Dzień dobry, Państwo. Witamy dzisiaj w #BookMorning w mojej wersji. Niestety, nie ma z nami Mariki z uwagi na jej chorobę, nie może mówić, więc byłoby trudno przeprowadzić wywiad z gościem tak miłym jak Pani Hanna, dzień dobry.
Dzień dobry.
Miło się spotkać w miłym towarzystwie. Seria Marginesy Klasycznie jest bardzo ciekawym konceptem, o którym chciałbym się dowiedzieć więcej. Może tytułem wprowadzenia, gdyby mogła Pani powiedzieć o co w tym tak naprawdę chodzi.
Jak zwykle chodzi o to, żeby namówić czytelników do czytania książek. Namówić też czytaczy książek – albo do powrotu do klasyki, albo do tego, żeby odczytali tę klasykę w nowym tłumaczeniu, albo żeby pozyskać najmłodsze pokolenie do klasyki. Na pewno Pan, również jako młody człowiek, już widzi, że książki, których nie ma, nie będzie też w duszy czytelnika, bo czytelnicy czytają nowości. Tak było, jest i pewnie będzie. Skoro mamy namawiać ich do klasyki, musimy ją wznowić i uzasadnić to nowością. Czasami jest tak, że czytelnicy nawet nie wiedzą, że jest to klasyczna rzecz, coś, co ukazało się dawno temu albo jest to kolejne wydanie. Ilu czytelników, tyle odbiorców tej klasyki. Nasz pomysł jest taki, żeby zwracać się do nowych czytelników, żeby tę klasykę podawać w przyjemny sposób, żeby miała piękne oprawy, nawet czasami nowoczesne. Niekoniecznie w tym samym duchu jak inne oprawy książek tradycyjnych, ale artystyczne, zawsze pięknie oprawione i zawsze doskonale przygotowane redakcyjnie. Myślę, że jeżeli spełnimy to zadanie, a nasz najlepszy dział promocji wypromuje w nowoczesny, dobry sposób, który zachęci pracowników, a dział handlowy będzie wiedział jak ją sprzedać, czytelnicy będą czytali klasykę. Chodzi nam o to, żeby przywrócić książki do życia czytelniczego. Te, na których my wzrastaliśmy, wzrastali nasi rodzice, które stały się jakąś trampoliną do innych działań filmowych. Czasami pisarze, którzy mają za sobą wiele lektur, piszą swoje książki, również mając wspomnienia z tych klasyki. Chciałabym, żebyśmy nie zgubili tych tytułów, po prostu.

Rozumiem, że to jest też nowy sposób tłumaczenia dzieł? Pamiętam, czytałem kiedyś “Życie jest snem” Pedra Calderóna de la Barca, w tłumaczeniu Pana Rymkiewicza. Sam zresztą pisał we wstępie, że to nie jest do końca tłumaczenie, to jest pewnego rodzaju imitacja
Tak, na pewno tak. Jeśli chodzi o książki Marginesów, to muszą Państwo wiedzieć, że jest tak, że klasyka przełożona z danego języka została przełożona np. w latach 60. czy 70. i w dalszym ciągu obowiązuje prawo do tego tłumaczenia. Jeśli zatem wydawca, który tłumaczy bardzo dawne dzieło, które jest już w tzw. domenie publicznej lub ma już prawo tzw. martwej ręki, to jednak ciągle obowiązują prawa do tłumaczeń. Z tego powodu, dzieła czasami nie są wznawiane, bo może je wznowić tylko jeden wydawca, który ma prawo do tłumaczenia. Przekład oczywiście musi być opłacony, więc stara się, aby ten przekład był ze wszech miar jak najlepszy. Przede wszystkim musi spełniać zadania, takie jak zainteresowanie czytelnika. Nie można przekładać książki w sposób poza współczesnym językiem. Współczesny tłumacz będzie przekładał w języku, w którym operuje. Postara się (my również realizujemy to w tych nowych przekładach), że dobrze będzie czytany przez współczesnego czytelnika. Mimo, że to są klasyki, to udaje się to przełożyć w taki sposób. Niedawno mieliśmy taką sytuację, że przełożyliśmy na nowo książkę Lucy Maud Montgomery “Ania z Zielonego Wzgórza”, to był tytuł, który obowiązywał od wielu lat (chyba nawet stu). W związku z prośbą tłumaczki, Anny Bańkowskiej, żeby jednak przywrócić właściwy przekład, zdecydowaliśmy się na to. To była dla nas naprawdę niesamowita i ciekawa historia. Z jednej strony zostaliśmy za to napadnięci, za ten przekład, przez wiernych czytelników, z drugiej strony była bardzo duża grupa ludzi, którzy ucieszyli się z nowego, wierniejszego oryginałowi, przekładu. Dzisiaj, po tych wszystkich latach, uznaliśmy, że nadszedł czas, aby czytelnikom dać ten właściwy. Nowy przykład jest dobrze oceniany przez czytelników i fachowców, no ale mamy “Ann z Zielonych Szczytów”, a nie Zielonego Wzgórza, mamy Marillę, a nie Marylę, mamy wiele drobiazgów, które też wpływają na przekład. Muszę powiedzieć, że i my, i tłumaczka wyszliśmy obronną ręką. Książka się fantastycznie sprzedała, a co więcej, spowodowała wielką dyskusję o przekładzie, o tym co wolno, a czego nie wolno. Za chwilę będzie duża gra toczyła się o “Chłopców z Placu Broni”, gdzie to nie jest również oryginalny tytuł. Patrząc na to, że wychodzimy z punktu “przywracamy właściwy przekład”, to niestety musimy się z tym zmierzyć. Proszę pamiętać, że “Ań z Zielonego Wzgórza” będzie kilka. Tych przykładów jest wiele, wybierzcie Państwo swój. Czytajmy, spierajmy się, rozmawiajmy o książkach. Naprawdę, lepiej spierać się o przekłady, czy która książka była lepsza, niż o inne straszne rzeczy, z którymi musimy obcować na co dzień.
Tak, te tłumaczenia zawsze były kłopotliwe u nas. Ja przynajmniej pamiętam jeszcze ze swoich studiów doktoranckich czy magisterskich, wiele razy natykałem się na sformułowania, które po angielsku były dla mnie zrozumiałe, a po polsku były po prostu ścianą. Jak takie epokowe dzieła, które się już wryły w nasze strukturę językową, np. “Tako rzecze Zaratustra”. Wyszło jakiś czas temu nowe tłumaczenie tej książki “Tak rzekł Zaratustra”, brzmi to już trochę inaczej. Prawdopodobnie, gdybyśmy trochę wbili się w tę książkę, współczesny czytelnik mógłby więcej zrozumieć i wziąć dla siebie.

Zdecydowanie, ale wie Pan, jest to duża rola działów promocji i osób, które muszą zająć się tym, żeby przywrócić czytelnikom te tłumaczenia. Jeżeli ta promocja będzie dobrze zrobiona, nie będziemy tylko powiadamiać czytelników, że mamy nowe wydanie. Na końcu stoi za tym wydawca i praca całego zespołu, żeby tak zainteresować odbiorcę, żeby ją kupił. Oczywiście to jest ostatni element, są jeszcze biblioteki, ebooki, natomiast jeżeli my doprowadzimy do rozmowy, to znaczy, że wygraliśmy. Nie możemy tego robić nudno, musimy się mierzyć z innymi ciekawymi rzeczami, platformami, kinami, teatrami i popatrzeć, że jeżeli będziemy mówić ciekawszym językiem do odbiorców kultury, to wygramy. Wracając do tematów przekładów tytułów, to rozpoczynamy od marca publikację dzieł Ernesta Hemingwaya. To jest pisarz w Polsce niewydawany przez wiele lat. Staraliśmy się namówić spadkobierców na to, żeby zdecydowali się zrobićto w Polsce, bo nie było na to zgody z różnych powodów. To się udało i w Marginesach będzie edycja dzieł Hemingwaya w nowych przekładach, bo doskonałe przekłady wcześniejsze wymagają jednak odświeżenia. Po drugie, wydaje nam się, że jeżeli zatrudnimy środowisko i zespół tłumaczy, który działa doskonale, to nam się uda pozyskać tego czytelnika. Po “Starym człowieku i morze”, znany wcześniej pod tytułem “Słońce też wschodzi”, w naszym przekładzie będzie “Zaś słońce wschodzi”. Ten tytuł może wydawać się zbyt tradycyjny, klasyczny, ale trzeba zorientować się, dlaczego tak się dzieje. To jest cytat z Biblii i ten zapis w Biblii brzmi właśnie tak. Chcemy, żeby czytelnik dostał właściwy przekład. Długo zastanawialiśmy się nad tytułem, ale za namową tłumacza pozostaliśmy przy bliższym oryginałowi.
To prawda, Biblia prawdopodobnie jeszcze w długim czasie zostanie w takim tłumaczeniu, jakim jest. Z ciekawości, jeżeli już mówimy o tłumaczeniach i o uwspółcześnianiu, nie myśleliście Państwo, żeby zrobić to samo z polskimi autorami?
Na przykład “Na jagody”? Tego się nie da zrobić. To znaczy są takie szkoły na zachodzie, w których wydawcy wydaje się, że czytelnicy nie przebrną przez tak duże książki, one są opisywane w stylu takich trochę “bryków”, ja jestem przeciwna.
To prawda, ale miałem na myśli modernizację języka samej książki.
To się dzieje i ten język jest uwspółcześniany, bardzo. Jeśli chodzi o polskich autorów – nie wiedziałabym jak to zrobić. To jest też kwestia tego, że musimy zrobić dużą kampanię, to trochę, jakbyśmy przywracali filmy z lat 20. czy 30., wspaniałe filmy, które są czarno-białe, w których mówi się innym językiem, już nie ruszymy. Myślę, że opowiadanie o tych książkach jednak poruszy pewną grupę czytelników. Ostatecznie być może są książki, które pozostaną jedynie na filologicznych wydziałach, no bo nie ma jak zainteresować nimi czytelników. To zbyt stary język, żeby zainteresować czytelników. Wierzę, że świadomość czytelnicza jest coraz większa, może to się nie odbija bezpośrednio w sprzedaży, ale ludzie czytają, opowiadają, dyskutują, są kluby, biblioteki. Szczególnie widzimy, że po pandemii ludzie wrócili do książek. Młodzież czyta bardzo dużo. Mamy w naszej grupie wydawniczej Wydawnictwo Młodzieżowe Jaguar, to są wzrosty 100-procentowe. Młodzież też czyta bardzo dużo komiksów. Ta młodzież dojrzeje kiedyś i skąd wiemy, czy czasami nie będzie modnie czytać “Zemstę” Fredry, bo będzie to język, który oni sobie sami przetworzą i zrozumieją. Wierzę, że czas nie będzie zabijał książki. Muszę w to wierzyć, bo muszę wydawać książki i to jest taka misja wydawcy, żeby wymyślić coś takiego i zrobić wszystko, żeby czytelnicy czytali nie tylko nowe książki. Wszystko powstało z czegoś. Dzisiejsi doskonali polscy, młodzi reżyserzy opowiadają nawet o swoich inspiracjach, na czym się wychowali, czego się nauczyli. To są książki, które czytali kiedyś, więc jakieś dobrodziejstwo z tego płynie. Zróbmy teraz tak, żeby i czytelnicy to dobrodziejstwo poznali i nie odrzucili tych przykładów. To jest też po stronie dziennikarzy, to jest też po stronie Ministerstw Kultury i Działań Bibliotecznych. Wiem, że takie działania są, szczególnie biblioteki budują kluby czytelnicze i pomagają bardzo, ale zawsze liczę na czytelników, którzy są jednak taką siłą, która myślę, że nie dopuści, by ta klasyka nie przetrwała
W jaki sposób Pani, jako wydawca, chciałaby stworzyć taki kanon książek, nie mówiąc o konkretnych tytułach, by nie kojarzył się on z listą szkolnych lektur?
Tak. To bardzo dobre pytanie. Mój sposób na to jest taki, że siadamy w redakcji, w grupie różnych osób wiekowo. Mamy osoby starsze, młodsze i wszystkie, które czytają i też są wydawcami. Rozmawiamy dużo o tym, co tak naprawdę powinno być w naszym kanonie marginesowym. Idea jest taka, by przywracać te najwspanialsze książki. Mamy pomysły, żeby jednak nie bać się objętości. Dlaczego czytelnicy mają nie czytać ,,Chłopów” Reymonta. Nie ma po prostu fantastyczniejszej lektury, bardziej zajmującej. I oczywiście nie zmienimy tej pewnej łaty, którą ,,Chłopi” mają na sobie – łaty lektury, łaty tego, że to są cztery tomy, że to jest grube, że to są cztery pory roku, a ile będę to czytał? Tego nie zmienimy, możemy pracować, żeby skupić uwagę czytelnika na czymś innym, nie na objętości. Przecież ludzie czytają grube, współczesne książki. Jeśli podamy im tych ,,Chłopów” z innej strony, pokażemy jakąś współczesność albo ważność tego tekstu i dla współczesnego czytelnika, i dla historii literatury, i dla kultury, to ludzie to zrozumieją. Tylko to trzeba zrobić w bardzo sprytny sposób, który pociągnie czytelników. Takie rzeczy chcemy przywracać. Na przykład fantastyczna ,,Ziemia Obiecana”. No bo kto teraz czyta taką ,,Ziemię Obiecaną”? Dlaczego jej nie ma w kanonie naszym? To jest niesprawiedliwe dla tej książki. I oczywiście, Proszę Państwa, ja nie jestem wariatką, która teraz próbuje Państwa namówić do czytania po prostu nudnych książek, tylko Państwo nam muszą zaufać, że my do tego kanonu postaramy się wybrać najbardziej wartościowe książki i takie, które rzeczywiście szybko przeczytamy. Część z nas sobie przypomni te teksty, a część z nas, nie oszukujmy się, przeczyta je po raz pierwszy. W starszym pokoleniu to były lektury, ale dzisiaj od wielu lat to nie są lektury albo czytamy tylko fragment jakiegoś bardzo dużego utworu.
Tak, szczególnie, że nie da się absolutnie wszystkiego poznać. Pamiętam, że kiedyś Umberto Eco powiedział, że bardzo dobrze zna Ulysses’a, ale nigdy go nie czytał.
Oczywiście, znamy książki, które sprzedawały się w wysokich nakładach, a często pewnie pozostawały na półkach. Tu jest jeszcze bardzo duża rola wydawcy i promocji, żeby nie pozostały na półkach, ale były na naszych szafkach nocnych i jeździły z nami w metrze, w pociągu albo w autobusie. Żebyśmy po prostu byli z tymi książkami. To są takie nasze naprawdę bardzo przemyślane tropy dotyczące ,,Nocy i dni” czy ,,Ziemi Obiecanej”. Chcemy wciągnąć w to reżyserów, twórców filmowych, pisarzy, którzy się na pewno inspirowali i mają ten warsztat, te lektury za sobą. Niech to będzie ,,Lalka” Prusa, przepiękny tekst, zupełnie fantastyczny, który też opowiada o pewnej świadomości kobiet. Niech to będzie też nie bardzo odległy kanon, niech to będą książki z lat 60., 70.. Mamy teraz chęć, żeby wznowić na przykład ,,Mszę za miasto Arras” Szczypiorskiego. By ten kanon był żywy, żeby nie było tak, że wznawiamy tylko książki stare z zeszłego wieku czy jeszcze dawniejsze. Nie. Niech ten kanon to nie będzie czas powstawania książek, tylko ważność tej książki, to ile ona zmieniła życie czytelnikom. Kiedyś naprawdę ważyły się na ich podstawie różne losy, kiedyś ludzie żyli tymi książkami. Jak w filmach z lat 60. czy 70, jak w sztuce. Naprawdę to było coś, co zbudowało to wszystko, co mamy teraz. Klucz jest więc taki, zawsze to jest decyzja wspólna, którą musi zaakceptować i młodszy redaktor, i starszy wydawca, żebyśmy wszyscy byli przekonani. Jeśli jedno z nas mówi ,,słuchajcie, już nie uratujemy tego tekstu, już to się zestarzało zupełnie, nie damy rady”, to odchodzimy od tego pomysłu, bo naszym celem jest też sprzedaż. My tych książek nie robimy na półki. Nikt nas nie finansuje, nie mamy żadnych dofinansowań do żadnych książek, a już na pewno nie do serii Marginesy Klasycznie, więc na końcu przyjdzie nasz Dyrektor Działu Handlowego i powie, że wybraliśmy niewłaściwy tytuł.
Chciałbym też spytać o medium, bo wiadomo, że czasy się zmieniają i ludzie nie kupują już tak często książek w twardej okładce. Jakie są inne sposoby, by dotrzeć do Państwa dzieł?
Chcemy, by seria była piękna, bo czytelnicy chcą mieć ładne książki na półkach, zbierają, ustawiają i przestawiają sobie grzbiety. Chcą mieć ładne książki i wcale się nie dziwię, bo też lubię mieć ładne przedmioty wokół siebie. Oprócz tego, robimy audiobooki, bo wielu czytelników słucha książek w samochodach, jadąc na wakacje, sprzątając. Ta dziedzina jest mocno rozwinięta w tej chwili. Wszystkie książki funkcjonują też w e-bookach. Mamy też różne sposoby pozyskiwania czytelników do zakupów, więc robimy bardzo często różne akcje promocyjne. To są książki, które można kupić niekiedy z dużym rabatem. Trzeba tylko śledzić nasze platformy i się temu przyglądać. Nie lubię drogich książek, nigdy w marginesach nie było drogich książek, nawet jeśli nam się to spinało na niewielkiej możliwości zarobku. Uważałam, że ważniejsze jest to, by czytelnik miał dostęp do książki, bo jako wydawczyni trudno mi znieść sytuację, że kogoś nie stać na książkę. Uważam, że to jest porażka, jeśli kogoś na książkę nie stać. Chciałabym, żeby wszystkich było stać na wszystkie książki. Marginesy się mieszczą na Żoliborzu w Warszawie i to jest taka dzielnica czytelników. Jest tam pewna księgarnia, która nazywa się ,,Najlepszą Księgarnią”. Otworzyła się zresztą w pandemii i, wiecie Państwo, tam sprzedają się wyłącznie tego typu książki, literatura, wcale nie tania. Oczywiście, pewnie mieszka tam bogatszy czytelnik, ale na pewno mieszka też mieszka tam czytelnik, który zostawi, ile może, żeby kupić książkę. Więc pamiętając o tym, by wszyscy mieli takie możliwości to i ,,Najlepsza Księgarnia” robi rabaty, my robimy rabaty i wiem, że w internecie przecież można kupić książki tanio. Cena okładkowa jest często jakąś wyjściową do już naprawdę zupełnie symbolicznej ceny, która nie wiem jak się opłaca dystrybutorom. Naprawdę, nie ma wymówki, że jest za drogo w tej chwili. Można znaleźć książkę w dobrej cenie.
Zapraszamy do znalezienia dobrej książki w dobrej cenie. Na razie są, zdaje się, trzy pozycje do zakupienia przez internet i w księgarniach, ale nadchodzi wiele więcej, więc czekamy na kolejne nowości.
Tak, już wkrótce nadchodzi drugi tom ,,Ann z Zielonych Szczytów”, to będzie drugi tom starej Ani z Avonlea pod nowym tytułem, jeszcze zostawimy Państwa z niespodzianką. Za chwilę też kolejna pozycja, doskonała, wiele lat niewznawiana książka, opowiadania wojenne Tadeusza Borowskiego ,,Proszę Państwa do Gazu”. My połączyliśmy w tym tomie dwa, czyli ,,Proszę Państwa do Gazu” i ,,Pożegnanie z Marią”, to kiedyś była lektura szkolna, ale widząc ogromne zainteresowanie społeczeństwa literaturą obozową, wiemy, że to jest coś wspaniałego, co nie może zostać niewydane. Potem Marii Dąbrowskiej ,,Ludzie stamtąd”, książka absolutnie fantastyczna i wspaniała. A potem to już niespodzianka i mam nadzieję, że zabierzemy się za większe objętości i książki, które wyszły z kanonu lektur, a powinny być czytane. Powiem Państwu tylko taką ciekawostkę, że w Warszawie, w kinie Iluzjon, odbyła się dwudniowa, czy trzydniowa nawet impreza poświęcona ,,Nocom i dniom” Marii Dąbrowskiej. Ilość osób, która przyszła na spotkania z aktorami, a jest to film sprzed 40 czy 50 lat, po prostu przerosła oczekiwania organizatorów. Widać, że ludzie chcą wrócić do klasyków. My tylko dajemy im taką szansę i wspierajcie nas Państwo w tym.
Będziemy wspierać. Dziękuję bardzo za rozmowę.
Dziękuję bardzo.
Pani Bovary – Flaubert Gustave | Książka w Sklepie EMPIK.COM
Sklepy cynamonowe – Schulz Bruno | Książka w Sklepie EMPIK.COM
Książka moich wspomnień – Iwaszkiewicz Jarosław | Książka w Sklepie EMPIK.COM
Anne z Zielonych Szczytów – Montgomery Lucy Maud | Książka w Sklepie EMPIK.COM






