, ale żadna nie była tak bardzo, jak tamta. Z wyjątkiem jednej. Najpiękniejszej. Akustycznej. "Songbook". Kupiłem ją kiedy zapomniałem jak żyć, bo wszystko co było ważne do tej pory, wszystko co wieczne,  odeszło przez złych ludzi. I choć trzeba było wracać do pustego domu i czyścić buty, których nikt już nie chciał założyć, wciąż próbowałem biegać.Często  z tą płytą na słuchawkach.

Tylko Chris Cornell i gitara.  Zaczyna się tak: „Kiedy umarła już nadzieja, nawet słońce nie chce wstać, napiłbym się sam ze sobą, ale lepiej trzeźwym trwać. Więc nie więcej, niż dwie szklanki. No more than two drinks away From crying”.

Potem jest o kłótniach. Ona wyzywa go od psów. On zamiast rzucić kamień mówi, że jest piękna. Więc to on musi przegrać.

Najlepszy song na tej płycie, boleśnie piękny jest o spaniu: „Nigdy nie kłamałaś, że to na zawsze. Ale wierzyłem, że tam się musi stać, bo ty jedna wiesz skąd idę i ty jedna rozumiesz kim jestem. A teraz pociąg dojeżdża do końcowej stacji. Więc teraz gdy śpisz i gdy śni ci coś o czym już nie mówisz mi, ja czyszczę broń. Czyszczę broń. I cokolwiek mnie spotka, piekło czy raj, będę gotów”.

 Słuchałem tego koncertu ze dwieście razy. I za każdym razem działał tak samo mocno.

Śpij dobrze Chris.

Tak się kończy ta płyta: „To już koniec tunelu, mam zmęczone oczy. Ale zanim pozwolę, żeby zgasło kolejne życie, z popiołów przypomnę ci imiona, twarze i kształty które kochasz i przypomnę ci ból... nie jestem wart, żebym to ja strzegł tego płomienia”

Potem oklaski.

A potem nic.

Cisza.

 

Podziel się swoją opinią.

Dzielenie się opiniami i sugestiami o miejscu dostępna jest dla wszystkich użytkowników posiadających aktywne konto na portalu społecznościowym Facebook.

28182 . 783

NASI AUTORZY

INNE WPISY TEGO AUTORA