W trasie

KAROLINA KOŁODZIEJCZYK

w_trasie_baner

Przebodźcowanie. Stan, którego doświadcza wiele z nas, wpatrując się ciągle w kolorowe obrazki na naszych smartfonach, laptopach i telewizorach. Zazwyczaj we wszystkie jednocześnie. To ta ciągła potrzeba bycia podłączoną do dopaminowej kroplówki, do nowych wrażeń, świeżych emocji. I ostatecznie, tak już zupełnie prywatnie dla mnie, przebodźcowanie sprawia, że ciągle gdzieś gonię. I o tym będzie ten tekst.

Spokój 

Mój organizm przyzwyczaił się do stałej dawki nowych bodźców. Podobno to zaczęło się już w dzieciństwie, kiedy do naszego domu wpadało dużo ludzi, a ja byłam otoczona coraz to nowymi zabawkami i twarzami. To początkowe, z pozoru niegroźne przebodźcowanie na wyższy poziom wyniosły social media.

Wszyscy znamy ten mechanizm i nie ma co dłużej nad nim rozwodzić. Pewnie też chciałybyście choć na moment przenieść się do ery, kiedy nie mierzyliśmy swojej wartości lajkami, ale stworzenie kapsuły czasu wciąż przed nami. Potrzeba doświadczania nowych wrażeń, a jednocześnie ucieczki od świata online, przejawia się u mnie w byciu w drodze.

 
Reklama

Tydzień ciągle w jednym mieście? Nuda, zaczyna mi odbijać. Muszę zaraz kogoś odwiedzić, zabookować bilety lotnicze, skoczyć na koncert do innego miasta. Śpię więc po cudzych kanapach, samochód nierzadko robi mi za garderobę, a pociąg okazuje się świetnym miejscem pracy. Tak funkcjonuję od kilku lat i tylko w tym trybie potrafię znaleźć (pozorny?) spokój. 

Samopoznanie 

A przy okazji w drodze szukam też trochę siebie. Odkrywam miejsca, w których mogłabym mieszkać i fantazjuję o innych scenariuszach życia. Poznaję osoby tak odmienne od tych, które spotykam na co dzień na wrocławskich ulicach. Zaczynam uprawiać nowe sporty i tańczyć do innej muzyki.

Nowe miejsca mnie zmieniają i pozwalają definiować siebie na nowo. W podróży wydaje się sobie tą lepszą sobą – zabawniejszą, bardziej otwartą, wyluzowaną. Co ciekawe, w takich warunkach często też zwyczajnie lepiej mi się myśli, a więc i moja kreatywna robota robi się jakby łatwiejsza. Potrafię skupić się w największym chaosie – na lotniskach, w gwarnej kawiarni czy żonglując torbami z zakupami w tramwaju. To po raz kolejny utwierdza mnie w przekonaniu, że zmiana leży w mojej naturze. A czy powinniśmy się swojej naturze sprzeciwiać? 

Ucieczka 

Gdy myślę o byciu w tracie, dopada mnie jednak przypuszczenie, że ta potrzeba nowych wrażeń, to wyświechtane przebodźcowanie, to tylko zasłona dymna. Prawdziwym powodem może być to, o czym już wspominałam – ucieczka. Cienka jest granica między tym słynnym cieszeniem się życiem, podróżowaniem i nieustanną celebracją a właśnie ucieczką przed dorosłością.

W końcu w podróży dużo bardziej liczy się tu i teraz, a dalekosiężne plany zawodowe, remont mieszkania czy codzienne pielęgnowanie relacji z ludźmi schodzą na dalszy plan. To pierwsze zastępują pojedyncze zlecenia, to drugie można zamienić na kampera, to trzecie pochłaniają przelotne znajomości. Czyli wciąż nowe miejsca, ludzie, doświadczenia. I chciałabym zostawić Was z jakimś wnioskiem, ale moja głowa wydaje się też być w ciągłej trasie i bujać się pomiędzy “ustatkuj się” a “żyj przyjemnościami”. Po to się chyba ma jednak te dwadzieścia parę lat, żeby trochę pobłądzić. Zatem błądzę i z tym akurat radzę sobie świetnie.

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE