Eliza Rycembel: Aktorstwo to też praca

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Anna Tatarska: Jest mi bardzo miło gościć cię w studiu AnywhereTV w Fabryce Norblina. Tym bardziej, że będziemy rozmawiać między innymi o twoim nowym serialu. W „Grach rodzinnych” grasz młodą, wchodzącą w dorosłość dziewczynę – Kaśkę. Gdy byłaś młodsza, myślałaś o tym jak to jest być dorosłą? Wyobrażałaś to sobie?

Eliza Rycembel: Nie wyobrażałam sobie tego. Interesowałam się biologią i chemią, chciałam iść na studia medyczne, ale jednocześnie śpiewałam, tańczyłam, ocierałam się gdzieś o teatr i aktorstwo, bardzo nieświadomie. To było moje hobby, a nie pomysł na życie. Więc wyobrażałam sobie, że będę leczyć ludzi, pomagać im. Poszłam trochę inną drogą. Świat mi pomógł i sprawił, że wylądowałam w teatrze. To się okazało pomysłem na życie. Potem dostałam możliwość grania w filmach i serialach. Stwierdziłam, że to jest właśnie to miejsce, w którym chcę być i lepiej bym sobie nie wyobraziła tej przyszłości w tamtym momencie.

Więc to jest coś, co się z serialową Kaśką łączy, bo ona jest studentką medycyny – niesamowicie zadowoloną z tego, że się na te wymarzone studia dostała.

Tak, jest tym bardzo podekscytowana. Chce jak najszybciej otworzyć swój gabinet i pracować.

Pojawia się nawet pomysł, aby specjalizować się w patologii.

Ciekawe jest to zafascynowanie martwym ciałem. To akurat mnie z nią nie łączy, bo ja myślałam o neurologii i psychiatrii. O żywym człowieku, z którym mogę przeprowadzić wywiad i spotkać go przede wszystkim. W przypadku Kaśki zawsze był duży nacisk ambicjonalny. Kiedy sobie ją wyobrażałam, to zależało jej na tym, żeby zrobić jak najwięcej specjalizacji i być w tym jak najlepszą.

Ja trochę tę jej fascynację rozumiem, bo mój tata jest chirurgiem. Pamiętam, że jako dziecko uwielbiałam w tajemnicy przed nim oglądać albumy na których były zdjęcia sekcyjne. Akurat ze studiami Kaśka problemów nie ma, ale powiedzmy, że…

Ma problem ze sobą i z życiem.

Dość niezwykły i wielotorowy. Pojawia się wątek konfliktu ambicji z życiem prywatnym. Ona ma problem z tym, gdzie ustawić ten środek ciężkości.

To jest jedno, ale drugie to to, że ona sama nie wie kim tak naprawdę jest. Wie, że chce studiować medycynę i to jej sprawia przyjemność, ale ma duży problem ze zrozumieniem siebie. Jest bardzo młodą osobą, która potrzebuje rozmów i przepracowania problemów z których nawet nie zdaje sobie sprawy. Myślę, że ten serial traktuje się jako preludium do jej przemiany. Spotykamy ją w momencie, kiedy jest totalnie zagubiona, musi konfrontować się ze skrajnymi sytuacjami. Ona jest w ciąży i główne pytanie brzmi – kto jest ojcem tego dziecka? Z jakiegoś powodu decyduje się tego nie zdradzać. Z mojej perspektywy jest to dziecinna zagrywka, ale dzięki temu łatwiej było mi bawić się w tę postać.

Pomyślałam, że jest w kluczowym momencie życia, zbudowała pewną iluzje i tak się jej kurczowo trzyma, że to niemówienie co się naprawdę wydarzyło jest częścią budowanego przez nią mitu.

Ona jest jeszcze jedną nogą w byciu dzieciakiem, a drugą nogą w byciu kobietą, która musi się skonfrontować z dorosłością. Ona sama nie wie kogo kocha, w jaki sposób kocha i co to właściwie jest miłość. Mnie się wydaje, że ona nie potrafiła sobie odpowiedzieć na te pytania. Dlatego pojawia się na drodze Kaśki kilka postaci, żeby pomóc jej zrozumieć, czego w tym życiu chce.

To z jednej strony jest bardzo specyficzna historia – konkretni bohaterowie, konkretne wydarzenia, ale ja widzę tutaj uniwersalny trop. Młoda kobieta, która z jednej strony wychodzi z jakiejś rodziny i konfrontuje się z oczekiwaniami społecznymi. Z drugiej strony desperacko chce wiedzieć kim jest i co jest dla niej ważne. To jest dość uniwersalny trop, prawda?

Ja zawsze patrzę na Kaśkę przez pryzmat jej relacji z rodziną. Matka, z którą pozornie jest blisko – tam brakuje jakiejś głębszej rozmowy. Konflikt rodzinny wynikał z tego, że one nie rozmawiały ze sobą szczerze. Oglądając ten serial widzę, że tam zabrakło dosłownie jednego zdania i wysłuchania tej drugiej strony. Matka z Kaśką są bardzo podobne do siebie. Ścierają się przez to, zamiast usiąść przy kawie lub winie i szczerze, z czułością i pogłębieniem porozmawiać.

Twoich rodziców grają Iza Kuna i Marek Kalita, dwójka świetnych aktorów, którzy też mają fantastyczną chemię na ekranie. Patrzyłam na to i w głowie miałam wywiad o rodzicielstwie rodem z  Wysokich Obcasów. Trochę o tym jak rodzice – najczęściej nieświadomie – obciążają dzieci bardzo toksycznymi rzeczami. Oczekują, tak jak w przypadku serialu, że dziecko będzie plastrem na konflikty z partnerem.

Myślę, że bycie rodzicem to ciężka rola, bo dziecko zawsze będzie miało do niego pretensje. Czy będzie wychowywane wolną czy twardą ręką, to zawsze i tak coś sprawi, że nadejdzie moment buntu. Kaśkę dopada ten bunt nie w nastoletnim okresie,  tylko ona przeżywa kiedy idzie na studia. Więc te systemy się ze sobą przeplatają.

Pojawia się też wątek bycia przygotowanym do dorosłego życia, cokolwiek to znaczy. W życiu bywa inaczej, tak jak w życiu aktora. Teoretycznie szkoła powinna cię w pełni przygotować do funkcjonowania w tym zawodzie. Jest tak?

Bardzo trudno mi na to odpowiedzieć, bo miałam to szczęście, że pracowałam  zanim poszłam do szkoły. Miałam styczność zarówno z teatrem, jak i z planem filmowym. Spotykałam tam bardzo czułych i wspierających ludzi. Dlatego szkoła nie była miejscem, w którym łapałam kontakty. Na pewno pomogła mi zdobyć odpowiednie narzędzia, zahartowała mnie. Sprawiła, że wiem czym powinna być ta szkoła i zawód – a powinien być przede wszystkim zabawą i niczym co sprawiłoby, że będę źle traktowana. Miałam profesorów, z którymi bardzo źle mi się pracowało, którzy próbowali nas łamać. Nie mam o to pretensji, bo pewnie sami przez to przeszli.

To chyba trochę pokoleniowy problem.

Tak, ale to się zmienia. Spotkałam też nauczycieli, którzy bardzo mnie wspierali i dodali mi skrzydeł. Ta zabawa wyklarowała mi się w głowie na trzecim roku, po spotkaniu z Mają Komorowską i profesorem Chrapkiewiczem – mogę zrobić wszystko, zaryzykować, wskoczyć na stół i się wygłupiać. Stwierdzić, że to nie pasuje, a nie siedzieć i myśleć co mogę, a czego nie.

Istnieje krzywdzący stereotyp na temat relacji między aktorkami. Że jest to jakiś rodzaj rywalizacji – o to która bardziej, a która lepiej. Mam wrażenie, że tutaj trafiłaś na takie partnerki, z którymi budowałyście coś wspólnie i czerpałyście wzajemnie do siebie.

Mam szczęście spotykać aktorki na planie, które są partnerkami. Są albo mentorkami, albo partnerkami. Tak jak Iza Kuna, która jest dla mnie inspiracją. Reprezentuje taki rodzaj aktorstwa i kobiecości, który bardzo mi odpowiada.

Czy różnice pokoleniowe to jest coś, co trzeba zasypywać? Bo w dyskusji o zmianach w branży kwestia przynależności do konkretnego pokolenia z całym pakietem zasad jest dość istotna. Czy aktorzy czują tę różnicę?

Ja ją czuję na poziomie słów których używamy, zwrotów czy metody pracy. Chociaż wydaje mi się, że to nie przynależy do konkretnego pokolenia, ale do indywidualnej osoby. To, co ja robię sobie z różnic pokoleniowych, to jedynie z nich żartuję.

Przyjęło się, że młodsi uczą się od starszych. A czy starsi uczą się od młodszych?

Mam nadzieję. To jest zdrowe partnerstwo – obserwujemy się wzajemnie, jesteśmy ze sobą. Żyjemy w czasach obalania tej hierarchii, w której starsi aktorzy są  naszymi autorytetami. Ja nie mam temu nic przeciwko, bo sama mam osoby, które są dla mnie wzorami do naśladowania, albo osobami, z którymi bardzo chciałabym pracować. Wydaje mi się, że najważniejsze w tym wszystkim jest partnerstwo i porozumienie. Żeby obalać trochę tę hierarchizację, ale oczywiście z szacunkiem.  Jeżeli na planie spotkam starszą aktorkę to przywitam się i z chęcią posłucham jej feedbacku, nie będę przekraczać pewnych granic, ale to dotyczy każdego człowieka.

Ale nie powinno być tak, że jeśli ona jest starszą aktorką z pozycją, to przyjmiesz wszystko bez mrugnięcia okiem?

Ja tak uważam, ale myślę, że różnie bywa.

Myślę, że to dobre podejście. Życzyłabym sobie, żeby każdy był asertywny – oczywiście z zachowaniem odpowiedniego poziomu empatii.

To jest trudne do osiągnięcia, asertywność bez chamstwa. Miałam z nią duży problem, musiałam wiele godzin poświęcić na to, żeby zrozumieć – tak jak Kaśka – kim jestem, czego chce i jak chciałabym, żeby mnie traktowano. W związku z tym jestem teraz w stanie postawić te granice.

Jesteś w specyficznym położeniu, tak jak wszyscy aktorzy. Z jednej strony masz siebie, swoje życie i swoje granice, ale też notorycznie znajdujesz się w wykreowanej sytuacji, gdzie te granice stawiane są przez innych ludzi. Czy to jest taki mięsień, który rozwijasz na początku kariery?

Całe życie go rozwijasz. To jest odwieczna praca – są momenty, w których jesteś psychicznie w lepszym momencie i dużo łatwiej przychodzi ci stawianie granic. Później przychodzi taki moment, w którym człowiek jest słabszy i bardziej podatny na wpływy innych osób. Dlatego to jest proces, który powinien trwać przez całe życie.

„Gry rodzinne” to produkcja Netflixa, czyli międzynarodowej korporacji. Wiąże się z tym to, że zasady pracy są zunifikowane dla całej produkcji. Ważnym tematem, który wypłynął – wydaje mi się przy „Sexify” był koordynator do spraw intymnych. To jest chyba już w przypadku produkcji Netflixa standard, przy „Grach rodzinnych” taka osoba też była obecna na planie?

Były dwie osoby, które się tym zajmowały. Dla mnie to było pierwsze takie spotkanie i jest to bardzo ciekawe doświadczenie. Uważam, że jest to super potrzebne. Tym bardziej, kiedy nie znasz partnera z którym masz grać. Należy zaznaczyć, że konsultant do spraw intymnych to nie jest osoba, która zajmuje się tylko scenami seksu, ale również scenami pocałunku lub przytulenia. To jest tak świeży zawód w branży filmowej, że on się musi dostosować do tych tarć międzypokoleniowych. Niektórzy starsi aktorzy już sobie tę kwestię wyrobili, ale są też tacy, którzy boją się mówić o scenie seksu z reżyserem. Wcześniej bardzo brakowało mi takiej osoby, która zadba o to, żeby się wcześniej spotkać z partnerem, dotknąć, porozmawiać,  obgadać choreografię.

Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że takie sceny są kręcone w konkretny sposób, że pokazywane są konkretne rzeczy.

Dzięki takiemu konsultantowi na planie nie będzie żadnych nadużyć, bo to o to chodzi. Nie może być czegoś takiego jak improwizacja sceny seksu. Macie oczywiście jakiś wspólny cel, ale podczas improwizacji mogą się zadziać różne rzeczy, dlatego tak ważne jest omówienie wcześniej choreografii.Bo inaczej można kogoś skrzywdzić i przekroczyć granice, których on nie chce przekroczyć.

Udzieliłaś kiedyś wspólnego wywiadu z innymi młodymi aktorkami, to było po wydarzeniach w łódzkiej szkole. Ludzie mają swoje historie też poza planem, nie wiesz czy ktoś na przykład nie był molestowany w dzieciństwie. Taki koordynator powinien o tym wiedzieć, bo dotyk – nawet z dobrą intencją – może uruchomić jakąś skrywaną traumę.

Oczywiście. Ja jako partner wcale nie muszę o tych traumach wiedzieć i dlatego ta osoba jest na planie potrzebna. To już staje się praktyką i przestaje być tabu. Na planie produkcji innej platformy nie zaproponowano mi koordynatora do spraw intymnych, ale gdy zapytałam, czy mogę poprosić o taką osobę, to nie byłoby to już zaskoczeniem.

Zmieńmy temat na nieco luźniejszy. Zawsze mnie fascynowało, jak przyczepia się na planie brzuch.

Metody są różne. Tutaj był przyczepiany na rzepy z tyłu. Czasami są zakładane takie jak body. Nie jest to zbyt wygodne, zwłaszcza, gdy kręci się sceny latem.

Całkiem realistycznie się z tym brzuchem poruszasz. Bo nie wystarczy ten brzuch przyczepić, trzeba też sobie wyobrazić jak to działa.

Ja go założyłam i kicałam, jakbym go nie miała. Nie byłam w ciąży, więc nie miałam pojęcia, jakie to jest uczucie. Jedna kobieta na planie zwróciła mi na to uwagę. Więc zaczęłam to zmieniać, popracowałam nad tym, ale była to też fajna zabawa.

Chciałabym cię jeszcze podpytać o siostrzeństwo, o kobiece wsparcie. Mam wrażenie, że w tym serialu ten temat został ugryziony z różnych stron. Czasami, że kobiety się nie wspierają i są dla siebie niedobre. Czasami, że nie umieją się porozumieć, ale chciałyby. Jak myślisz, pod jakim względem ten serial będzie odbierany?

Chciałabym, żeby był odbierany jako koleżeński. Żeby ludzie zobaczyli, że to jest też jakaś praca nad relacją. Widzimy relację Kaśki z siostrą, która jest najbliższą, najbardziej intymną relacją – siostry bardzo się wspierają, ale nie są wobec siebie bezkrytyczne. Jest trudna relacja z matką, ale jednocześnie też mogą na siebie liczyć. W serialu widzimy momenty, w których się od siebie oddalają, ale na samym końcu to co pozostaje w tej relacji, to potrzeba słuchania siebie. Jest jeszcze babcia, jest wspaniała przyjaciółka mamy. Wszystkie bohaterki tworzą ten kobiecy krąg, ale też uczą się od siebie wzajemnie i to jest fantastyczne.

W komunikatach wizualnych mamy młodą dziewczynę, ślub kościelny, ciążę. To budzi zespół skojarzeń, ale jednocześnie mam wrażenie, że ten serial jest dość nowoczesny.

Oczywiście, to nie jest serial tylko dla tych osób, które planują życie rodzinne w stereotypowym znaczeniu. Natomiast jest to serial o tym, że możesz sobie poradzić w różnych sytuacjach, niezależnie od tego, czy masz wsparcie wokół siebie czy nie. Dla Kaśki ciąża jest mocnym momentem w życiu, jak pewnie dla każdej kobiety. To zaczyna określać ją samą i to, kim ona jest. Jednocześnie to nie sprawia, że chce zrezygnować ze swoich ambicji. Czuję po pierwszym sezonie, że ona powinna być spełniona jako matka, ale również zawodowo.

Netflix to platforma międzynarodowa, a ty już nachodziłaś się po dywanach w Wenecji i nie tylko. Jak wyglądają twoje kolejne plany. Patriotycznie, czy jednak nie?

Patriotycznie na pewno. Natomiast nagrywam różne castingi wideo, które wysyłam za granicę. Okazuje się, że chyba muszę się zacząć uczyć hiszpańskiego. Być może mam taką hiszpańską urodę. Chociaż ostatnio pracowałam na planie koprodukcji, gdzie graliśmy w języku angielskim. To zawsze ciekawe doświadczenie.

Życzę ci sukcesów w Polsce i zagranicą, a  przede wszystkim tej asertywności.

Tego życzę nam wszystkim.

Fot. Bartosz Maciejewski

Reklama

Menel Kultury

Czasem wypada zastanowić się nad początkiem. Nad tą pierwszą chwilą,