Hilma al Klint. Pionierka abstrakcji

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Kiedy tworzy nie zwraca na nic uwagi. Tak jest gdy wykonuje kobiece, bardzo intrygujące, czasem szokujące i dziwne akwarele albo uczestniczy w seansach spirytystycznych. Nie wyznacza sobie granic, o wiele bardziej woli przecierać szlaki innym. Może dlatego Hilma al Klint powoli staje się symbolem malarstwa abstrakcyjnego.

Dziewczyna, która widzi za dużo

Urodziła się 26 października 1962 roku w rodzinie o bogatych tradycjach w pałacu Karlberg w gminie Adelsö. Jej ojciec to wysoko postawiony, dobrze wykształcony marynarz, który od szwedzkiego króla otrzymuje tytuł hrabiego. Hilma ma więc wysoko postawioną poprzeczkę, jej rodzina chce, by zajęła się domem, rodzeniem dzieci i wyszła za bogatego mężczyznę. Ona sama nie wie czego pragnie. Lubi rozmawiać z wyimaginowanymi znajomymi, interesują ją rzeczy, na jakie inni nie zwróciliby uwagi.

Niektórzy patrzą na nią z niepokojem w oczach, Klint słynie z wyobraźni, potrafi godzinami opowiadać o tym co rzekomo widziała i doświadczyła. W wieku 18 lat wreszcie dopina swego, zdaje na studia malarskie w Królewskiej Politechnice (dzisiejsza Szwedzka Szkoła Sztuki, Rzemiosła i Wzornictwa). Świetnie się w niej odnajduje. Pilnie się uczy, jest jedną z niewielu kobiet, które otrzymują zezwolenie na udział w zajęciach.

Dziewczyna zakochana w Munchu

Prace Edvarda Muncha podobają się nielicznym. Rozciągnięte na płótnie twarze, mocne odcienie granatu, oranżu i żółci nie mogą podobać się zachowawczym Szwedom. Co innego Hilmie, malarce, która od razu dostrzega potencjał artysty, i która wyjawia, że płótna Muncha są „zwrócone ku wnętrzu”. Nikt nie zwraca na te słowa uwagi, jednak dopóki Klint tworzy realistyczne portrety może sobie mówić co chce. Jest rozchwytywana, jej prace podobają się większości. Kiedy przestanie malować realistyczne kompozycje nagle zostanie sama wśród sztalug i płócien. Nie przeszkadza jej to. Nigdy nie przepadała za tłumami, ma małe grono znajomych, którym ufa.

Dziwna dziewczyna

Takie opinie na temat Hilmy słychać coraz częściej. Ona sama nie zwraca na nie uwagi, właśnie pochłaniają ją modne seanse spirytystyczne i wywoływanie duchów. Co tydzień zaprasza do siebie znajomych, skład grupy stale się zmienia. Lubi te spotkania. Wymiana poglądów, oryginalnych myśli sprawia, że coraz bardziej ciągnie ją w stronę pisma automatycznego i psychoterapii, która szczyt popularności osiągnie kilkadziesiąt lat później.

W trakcie jednego z seansów Hilma tworzy poskręcane linie, spirale i serpentyny we wściekle jaskrawych kolorach. Z czasem na kartkach papieru zaczynają pojawiać się proste figury geometryczne, które podobnie jak abstrakcyjne wzory mają dla niej niebanalne znaczenie. Odcienie żółci i błękitu oznaczają odpowiednio mężczyznę i kobietę, inne kolory symbolizują jedność, a serpentyna ewolucję. To wszystko sprawia, że jej prace traktowane są jako dziwne i dość szokujące.

Dziewczyna malująca abstrakcję

W 1906 roku tworzy swoją pierwszą abstrakcję. Kiedy po raz pierwszy zanurza pędzel w wodzie już wie, że to dobry pomysł. Łączące się ze sobą kolory i dobra znajomość geometrii sprawiają, że Hilma wymyśla bardziej świadome prace. Inspiracje? Medytacja, słowa i przeczytane lektury. Tych ostatnich kobieta ma na koncie sporo; zanim przystąpi do pracy, wsłuchuje się w siebie. Tylko dzięki takiej zaprawie może przetrwać długie tygodnie zamknięta w jednym pokoju. Klint nie ma złudzeń, jej sztuka jest zbyt nowatorska, by spodobała się publiczności. Tworzy w ukryciu, o malarstwie abstrakcyjnym wiedzą nieliczni.

Jest wśród nich Rudolf Steiner, wieloletni przyjaciel, członek Towarzystwa Antropofizycznego. Steiner krzywi się, gdy widzi płótna pełne kolorowych plam i groźnie wyglądających spirali. Nie podoba mu się ani „Świątynia”, cykl niemal 200 obrazów, ani akwarele czy rysunki. Kolejna seria płócien złożona z 82 prac także nie przypada mu do gustu. Mówi Hilmie, by dała sobie spokój z rewolucyjnymi, kontrowersyjnymi dziełami sztuki. Ta nie zamierza tego robić.

Dziewczyna, która nie przestaje pracować

Na początku lat 20. Klint znajduje nową pasję: są nią rośliny. Do figur geometrycznych wplata motywy roślinne, przez co jej kompozycje wydają się coraz bardziej nieokiełznane. Przez jakiś czas wykonuje mniej dzieł, bliscy cieszą się, że znowu powróci do realistycznych, przynoszących dochody obrazów. Hilma nie mówi jednak ostatniego słowa. Zapełnia kartki kolorowymi bazgrołami, w ten sposób powstaje ponad 1200 kompozycji. Jakiś czas potem pochłaniają ją „Studia nad życiem duchowym”. To ostatni cykl artystki, która 21 października 1944 roku ginie w wypadku drogowym. Po śmierci Hilmy okazuje się, że kobieta spisała testament. Wszystkie obrazy trafiają do bratanka, ale ten nie może ich pokazać przez 20 lat.

Klint przeczuwała, że jej prace wywołają spore poruszenie. W latach 80. odbywa się pierwsza wystawa zbiorowa artystki, której prace przechodzą bez echa. Przez wiele lat nikt nie słyszy o Hilmie, a gdy w 2012 roku obrazy zostają przekazane amerykańskiej MoMie, muzeum odrzuca wszystkie kompozycje. Powód? Zbyt oryginalne, nie pasujące do niczego prace. Kilka lat później niezapomniane dzieła Hilmy al Klint przyciągają miłośników sztuki z całego świata. Wystawa w nowojorskim Guggenheim Museum przyciąga rzesze fanów artystki. Kobiety, która jako pierwsza odkryła abstrakcję, i która nie zważając na zdziwione spojrzenia dalej robiła swoje.

Reklama