Michele della Valle. Koneser kobiecej biżuterii

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Nie potrafi obejść się bez widoku na jezioro. W studiu, w którym bywają najważniejsi klienci pojawia się długo przed czasem. Uwielbia ciszę i spokój, myśli wtedy o nowych projektach. Michele della Valle nie przestaje tworzyć, swoją pracę postrzega jako największą pasję.

Sztuka we krwi

Przyszedł na świat w połowie lat 50. w Rzymie. W jego rodzinie choć dyskusje o sztuce nie są niczym nadzwyczajnym, raczej nie rozmawia się o biżuterii. Sam Michele ma o niej mgliste pojęcie. Woli operę. W pobliskim konserwatorium uczy się klasycznego śpiewu, pragnie, podobnie jak Lucciano Pavarotti, którego jest fanem, zostać tenorem.

Ma 16 lat gdy zaczyna przygodę z projektowaniem biżuterii, jednak w dalszym ciągu teatr zajmuje w jego sercu najważniejsze miejsce. Michele nie przypuszcza, że za kilkanaście lat zostanie nazwany mistrzem genialnych klejnotów. Twórcą kreatywnych, śmiałych i oryginalnych wzorów.

Z miłości do biżuterii

Projektantem zostaje przez przypadek. W połowie lat 60. Michele, uczeń jednego z włoskich konserwatoriów muzycznych, zostaje zaproszony na premierę „Giselle”. Nie może oderwać wzroku od mieniącej się w świetle lamp biżuterii Elizabeth Taylor. Diamentowe brosze aktorka wpina nawet we włosy. Ta chwila w życiu chłopaka zmienia wszystko. Wie, że w przyszłości zajmie się tworzeniem podobnych przedmiotów. Gdy 10 lat później pojedzie do Birmy po najlepszej jakości minerały, nawet nie przypuszcza, że będzie to miejsce, do którego powróci nie raz. „W Indiach inspiracje są wszędzie, wystarczy otworzyć oczy i serce”.

Już od samego początku della Valle jest otwarty na nowe techniki, nie ogranicza się do jednego materiału. W wywiadach powtarza: „Jestem otwarty na nowe materiały lub klejnoty, np. poczerniane kwasem, jakiego użyłem do pary diamentowych kolczyków”. Niekonwencjonalne pomysły sprawiają, że Michele nie może narzekać na brak zleceń.

Emocje

Zanim sięgnie po ołówek długo podziwia kamienie. Ma ich tysiące, wcześniej za najpiękniejsze uważał rubiny i różnokolorowe szafiry. Dziś pochodzenie minerałów ma dla niego drugorzędne znaczenie, liczy się blask i wewnętrzna gra świateł. „Są kamienie półszlachetne, które mnie przyciągają i przekazują silne emocje. Lubię zestawienia kolorystyczne, i nie waham się łączyć drogocennych szmaragdów z pięknymi ametystami. Zieleń i fiolet to wspaniałe połączenie!”.

Projektant przyznaje, że uwielbia diamenty, mówi o nich, że „same w sobie są wszechświatem”. Za największy luksus uważa stworzenie biżuterii z niebieskich diamentów, na razie są one dla Michele za drogie, zastępuje je tańszymi topazami i akwamarynami. Ceni nieoczywiste wzory, motywy i kolory. W przerwie w trakcie wymyślania kolekcji rzuca: „Kiedy pracuję, staram się zamieniać emocje w biżuterię. Coraz częściej zauważam, że te emocje są przekazywane dalej. Jak w obrazie, posągu lub piosence. Jeśli utwór został zainspirowany silną emocją, ta energia zostaje dostrzeżona i wtedy biżuteria odniesie sukces”.

Gdy pracuje, della Valle prawie nie wychodzi z pracowni; stworzenie jednego precjozum zajmuje mu od trzech do czterech miesięcy. Jeśli wzór jest skomplikowany, praca trwa nawet rok. Mężczyzna mawia, że rytm i linię obecne w każdym klejnocie zawdzięcza operze. To najtrudniejszy moment pracy, ale i najbardziej satysfakcjonujący. Michele woli nieperfekcyjną wykonywaną ręcznie biżuterię od nudnych i przewidywalnych trójwymiarowych projektów.

Przesłanie

Każdy klejnot, jaki wymyśla jest jedyny w swoim rodzaju. Niesie przesłanie, projektant jak mantrę powtarza, że „biżuteria musi sprawiać radość”. Ważnym punktem jest dla niego rozmowa z klientami. Niemal każda kobieta marzy o prezencie, jaki Michele della Valle sprawił Sophii Loren: bransoletce zdobionej diamentami ułożonymi w napis: „Najpiękniejsza dziewczyna na świecie”. Podobnych projektów mężczyzna ma na koncie o wiele więcej; gdy na prośbę jednego z szefów departamentu biżuterii domu aukcyjnego Sotheby’s zgadza się wykonać kilka klejnotów, ilość zamówień rośnie w zastraszającym tempie.

Inspirowane naturą brosze, pierścionki i naszyjniki w kształcie zwierząt, kwiatów, bajecznych piór ptaków, owoców i warzyw to najważniejszy składnik stylu projektanta. Nie jedyny. Michele della Valle kocha zestawiać ze sobą różne barwy i kształty. Robi to w zachwycający sposób, a każda następna kolekcja jest coraz lepsza. Może dlatego niektórzy nazywają go znawcą kobiecej biżuterii?

Reklama