Głos, który buduje wspomnienia – o pracy dubbingowca opowiada Magdalena Wasylik

magda_wasylik

Postacie, w które się wcieliła są inspiracją dla każdej dziewczynki. Anna z Krainy Lodu, Ally z disneyowskiego serialu, czy każdemu znana Świnka Peppa to tylko niektóre z jej licznych kreacji. O tym, jak sama była małą dziewczynką, początkach kariera i najbliższych planach Magdy Wasylik możecie przeczytać w poniższej rozmowie.

Karina Jaworska: Dlaczego dubbing?

Magdalena Wasylik: Szczerze? To w ogóle nie był mój pomysł. Zaczęło się od śpiewania. Miałam około pięciu lat, zaczęłam chodzić na zajęcia wokalne i troszkę się tam wyróżniałam. Znalazłam fajnego instruktora śpiewu, który zaczął wysyłać mnie na różne konkursy. W pewnym momencie trafił na casting do przedstawienia muzycznego w teatrze Roma. Pochodzę z Sieradza, nie wiedziałam czym pachnie teatr muzyczny. Przed castingiem poszłam na spektakl „Koty” i bardzo mi się spodobało. Udało mi się dostać do obsady „Akademia Pana Kleksa”. Dostałam rolę Rezedy – dziewczynki, która podróżowała z Adasiem i Panem Kleksem po różnych krainach. To była główna rola dziewczęca, więc udało mi się trochę wypłynąć. Dużo dorosłych aktorów, którzy grali w „Akademii…” pracowało już w dubbingowym świecie. Zostałam zaproszona na casting i zostawiłam próbkę głosu. Ten dziecięcy głos był bardzo pożądany. Dostałam swoją pierwszą rolę w wieku 11 lat i była to Świnka Peppa, mój debiut. Pracowaliśmy wtedy ze wspaniałą (niestety już świętej pamięci) Dorotą Kawęcką, która często naczytywała mi rolę. Czasami sama z siebie fajnie zagrałam, ale niekiedy, jak to dziecko, trzeba było mnie trochę nakierować.

Czyli tak to się zaczęło?

Tak, przez muzykę, teatr, konkursy. O dubbingu nie marzyłam, bo sama byłam dzieckiem i wierzyłam w te postaci. Jednak później poznałam wielu aktorów z Romy, którzy zajmowali się dubbingiem. Oglądając bajki zgadywałam, czyje to głosy. To była moja zabawa. Chociaż zaczęłam bardzo wcześnie, ta praca była czymś fajnym, kolorowym, bajkowym. Rówieśnikom mogłam mówić, że ja jestem tą postacią, co było bardzo wyróżniające.

Taka praca przez zabawę.

Dokładnie. Nigdy nie żałowałam, że tak to się potoczyło. To samo dotyczy Romy, w przerwach (albo i nie w przerwach) zawsze był czas na różne wygłupy, przeszkadzaliśmy troszkę. Żadna inna muzyczna przygoda i żadne inne talent show temu nie dorównało.

Byłaś wtedy bardzo mała. Co sprawiło, że trzymasz się dubbingu do dziś?

Grałam w teatrze, ale spektakl po dwóch latach się skończył. Byłam w szóstej klasie i musiałam wybrać – zostaję w Warszawie i pracuję dalej, czy wracam do Sieradza, do rodziny i nowo urodzonej siostrzyczki. Wybrałam rodzinę. Na jakiś czas porzuciłam dubbing, ale nie całkowicie – nagrywałam bajkę „Dora poznaje świat”. Nagrywaliśmy ją około dziesięciu lat, a potem była jeszcze „Dora i przyjaciele” oraz film „Dora i miasto złota”. Dora rosła razem ze mną i utrzymała mnie przy dubbingu. Dojeżdżałam na nagrania z Sieradza, co zabierało cztery godziny.

Pracuś z ciebie.

Tak, ale czas mnie uczy. Głos nie jest nieśmiertelny – jak przedobrzymy, to możemy go stracić. A do intensywnego trybu życia się przyzwyczaiłam. Teraz też tak mam, bo obecnie mieszkam w Łodzi.

Nagrywasz w Łodzi?

Tylko w Warszawie. Tutaj mam sferę spoczynku.

Posiadanie takiej własnej przestrzeni do odpoczynku jest podobno bardzo zdrowe.

To bardzo istotne. Dzisiaj preferuję skumulowane nagrania – kilka dni na pełnych obrotach, a potem powrót. Do pełnego świata dubbingu wróciłam dopiero w liceum. Poprzypominałam się w niektórych studiach i tak to trwa. Zostałam zaproszona na casting do „Austin i Ally”. To była wymarzona rola! W końcu nie dziecko, któremu trzeba zmieniać głos, tylko osoba w moim wieku. Nagrywałam to z Joasią Węgrzynowską i miałam problem żeby siedzieć przed mikrofonem i mówić swoim prawdziwym głosem. Widziałam dziewczynę w moim wieku, a mówiłam jak dziecko i myślałam, że na tym polega dubbing. Nauczyłam się wtedy mówić własnym głosem, co było naprawdę trudne. Tak koło zaczęło się samo napędzać. „Austin i Ally”, „Violetta”, pierwsza kinówka „ParaNorman” czyli horror dla dzieci. Wspinałam się po szczebelkach, aż w końcu wdrapałam się wprost do „Krainy Lodu”. Byłam głosem księżniczki, a o tym marzy prawie każda dziewczyna. Zaczęły się także koncerty.

Mówisz na przykład o Festiwalu Muzyki Filmowej?

Dokładnie. To był kolejny etap rozwoju. Nigdy nie pracowałam z wielką orkiestrą i z dyrygentem, który mówił po angielsku.

Wyzwanie?

Wtedy trochę się stresowałam, ale no cóż… pierwsze koty za płoty. Pierwsze razy są stresujące, ale dużo uczą. W każdym razie Anna otworzyła mi wiele drzwi.

Księżniczka, którą zna chyba każde dziecko, śpiewa twoim głosem – jakie to uczucie?

Każda dziewczynka ją zna, ale większość chce być Elsą.

Oj tam, bo ma moc. Ale bez Anny nie byłoby filmu.

To prawda, Anna jest wiodącą postacią, Pierwsza część to był naprawdę jej film. Śpiewała wiele piosenek, bardzo różnorodnych piosenek. Zaczynając od „Pierwszy raz jak sięga pamięć”, emocjonalna, wesoła melodia. Trzeba było wydobyć tam wiele barw. Potem „Miłość stanęła w drzwiach”, czyli typowa, musicalowa piosenka, w dodatku duet. Świetny Marcin Jajkiewicz w roli śpiewającego Hansa. Zapomniałam jeszcze o „Ulepimy dziś bałwana”!

Jej pierwsza piosenka, wielki hit!

Od najmłodszej do najstarszej Anny. Najmłodszą grała Malwinka Jachowicz, średnią Julka Siechowicz i najstarszą ja. Ta historia ma piękny przekaz. Im jestem starsza, tym więcej rzeczy przeżywam, dostrzegam. Można dostrzec dużo powiązań z prawdziwym życiem, pomimo tego, że to bajka dla dzieci.

Wspominałaś, że masz młodszą siostrę, więc taka historia na pewno cię porusza. Też mam siostry, zabrałam je na ,,Krainę Lodu 2”.

O drugiej części też trzeba wspomnieć! Pierwsza była piękna, ale w drugiej Anna zrobiła się bardzo dorosła. W pierwszej części uważałam ją za trochę nieogarniętą, a w drugiej stała się takim dobrym duchem Elsy, ostoją. Miałam tam mega wyzwania jeśli chodzi o śpiewanie. Na przykład piosenka ,,Już Ty wiesz co” – solowa, bardzo smutna i trudna. Anna śpiewa ją będąc na skraju rozpaczy. Sama byłam wówczas w kiepskim momencie swojego życia, odeszła bliska mi osoba. Przypominałam sobie o tym, by przekazać najprawdziwsze emocje.

Co jest najtrudniejsze – oddanie emocji, nadwyrężanie głosu, zmiana bohaterów? Co jest największym wyzwaniem?

Wyzwaniem są emocje. Najchętniej wszystko byś wykrzyczała, ale nie możesz, musisz to zaśpiewać.Głosem zrozpaczonym, emocjonalnym, ale zdrowym. Oddanie emocji i okiełznanie głosu, połączenie tych dwóch rzeczy jest chyba najtrudniejsze.

Jak wyglądają castingi?

Najczęściej przychodzi wersja angielska i reżyser oraz kierownik muzyczny starają się znaleźć osoby o podobnej barwie głosu. Razem z innymi osobami zostałam zaproszona na casting do „Krainy Lodu”. Pojechałam całkowicie zachrypnięta! Miałam okropny głos, nie dawałam rady, byłam po prostu chora. Kierowniczka muzyczna Disneya, Agnieszka Tomicka, dała mi drugą szansę – najwidoczniej słyszała mnie w tej roli. Przyjechałam drugi raz i mimo, że głos nie był w pełni zreperowany, dostałam tę rolę. Na początku myślałam, że dostałam również mówioną rolę, ale skończyło się na samych partiach śpiewanych.

To typowe, że ktoś podkłada dialogi mówione, a ktoś inny śpiewa?

Wydaje mi się, że od zawsze tak było. Mulan czy Pocahontas – ktoś inny śpiewał, ktoś inny mówił. Nie wiem jaki jest w tym cel. Pewnie czasem po prostu głos mówiony pasuje do postaci, ale dana aktorka nie śpiewa. Próbują więc dobrać inną aktorkę, która pokryje resztę. To się chyba sprawdza.

A jak wygląda proces nagrywania?

Nie mamy wcześniej scenariuszy, wszystko nagrywamy na żywo. Często najpierw oglądamy jakąś scenę, poznajemy postać, a w połowie filmu nagrywamy już a-vista.

Co byś poleciła komuś, kto chciałby zacząć swoją przygodę z dubbingiem?

Warsztaty u Joasi Węgrzynowskiej i Kasi Łaskiej. Myślę, że dla osób bez szkoły teatralnej to jedyna droga. Dla dzieci często są castingi otwarte, udostępniane w internecie, jednak dla starszych tak nie ma. To dosyć trudne znaleźć się w jakiejś obsadzie. Nie niemożliwe, ale trudne. Jednak gdy ktoś ma charyzmę, dobrą dykcję albo potrafi śpiewać, to jest szansa, że ktoś się odezwie.

Po Gali Bestsellerów Empiku napisałaś na Instagramie „Jest to dla nas wszystkich wspaniałe wyróżnienie. Czujemy się zauważeni i zwyczajnie docenieni”.

Jest to trochę praca w cieniu. Często widzimy postać nie myśląc o tym, że za nią stoi jakaś ludzka twarz. Myślę jednak, że i tak teraz dubbing jest dużo bardziej dostrzegany i doceniany niż kiedyś. Dostajemy zaproszenia na gale, czasem są przyznawane nagrody, zdarza się, że ludzie zaczepiają cię z nazwiska w sklepie – to podbudowujące.

Myślałaś kiedyś o karierze muzycznej?

Robienie swojej muzyki to moje największe marzenie. Od jedenastego roku życia jestem jednak w wirze pracy, teraz to również moje źródło utrzymania, więc nie tak łatwo się odważyć. Zaczęłam jednak już coś pisać, tworzyć i nagrywać.

Twój cover „Małe tęsknoty” bardzo mi się podoba.

Bardzo dziękuję. Osobiście wolę „Szukaj mnie”, ale może dlatego, że to pierwsze nagranie po latach. Trudno jest do tego wrócić, bo pracę trzeba odłożyć na drugi plan i poświęć się w pełni czemuś całkiem nowemu. To wyjście ze strefy komfortu. Znalezienie kreacji dla siebie, a nie wcielanie się w czyjąś.

Może niedługo nas czymś zaskoczysz?

Bardzo bym chciała. Nie tylko coverami, ale też czymś swoim.

Na sam koniec zdradź mi… jaka jest twoja ulubiona bajka z dzieciństwa?

Jak byłam malutka to oglądałam „Calineczkę” na kasecie wideo. Później uwielbiałam „Pocahontas” i „Mulan” oraz „Przygody Kubusia Puchatka”. „Anastazja” i „Tajemniczy ogród” oglądałam tysiące razy. Jestem też wielką fanką Harrego Pottera. Może to już nie bajka, ale ma szczególne miejsce w moim sercu. Myślę, że niedługo znowu obejrzę sobie tę sagę. Jesienna aura, złote liście, ciemno za oknem – pogoda idealna na Harrego.

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE