Za co lubię miasto latem?

KAROLINA KOŁODZIEJCZYK

miaso_latem_baner

Przystąpienie do pisania tego tekstu w samym środku deszczowego lipca było niemałym wyzwaniem. Na chwilę musiałam odłożyć swoje nienawistne myśli skierowane w stronę polskiego lata i zamiast tego przypomnieć sobie, dlaczego właściwie nie warto od razu uciekać z naszych miast czy też w ogóle – z kraju, gdy tylko w kalendarzu ujrzymy czerwiec. Zapraszam Was więc do tej zabawy razem ze mną. Mam nadzieję, że czytacie to w nieco bardziej sprzyjających doświadczaniu wakacji okolicznościach.  

Życie

Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy, gdy myślałam o temacie tego tekstu, była dość banalna: miasta latem żyją. Co prawda z miast typowo studenckich nagle wyjeżdżają tłumy dwudziestolatków, ale w zamian za to przyjeżdżają przecież turyści, zmieniając na moment charakter tych miejsc. Tak czy siak latem wszędzie jest dużo ludzi. Spacerują, biegają, jedzą późne śniadania, wystają w kolejkach po lody, kryją się z otwartym piwem przed policją, tańczą na silent disco i chodzą zakochani po parkach. Latem w mieście czujesz, że to właśnie tu toczy się życie i że wystarczy, żebyś wyszedł z domu, a nic ważnego Cię już nie ominie.

Zapachy

 
Reklama

Letnie zapachy są wyjątkowe. Tylko w upalne, wakacyjne dni w powietrzu mieszają się te przyjemne akcenty: słodko-gorzkie nuty Aperola, woń świeżo skoszonego trawnika, zapach skwierczącej na grillu kiełbaski, z tymi mniej przyjemnymi: smrodem moczu oddanego w nieprzepisowym miejscu przez jakiegoś imprezowicza czy odorem gnijących na słońcu śmieci. Fajna metafora życia, nie tylko letniego. 

Rzeka 

Woda to dla mnie coś, co potrafi zdefiniować funkcjonowanie miasta, szczególnie latem. Wokół rzek tworzy się epicentrum spędzania wolnego czasu. Mam wrażenie, że poza ochłodzeniem, którego oczywiście teraz szukamy, woda w mieście zaspokaja też w pewnym stopniu naszą tęsknotę za nadmorskim klimatem. Dlatego przesiadujemy w beach barach, tańczymy na warszawskich schodkach, grillujemy na wyspach czy wreszcie – wypożyczamy kajaki i łódki, by jeszcze mocniej poczuć obecność wody. 

Sport

Zimą i jesienią dla wielu z nas jakakolwiek aktywność fizyczna jest czymś, do czego musimy się mniej lub bardziej zmuszać, a wyjście na siłownię raz w tygodniu staje się ważnym osiągnięciem. Latem jednak sporty przychodzą nam naturalniej – pewnie dlatego, że możemy uprawiać je na świeżym powietrzu, korzystając z wyczekiwanego słońca. W wielu miastach organizowane są zajęcia jogi pod chmurką, wszędzie można natknąć się na biegaczy i skaterów, a rower staje się podstawowym środkiem transportu. 

Miłość

Trochę cliché, ale mówiąc o lecie, nie da się ominąć tego wątku. Miłość dominuje wakacyjny krajobraz miast. Nawet jeżeli to szybka, klubowa „miłość”, taka na jedną nieprzespaną noc, to latem jest w niej coś chociaż odrobinę magicznego. Nie wiem, czy to te pocztówkowe zachody słońca, poczucie beztroski i wolności, rozgrzane od słońca ciała, ale wakacyjne noce sprzyjają nowym znajomościom. No i nic tak nie wzrusza jak widok pary staruszków trzymających się za rękę, drepczących powoli rozzielenionymi alejkami parku. 

Zieleń

I tak zgrabnie dotarliśmy do ostatniego punktu mojej listy, czyli miejskiej zieleni. W obliczu panoszącej się wszędzie betonozy, każdy, nawet najmniejszy skrawek natury, jest na wagę złota. Parki, lasy, skwery dają wytchnienie od gorąca i są lekiem na wielkomiejskie przebodźcowanie. I chociaż życzyłabym sobie, żeby w polskich miastach było tej natury zdecydowanie więcej i żeby stanowiła urbanistyczną bazę, a nie wciśnięty między nowoczesnymi apartamentowcami dodatek, to i tak jestem za nią wdzięczna. Lubię te urodzinowe pikniki, karuzele wypełnione dzieciakami w parkach, pieski spacerujące po lesie. Czuję wtedy właśnie to, od czego zaczęłam ten tekst – życie. 

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE