Jak uciec od swoich problemów, nie uciekając od swoich problemów? 

Katarzyna Paczóska
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Piszę dla tych, co lubią uciekać.

Tak się składa, że w moim życiu dosyć często (nie wzywany) pojawia się eskapizm. Eskapizm, który tak się skrada, że zdarza mi się nie zauważyć momentu, w którym niegdyś mama krzyczała donośnie “obiad!”. Przychodzi i zabiera mnie ze sobą (ma być smacznie). Karmi sennymi marzeniami o podróży do miejsca z niezwykle krystalicznie czystą wodą, jak Puerto Williams w Chile lub do Meksyku na barwne Día de Muertos. W nieznane, nieodkryte, pożądane.

Jakiekolwiek miejsce, które pomoże zapomnieć. O czymkolwiek chcemy zapomnieć – o kłótni z przyjacielem, porażce życiowej czy konfliktach światowych. Podkreślam, że jest to chwilowa ulga, chwilowe zapomnienie, które pozwoli nabrać więcej powietrza w płuca i trzeźwiej spojrzeć na źródło problemu oraz potencjalne rozwiązania.

Run, Forest, run!

Zastanawialiście się, jak to jest biec, nie zważając na przeszkody ustawione na trasie? Ani na przeszkody, które zostają za Tobą. Jesteś Ty, wiatr i wolność (kocham i rozumiem). I wolność (przez chwilę oddać nie umiem). Wolność, którą jesteś w stanie doścignąć. Nie ważne jak długo (patrz. Forrest Gump uciekał przed złamanym sercem ponad 3 lata; pokonał dystans ponad 15 000 mil, czyli ok. 24 000 km). Powrócił, gdy był gotowy.

Osobiście nie mam na myśli biegu koniecznie dłuższego niż 10 km (czy nawet 5 km – zależy jakiego rodzaju biegaczem/czką jesteś). Byle na chwilę, byle zyskać oddech i zapomnieć. Oczyścić umysł, żeby móc zaraz wrócić do pracy.

#AnywhereYouAre

Reklama

Menel Kultury

Czasem wypada zastanowić się nad początkiem. Nad tą pierwszą chwilą,