Mario Bucelatti. Książę złotników

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

 

Karczemne awantury to jego specjalność. Nie cierpi gdy klienci podchodzą do niego i proszą o zniżki. A takie sytuacje zdarzają się w butiku coraz częściej. Złota, zdobiona kamieniami biżuteria to znak firmowy Mario Bucelattiego. Artysty, który uwielbia robić wokół siebie zamieszanie. Nic dziwnego, że chętnych na jej kupno nie brakuje.

Czym skorupka za młodu

Nie od razu marzył o zostaniu jubilerem. Mario Bucelatti chociaż urodził się w małej włoskiej miejscowości Ankona w rodzinie złotniczej, ma inne plany. Wszyscy są przekonani, że chłopak podobnie jak przodkowie, w tym Contardo Bucelatti, założyciel firmy, pójdzie w ich ślady. Tymczasem Mario, chłopak, który przyszedł na świat pod koniec kwietnia 1891 roku, nie zamierza spełniać czyiś wymagań. Fach zna dobrze, bo ojciec zabiera go do pracowni, pokazuje narzędzia, uczy rozpoznawać kamienie.

Testuje go z ich znajomości, chce by Mari ostał się drugim Harrym Winstonem. Legendarnym jubilerem, który szybko nauczył się szacować wartość minerałów.  Ojciec jest zadowolony, czuje, że Mario zostanie złotnikiem. Dopiero po jego przedwczesnej śmierci Bucelatti zaczyna interesować się złotnictwem. Nie ma wyboru, musi pomóc matce, a jedyny zawód, o jakim sporo wie to jubilerstwo. Ma 14 lat gdy rozpoczyna pracę w luksusowym wówczas warsztacie Beltrami & Besnati. Dalszą edukację przerywa pierwsza wojna.

Pierwsze sukcesy

Mario, jak reszta mężczyzn, zostaje wcielony do armii. Spędza w niej trzy lata, a gdy w 1917 roku wraca do Mediolanu, dalej się dokształca. Jest pilnym uczniem, dwa lata później zostaje właścicielem warsztatu, w którym odbywał praktyki. Dodatkowo Mario otwiera sklep niedaleko opery La Scala. Skrycie marzy o filii salonu na Piątej Alei, jednej z najbardziej luksusowych ulic w Nowym Jorku. Śmiały plan realizuje w połowie lat 50. Bucelatti staje się pierwszym włoskim jubilerem, jakiemu udaje się zabłysnąć w Stanach Zjednoczonych.

Oferuje klientom ponadczasową, elegancką biżuterię. Złote, srebrne i platynowe konstrukcje przypominające ażurowe, delikatna koronki w rękach Bucelattiego stają się prawdziwymi dziełami sztuki tworzonymi na zamówienie. Po jakimś czasie Mario zostaje poproszony o wystawienie klejnotów na jednej z indywidualnych wystaw. Najważniejsi klienci? Hiszpańska rodzina królewska. Dzięki znajomościom Mario dostarcza na dwór niezliczone ilości precjozów. Bucelatti sprzedaje biżuterię możnym z Watykanu, europejskim rodom. Książę złotników ma coraz więcej zamówień, ale to nie tylko one sprawiają, że staje się sławny.

Awantura w salonie

Jest rok 1920. Bucelatti wygląda na zrelaksowanego. Właśnie wrócił z Hiszpanii, gdzie sprzedał rodzinie królewskiej większość klejnotów. To dobry i pewny biznes, zapewniający projektantowi nie tylko pieniądze, ale też reklamę. Królowa często pokazuje się w biżuterii Maria, on sam podkreśla w wywiadach, że stworzenie jednego przedmiotu kosztuje go wiele wysiłku. Kiedy w butiku pojawia się nowa klientka mężczyzna pokazuje jej wzory biżuterii. W końcu kobieta prosi o rabat. Bucelatti nie kryje oburzenia. Nie zgadza się, a gdy do jego uszu dochodzi trzask drzwi przez chwilę boi się, że straci zlecenia. Nic z tego. Informacje o utalentowanym choleryku tworzącym zjawiskowe precjoza szybko się roznosi, a Bucelatti zyskuje respekt. Od tej pory wszyscy wiedzą, że kłótnie i nieudzielanie zniżek to jego specjalność.

Rodzinne imperium

Mario coraz częściej myśli o dalszych losach firmy; zaczyna szkolić Gianmario, a gdy niedługo później zostaje dyrektorem generalnym marki, wiele osób oddycha z ulgą. Mężczyzna szybko daje się poznać z jak najlepszej strony: jest przedsiębiorczy i pewny siebie.  Dba, by nowe linie biżuterii współgrały z poprzednimi projektami, nie tylko biżuterii, ale i rzemiosła artystycznego.

Wraz z braćmi Lucą, Frederikiem i Lorenzem otwiera kolejne salony w Hong Kongu, Sydney, Monte Carlo, Londynie i Paryżu. Niedługo potem Gianmario wpada na kolejny wspaniały pomysł. Wymyślona przez niego kolekcja ślubna natychmiast staje się bestsellerem. Niejedynym. Na pierścionki zaręczynowe długo się czeka, chętni wcześniej zapisują się na nie, a gdy jakaś osoba rezygnuje, na jej miejscu natychmiast pojawiają się nowi zainteresowani.

Gianmario nie spoczywa na laurach. Kiedy w publicznym oświadczeniu potwierdza, że szykuje kolekcję pokrowców do iPoda, staje się jasne, że linia zachwyci nie tylko stałych klientów.

Mario Bucelatti uwielbiał tworzyć niezwykłą biżuterię. Zjawiskowe i piękne przedmioty wyglądały kobieco, poprawiały nastrój. Nic dziwnego, że dla setek tysięcy osób stawały się obiektami pożądania. Klejnotami łączącymi pokolenia.

 

Reklama