Bartek Gelner: Wolność!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Jakub Wejkszner: Spotykamy się dzisiaj za sprawą Netflixa i „Gier rodzinnych”. Moje wrażenia po obejrzeniu trailera były takie, że to może być kupa. I zastanawiam się czy ty też tak pomyślałeś? Że to może być kolejna, zwykła komedia romantyczna.

Bartek Gelner: Nie zastanawiałem się, bo zawszę biorę pod uwagę obsadę i inne osoby, które oprócz mnie będą brały udział w produkcji. I tym, co zachęciło mnie do wzięcia udziału w tym projekcie byli Eliza Rycembel, Iza Kuna, Agnieszka Suchora, Paweł Deląg, Edyta Olszówka, Marcin Korcz. Jeżeli słyszysz te nazwiska i wiesz, że będą brały w tym udział, to czujesz się zachęcony. Zastanawiałem się, jak Łukasz Ostalski i Mikołaj Łebkowski, czyli reżyser i operator ugryzą temat wydarzeń, które miały miejsce w ciągu  siedmiu, ośmiu miesięcy. Super im się to udało. Mnie się ten serial bardzo podoba w obrazku. Uważam, że jest bardzo dobrze zrealizowany i “idzie się” za tą historią. Gdy zaczynasz projekt nie wiesz, czy to się uda czy nie. Możesz świetnie zagrać, a cała reszta będzie kupą. I odwrotnie, bo możesz zagrać strasznie, a później na montażu może się okazać, że nie jest aż tak źle. Wcześniej nie pracowałem z Łukaszem, ale bardzo dobrze się dogadaliśmy, on miał super pomysł na ten serial. Nigdzie nie możesz zaczynać pracy z takim nastawieniem, że to chyba będzie kupa, tylko robisz wszystko, żeby to było zajebiste.

Może to zabrzmi dziwnie, ale ja byłem bardzo wkręcony w to, kto jest ojcem dziecka. To jest dla mnie nienaturalne, bo ja zazwyczaj nie oglądam takich rzeczy, ale tutaj zostało to poprowadzone w bardzo ciekawy sposób.

Scenariusz, który napisała pani Pilaszewska jest naprawdę dobry i te cliffhangery, które nie zawsze w polskich produkcjach wychodzą tak jakbyśmy chcieli sprawiły, że naprawdę chce ci się dalej oglądać. To zostało bardzo ciekawie zrealizowane. Ja jestem z tego serialu bardzo dumny.

Jeśli chodzi o samą fabułę, to ona jest o tyle ciekawa, że pokazuje taką pigułkę polskiej rodziny. Rodziny, która w polskim serialu nie jest aż tak często pokazywana.

Zdaję sobie sprawę, że rodzina zaprezentowana w serialu to jest raczej wielkomiejski przykład klasy średniej natomiast   ich problemy są realne. Serial prezentuję wersję “na bogato”, ale też z emocjami i relacjami międzyludzkimi. Jest tam na przykład wkurzający ojciec, który ma swoja firmę. Jest ostry i ostrzy też swojego syna, nie chce dać mu wolności. Z drugiej strony syn – postać grana przez mnie – trochę z wygody idzie w ślady ojca, czyli na medycynę. Mam wrażenie, że takie sytuacje też są bardzo częste. Dzieci lekarzy czy prawników wchodzą w to samo i mają na to swój pomysł, albo wręcz przeciwnie – są tym znudzone.

Według mnie ten serial jest taki ciekawy, bo łączy w sobie dwie rzeczy. Komentarz społeczny, który nie jest komentarzem politycznym. To nie jest tak, że ci ludzie żyją tematami, które ciągle widzimy w telewizji. To często są problemy telewizyjne, oddalone od nas. Natomiast ten serial wchodzi tam, gdzie ludzie są najczęściej. W kalkę codzienności która – wydaje mi się – nie jest zagospodarowana we współczesnym kinie. Szczególnie w Polsce.

Problematyczna w serialu na pewno okazuje się ciąża. Bo ciąża jest problematyczna dla kobiet w szczególności, ale pewnie dla mężczyzn też. Bo stresują się na przykład tym, czy to jest na pewno ich dziecko, jeśli partnerka miała kilku partnerów seksualnych. W „Grach rodzinnych” właśnie taka sytuacja ma miejsce. Przez wszystkie 8 odcinków zastanawiamy się, czyje to jest dziecko. Uważam, że ten serial, w dobrym tego słowa znaczeniu, jest przyjemny i lekki. Ma dobry plot fabularny, jest bardzo dobry montaż, zdjęcia i muzyka. Wszyscy doskonale odnaleźli się w swoich rolach. Mam wrażenie że dogadaliśmy się z Piotrkiem Packiem, Elizą Rycembel, Gosią Mikołajczyk. Wszyscy ci aktorzy mieli swój pomysł na te postaci i to bardzo dobrze zażarło. Jest to serial, w którym można siebie zobaczyć, bo mamy sytuacje organizowania wesela, ślubu, rodziców w tym wszystkim. Zawsze mnie to zastanawia – gdy jesteś w relacji partnerskiej, poznajesz drugą stronę rodziny i z założenia musisz tę rodzinę polubić. Często jest też tak, że ci rodzice muszą polubić rodziców partnera swojego dziecka. Czwórka ludzi z teoretycznie dwóch różnych światów, którzy muszą znaleźć wspólny temat do rozmowy. To jest absurdalne. Powinniśmy się cieszyć tym, że w ogóle dwójka ludzi dogaduje się na wielu poziomach ze sobą i chce nawiązać relacje. I nie dokładajmy do tego jakiegoś obowiązku, że babcia z inną babcia muszą koniecznie się polubić i trzeba je usadzić przy jednym stoliku na weselu. Najczęściej to jednak nie wychodzi,  więc wydaje mi się, że w tym tkwi super motyw poruszony w serialu.

W takich sytuacjach ciężko poznać drugiego człowieka. Nie wyskoczysz z teściową na piwo.

Dokładnie, można do niej pojechać na weekend czy święta, ale z drugiej strony ten karp zawsze będzie smakował inaczej, no i zaczynają się problemy. Ja mam tak w życiu prywatnym, że gdy jestem w jakiejś relacji, to nie mam ciśnienia, żeby poznawać rodzinę drugiej strony. Nie dlatego, że z założenia się czegoś obawiam, tylko niekoniecznie oni muszą się odnaleźć w mojej energii, a ja w ich.

Z drugiej strony to jest dla nas naturalne, przynajmniej historycznie, że łączą się rody pokoleniowe. To jest w nas zakorzenione.

Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach próbujemy swoje życie budować na nowo.

Masz wolnościowe podejście do życia?

Ja mam bardzo wolnościowe podejście do życia. Raz zostałem na święta w Warszawie, spędzałem je poza domem rodzinnym i funkcjonowałem w swoim rytmie, to było bardzo ciekawe doświadczenie. I nawiązując do serialu, tam nie ma przestrzeni na własny timing. Tam wszystko jest jakieś wymuszone – np. jak jest dziecko, to musi być ślub i tak dalej. W „Grach rodzinnych” jest ciekawy wątek księdza i siostry Beatrycze. Bardzo dużo delikatnych, świetnie zagranych smaczków. Dominika Kluźniak z Czarkiem Kosińskim zagrali to wybitnie, próbując dyskutować o emocjach w kościele.

Niezależnie od tego jakie mamy podejście – tradycjonalistyczne czy nowoczesne – w tym serialu wszystko jest przedstawione w zjadliwy sposób. Nie ma tam żadnej oceny zachowań.

Bardzo dobrze powiedziane, ten serial nie ocenia. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie ma czegoś na sumieniu. Możemy znaleźć własnego bohatera. Wszystkie wątki z każdym kolejnym odcinkiem dobudowują piętro kolejnej możliwości, kolejnej perspektywy, zobaczenia tej konkretnej sytuacji. Mnie się to bardzo podoba.. W dzisiejszych czasach, przy polaryzacji społeczeństwa, rzucanie jakiś tez serialu, że ci są dobrzy, a ci są źli nie jest dobre, bo już nikt nie ma na to siły.

Porozmawiajmy o twojej postaci, która jest bardzo ciekawa. Jest bananowym dzieckiem, ma typowo roszczeniowe podejście do swoich rodziców, ale jednocześnie ma stronę wrażliwca. Jest trochę takim małym chłopcem, który nie mógł do końca dorosnąć.

Z jednej strony on jest pod kloszem – ma piękny dom, dużo pieniędzy, ale z drugiej strony ten wewnętrzny i cichy rozłam rodziny wzbudza wątpliwości, czy nie lepiej jednak mieszkać na 50 metrach z rodzicami, którzy jednak nie kłócą się przez cały czas. Mam wrażenie, że mój bohater i jego rodzina  to ludzie   wyrzuci z emocji w stosunku do siebie . Nic do siebie nie czują, ale jest im tak wygodnie – to są trochę takie wiecznie trwające prowizoria. Dla gościa, który wychowuje się w takim systemie musi to być kompletnie destrukcyjne. Myślę, że dlatego pojawiają się używki,  problemy z emocjonalnością, miłości na jedną noc. To było bardzo interesujące, wcielić się wtak wielowymiarowąpostać. Jestem bardzo dumny ze sceny do muzyki Rammstain, to było apogeum frustracji. Janek jest bardzo złożony i wrażliwy, wpadł w jakąś czarną dziurę. Poszedł na medycynę, bo myślał, że tak będzie łatwiej, trochę machnął ręka na swoje życie i mam wrażenie, że obudził się po czasie. Niektórzy ludzie stwierdzają, że chcą zmienić swoją ścieżkę, zburzyć to co mają i zacząć od nowa, bo rzeczywistość w której funkcjonują jest niewygodna. Ale Janek nie ma w sobie na tyle siły, żeby to zostawić. Niestety poszczególnym jednostkom z tego pokolenia brakuje odwagi czy też siły, aby wyjść z tego systemu, który totalnie ich wciąga i najprawdopodobniej przemieli.

A jakbyś miał powiedzieć coś dobrego o systemie?

Przyszło nam żyć w bardzo dobrych czasach. Miasto w którym funkcjonuję się rozwija, widzę jak to wszystko rośnie. Nie wchodząc w politykę  – nie jest źle.

„Gry rodzinne” już 31 sierpnia wchodzą na platformę.

Z czystym sumieniem mogę zaprosić na serial ze swoim udziałem.

Fot. Michał Buddabar

Reklama

Menel Kultury

Czasem wypada zastanowić się nad początkiem. Nad tą pierwszą chwilą,