Erwin Sówka. Malarz naiwny?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Znajomi śmieją się z jego żywych, pozbawionych perspektywy obrazów. Nie rozumieją malarskiej pasji, „dziecinnych” kompozycji Erwina Sówki. On sam mawia, że sztuka daje mu radość życia. Dzielnice Katowic miesza z nieistniejącymi budynkami. Nie identyfikuje się z malarzami naiwnymi, Nikiforem.

Górnik

Urodził się 18 czerwca 1936 roku w Katowicach. Całe dnie Erwin spędza w Giszowicach, typowym robotniczym osiedlu z wielkiej płyty. Życie w szarym bloku to codzienność chłopca, którego ciągnie do zajęć plastycznych. Planu o zostaniu malarzem na razie nie może wcielić w życie. Zostaje, jak rodzice i dziadkowie, górnikiem. Ma 16 lat gdy po raz pierwszy schodzi do szybu. Monotonną codzienność urozmaica sobie zajęciami w Domu Kultury „Wieczorek”. Władza ludowa popiera amatorską sztukę, kursy, na jakie uczęszcza Sówka. Zdarza się, że przychodzą na nie także znani artyści, tj. Teofil Ociepka.

Znajomość

Współzałożyciel Grupy Janowskiej zwraca uwagę na pochylonego nad sztalugami Sówkę. Pochwala go za wypełnione detalami, starannie wykończone obrazy. Zaczynają rozmawiać. Ociepka dowiaduje się, że chłopak jest górnikiem, tworzy dla zabicia czasu.

Teofil namawia go do wykonywania surowej sztuki. Sam chętnie sięga po okultystyczne, magiczne symbole. Mężczyźnie zaprzyjaźniają się, bywa, że Ociepka pojawia się na zajęciach bez zapowiedzi. W Erwinie widzi swojego następcę. Sówka po latach: „Zupełnie nie identyfikuję się z malarzami naiwnymi, w których sztuce (…) brakuje wzrastającego poziomu doświadczenia. Świat jest pruderyjny, czasem odbiorcom trudno przeniknąć i zaakceptować stylistykę moich obrazów, ocierających się w jakiś sposób o obsceniczność. Nie poddaję się żadnym pasjom, nie ulegam trendom. Istota kobiecości, uosabiająca boskość, energię kosmiczną, odpowiednik duszy, to główny temat w mojej twórczości, oprócz wątków górniczych i apokaliptycznych”.

Temat

Za radą przyjaciela Sówka pokazuje prace znajomym. To nie jest dobry pomysł, górnicy nie znają się na malarstwie, jednak nie zrażony opiniami Erwin dalej tworzy. Część obrazów wystawia w katowickim Domu Kultury, po latach jego dzieła trafią do zbiorów Muzeum Narodowego we Wrocławiu, katowickiego Muzeum Śląskiego i Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie. Jego nazwisko znajduje się również w Światowej Encyklopedii Sztuki Naiwnej. Znawcy i kolekcjonerzy uważają, że Erwin podejmuje takie same tematy co Ociepka. Może dlatego nierzeczywistym kompozycjom bliżej do realizmu magicznego niż do sztuki naiwnej?

Bohaterami wielu płócien są Giszowice i Nikisz. Sówka o Nikiszu: „Przeinaczam go tak, żeby pasował d moich kobiet. Bo kobiety i kobiece ciało pasują do tej architektury, dobrze się z nią komponują. W samym Nikiszu jest coś kobiecego, opiekuńczego. Choć sam jako taki mi się podoba, ulice jednakowe i ludzie się pozmieniali”.

Kobiety

Lubi je malować. Są tajemnicze, wyzwolone, nie przypominają postaci znanych malarzowi. Idealnie wyglądają na wpół realisyczno – magicznych na wpół prymitywnych obrazach. Sówka nazywa je babami.

„Malowanie bab daje radość życia, mogę sobie wymyślić, jaką chcę i na nią patrzeć”. Przyznaje, że czerpie z wyobraźni, to ona podsuwa mu ciekawe rozwiązania. Tak powstają m.in. „Eros”, „Dwie żony”, „Inana”, „W ogrodzie”, Narodziny uczuć” i „Życie wewnętrzne”. Jaskrawe barwy i prosty rysunek przywodzą na myśl dzieła Nikifora, Teofila Ociepki. Gdy po jakiś czasie Erwin zostaje obwołany jednym z najważniejszych prymitywistów na świecie mało kto protestuje. O malarzu kręci się filmy, a kiedy pod koniec stycznia 2021 roku Sówka umiera, o jego obrazy zabiega niejedna galeria sztuki. Erwin Sówka stał się artystą rozpoznawalnym. Chociaż nie zabiegał o sławę jego płótna znajdują się dziś w niejednej kolekcji dzieł sztuki. Postrzegał siebie jako twórcę kolorowych kompozycji, nie przepadał za przypisywaniem ich do konkretnych nurtów, stylów i kierunków.

Reklama