Eliza Rycembel: Dowcip wobec wieczności

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Cześć, ja jestem Kuba, to jest Eliza. Znalazłaś się u nas z uwagi na to, że jesteś aktorką, jesteś sławna i ludzie chcą słuchać, co masz do powiedzenia na różne tematy.

Z tą sławą przesadziłeś chyba.

Jakbyś teraz się przeszła ulicą, to byś ze trzy osoby znalazła, które Cię znają.

Ja się z Tobą mogę założyć, że nie. Gdy idę do Planu B w nocy to może ze dwie osoby mnie rozpoznają.

To ja mam tak samo.

Ciebie pewnie z Edem Sheeran’em mylą.

Właśnie, bo doszliśmy do wniosku, że my z Elizą jesteśmy do siebie bardzo podobni.

Jesteśmy rodzeństwem.

Tak z dalekich krajów. Jesteśmy ten sam rocznik, ten sam kolor włosów i ten sam kolor oczu. Ja nie osiągnąłem jeszcze niestety żadnego sukcesu, a Ty masz już jakieś nagrody, więc jest to dość deprymujące, powiem Ci szczerze.

Myślałam, że to jakoś tak fajnie się uzupełnia i naciąga ze sobą.

W sensie, że ja jestem porażką życiową?

Wiesz przeciwieństwa się przyciągają. Myślę, że jestem w takim momencie, kiedy przeżywam dobry czas, w którym Ciebie ciągnę, a zaraz będzie odwrotnie i to Ty będziesz ciągnąć mnie.

Spytałem swoich znajomych o Ciebie.

Powiedzieli, że mnie nie znają?

Tak – nie znają Cię. Ale wiedzą, że jesteś aktorką. Na przykład, moja partnerka życiowa, powiedziała mi takie niemiłe pytanie: „słuchaj zapytaj ją, czy ona chciała być aktorką, dlatego że lubi żyć życiem innych ludzi”?

To nie jest niemiłe.

Pomyślałem, że to brzmi jakbyś nie miała swojego życia i po prostu cały czas chciałbyś być kimś innym.

Nie, ja tak nie czuję.

Ona jest taką osobą, że zagląda ludziom w okna i sprawdza, jak żyją.

Ja też tak czasami robię. Nie patrzę na to, jak żyją, ale bardziej, jak sobie dekorują mieszkania. To jest fajne pytanie. Gdzieś tam ciągle próbuję sobie odpowiedzieć na nie. Dlaczego akurat aktorstwo? To też nie był taki oczywisty wybór w moim życiu. Chyba jest w tym trochę prawdy. Lubię przeżywać inne życie i kreować jakąś postać, alternatywną rzeczywistość. To jest fajna zabawa. Ale to nie znaczy że nie mam swojego życia. W sensie jest Eliza Rycembel – prywatna i jest Eliza Rycembel – glina, aktorka.

To też jest interesujące, że Ty – jako aktorka i ja jako człowiek mamy swoje doświadczenia, które nas kształtują. W takim razie te doświadczenia, które Ty masz, doświadczenia udawania, że się martwisz, że Twoje dziecko umarło, to też w jakiś sposób Ciebie buduje, prawda?

To mnie buduje, to mnie kosztuje. Mam w głowie taki notesik wyimaginowany, w którym zapisuję różne rzeczy i sytuacje. Chyba, że to są konkretne zdania, które usłyszałam, wtedy muszę już to zapisać naprawdę. Nie mam aż takiej pamięci, niestety. Natomiast, to się faktycznie buduje później, zbiera się to całe doświadczenie i się tworzy modułowo.

Czy nie jesteś czasem zbudowana w takim razie na fałszywych wspomnieniach?

Kto z nas nie jest? To jest bardzo ciekawe. Myślę, że nie jestem zbudowana na fałszywych wspomnieniach, tylko na moich własnych. Z drugiej strony, nieraz mam sytuacje, w których z kimś rozmawiam, na przykład z moją przyjaciółką, z którą rozmawiałyśmy o gimnazjum i tak trochę ją wyśmiałam, że „o stara, czy Ty pamiętasz, że w gimnazjum nosiłaś takie okropne trampki do kolan?”. Ona na to, że nigdy nie nosiła takich trampek. Ja jej mówię, że pamiętam dokładnie, że nosiła takie trampki. Pytanie, która z nas kłamie, bo nie znalazłyśmy żadnych zdjęć, które stanowiłyby dowód. Nie wiem więc, które wspomnienia są fałszywe, a które nie. Wydaje mi się, że są prawdziwe, a moja przyjaciółka, Agata, je wyparła. Były to okropne trampki. Dobrzy aktorzy mają coś takiego, że potrafią opowiadać anegdoty, ja tego nie mam. Nie potrafię opowiadać historii. Nie nauczyłam się nigdy robić wstępu, rozwinięcia i zakończenia z puentą, z kropką na końcu. Tak samo z żartami. Gdy opowiadam żart i nikt się nie śmieje to muszę powiedzieć: „ej, to był żart i to jest koniec żartu”. Jakoś nigdy nie umiałam budować takiego napięcia.

Ale ja mam tak samo! W pewnym momencie przestaje mi się chcieć starać, żeby to jakoś opowiedzieć.

Dlatego tak się płynie z nadzieją, że to się jakoś idealnie skończy.

No właśnie. Ja jestem w ogóle bardzo niecierpliwy. Nie chce mi się ciągnąć historii. Wszystkie audiobooki słucham na 2.0 – nie mogę wytrzymać. Oni tak przeciągają te zdania.

No to może słuchasz złych audiobooków. Ja na przykład teraz słucham audiobooku, w którym jedna z aktorek bardzo szybko czyta.

Jakiego audiobooka teraz słuchasz?

Nie mogę powiedzieć.

Jesteś aktorką, więc może sama sobie czytasz?

<śmiech>

Ja na przykład słucham teraz Jakuba Małeckiego – książka „Dżozef”. Czyta to częściowo Łukasz Garlicki, który na dwukrotnym speedzie brzmi, jakby był na prawdziwym speedzie.

Naprawdę? Ja słuchałam Ani Dereszowskiej, która bardzo szybko czyta. Bardzo trudno jest mi ogarnąć. Ale to było wiele lat temu nagrane. Myślę, że dużo się zmieniło.

Fajne są te wywiady u nas, co?

Bardzo fajne. Fajnie, że jesteście. Fajnie, że Ty jesteś. Jeszcze w Fabryce Norblina.

A jak ogólnie u Ciebie z rzeczami? Wiem, że przyszłaś do nas pod pretekstem gadania o serialu.

Właśnie, po co ja tu przyszłam?

To jest filozoficzne pytanie. Po co gdziekolwiek się chodzi?

Właśnie, jakiś cel powinien w tym być, prawda?

Może przyszłaś, żeby mnie poznać, abyśmy się dotarli, że jesteśmy rodzeństwem, a potem nigdy więcej ze sobą nie rozmawiali przez najbliższe 20-ścia lat?

To też jest jakąś ładną relacją. W ogóle możemy się tak umówić, że tak co 20-ścia lat będziemy się spotykać. Ale serial, serial… – no, zrobiłam serial.

Tak – „Nieobecni 2”. Rozmawiałem z główną bohaterką tego serialu rok temu. Więc to jest niejako comeback. Serial jest ciekawy, bo jest to coś w stylu „magiczny, chory człowiek”, o sawancie, osobie chorej, ale pracującej.

Bardzo mi się podobał pierwszy sezon. Poruszenie tematu zniknięć, jest to takie nieoczywiste. To nie zawsze jest tak, że ktoś został porwany. Istnieje gigantyczna ilość osób, które postanowiły się wymiksować z rodziny, miasta, państwa – uciec, zmienić tożsamość z różnych, znanych tylko sobie powodów. To wydaje mi się bardzo ciekawe – co sprawia, że ludzie są gotowi podjąć taką drastyczną decyzję? Teraz, w drugiej części, wcielam się z kolei w zaginioną właśnie córkę Danuty Stenki. Jest to bardzo ciekawe wyzwanie, bo po obejrzeniu pierwszego sezonu, inaczej wyobrażałam sobie tę historię. Teraz, przy okazji drugiego sezonu, moje wyobrażenia zostały skonfrontowane i się nie sprawdziły, więc prawdopodobnie Państwu też się nie sprawdzą. Tym lepsza niespodzianka.

Może to jest kontynuacja postaci z „Bożego Ciała”?

Uciekła razem z księdzem?

Stwierdziła, że dosyć tej wsi.

Basta i do miasta.

Zresztą, jest to bardzo ciekawa historia niezależnie od aspektu osób zaginionych. Dziewczyna, która nie jest rozumiana w swojej wsi, jedzie do miasta, tam robi sztukę, której we wsi z kolei nikt nie rozumie. I jak im to przetłumaczyć? Tak jak w „Bożym Ciele”, jak im przetłumaczyć idee, z którymi nie są zaznajomieni na co dzień?

Jak nauczyć estetyki?

To tak jak moje gówniane wywiady. Pokażę to mamie, a mama powie „czemu nie możesz zadać pytania w stylu: co Panią inspiruje”?

Nie no to jest fajne. Nie zadajesz takich pytań, które słyszę regularnie, więc to bardzo miłe. Dziś przeczytałam, że 10 maja ma być premiera drugiego sezonu „Nieobecnych” i bardzo się ucieszyłam.

To wracając do serialu, rozmawiałaś z osobami, które postanowiły zniknąć?

Nie miałam okazji. Natomiast X lat temu, zanim powstał pierwszy sezon, mój znajomy pracował dla jednej z gazet, gdzie miał napisać artykuł o osobach, które podjęły właśnie decyzję, że się wypisują z życia i wyjeżdżają. Bardzo ciężko było dotrzeć do takich osób, natomiast udało mu się z kilkoma porozmawiać. Poprosiłam go o materiały, które wtedy zdobył. Artykuł się w sumie nie ukazał, bo miał za mało źródeł. Przeczytałam to jednak, posłuchałam wywiadów z Justyną Wasilewską, z osobami które pracowały przy pierwszym sezonie i jakoś wydało mi się to wystarczające. Wiesz, dostaję scenariusz, w którym jest opisane, co się wydarzyło i właściwie na podstawie tej historii buduję jakąś swoją relację. Nie muszę do tego jeszcze wymyślać dodatkowych rzeczy. To też było tak napisane, że właściwie nie miałam zbyt wielu pytań.

Ludzie z różnych przyczyn emigrują.

Tak i to jest niesamowite, bo też nie ma wieku w którym to się wydarza.

O czym chciałabyś jeszcze porozmawiać?

Może to ja zrobię z Tobą wywiad, bo jeszcze nigdy tego nie robiłam? Ostatnio brałam udział w koncercie dla Ukrainy i jak mieliśmy próbę, nałożyłam garnitur, żeby zobaczyć jak te światła będą wyglądać, to pierwszy raz poczułam się jak dziennikarka. Nie mam wykształcenia w tym kierunku, ale tak się czułam wchodząc pewnym krokiem, ogarniając wzrokiem to wszystko. Właśnie, a skąd w ogóle pomysł, żeby zrobić ze mną wywiad? Zmusił Cię PR TVN-u?

Musieliśmy wziąć „zapchaj-dziurę” na okładkę.

To wzięli kogoś kto czasem palnie coś głupiego, a czasem powie coś mądrego. Ja bardzo szanuję Twoją szczerość.

Pomyślałem, że byłoby fajnie, bo przeglądałem sobie wszystkie rzeczy, jakie robiłem dotychczas i miałem takie wrażenie, że nie będziesz. Zagrałaś w Osieckiej – Osiecką i nie dałaś sobie w kaszę dmuchać. Ale to nie było takie w złym ujęciu feministyczne, w tym znaczeniu, że „nie” dla wszystkiego, co kobiece, tylko to był pozytywny feminizm na zasadzie – „tak” dla wszystkiego, co jest moje. I tak samo w „Bożym Ciele”, czy też w „Ninie”. Pomyślałem sobie, że fajnie będzie zrobić z Tobą taki głupi wywiad.

Który mnie obnaży i pokaże mnie prawdziwą?

Że jesteś fajną, interesującą dziewczyną. I mimo, że jesteś w moim starczym wieku, nadal masz potencjał, który może ja też kiedyś zrealizuję.

Próbuj, może Ci się uda. Moim marzeniem życiowym jest być dowcipną osobą. Wydaje mi się, że jest to niemożliwe do osiągnięcia, bo już tyle lat próbuje.

Ale bycie dowcipnym to nie jest opowiadanie dowcipów.

Nie, zupełnie. Ale chciałabym mieć taką umiejętność. Oglądam dużo amerykańskich show i tam przychodzą gwiazdy, wiadomo kultura amerykańska jest trochę inna, ale te gwiazdy tam są trochę inaczej wychowane. W tej telewizji inaczej wypadają. Ty na przykład masz taka nawiązkę amerykańskiego prowadzącego. Dajesz taka swobodę i to jest super. Ale chciałabym mieć taką umiejętność, że wchodzę i umiem przeprowadzić elokwentną rozmowę i jednocześnie jestem w stanie tak to spuentować, ze wyjdzie z tego żart. A ja nie potrafię. Nie wiem czy to jest kwestia braku inteligencji czy braku dowcipu.

Wiesz co, ludzie mówią ze dowcipność jest cechą inteligentnych ludzi. Ale nie wszyscy inteligentni ludzie są dowcipni. To jest jak z kwadratem i prostokątem, że każdy kwadrat jest prostokątem, ale nie każdy prostokąt jest kwadratem.

Ale dobrze nas wyuczyli. I po co nam była delta i to wszystko? Ja bardzo dobrze zdałam maturę z matematyki, lubiłam matematykę.

I nie pamiętasz nic?

No może jakbym przysiadła do tego. Ja jestem wzrokowcem.

Eliza Rycembel, Jakub Wejkszner. Dowiedzieliśmy się dzisiaj dużo. Niespecjalnie tego, czego chcieliśmy. Dziękujemy.

Dziękuję!

Fot. Mat. Pras.

Reklama

Menel Kultury

Czasem wypada zastanowić się nad początkiem. Nad tą pierwszą chwilą,