Recenzja książki „Przyjaciele, kochankowie i ta Wielka Straszna Rzecz”

KAROLINA KOŁODZIEJCZYK

ta_wielka_straszna_rzecz

Po autobiografię Matthew Perry’ego sięgałam, jak zapewne większość innych czytelników, z oczekiwaniem, że dostanę przede wszystkim zgrabnie napisany zbiór anegdotek kręcących się wokół „Przyjaciół”. Jako wielka fanka serialu i postaci Chandlera (odtwarzanej przez Matthew) liczyłam, że przez te kilka godzin poczuję się jak na planie kultowego show. Nic bardziej mylnego. 

Chociaż Matthew Perry nie zaistniałby w masowej świadomości bez „Przyjaciół”, to nie o tym jest ta książka i nie to odcisnęło największe piętno na życiu aktora. Na pierwszy plan wysuwa się tytułowa „Wielka Straszna Rzecz”, czyli uzależnienie. Od alkoholu, opioidów i papierosów. Uzależnienie, które zaczęło się jeszcze przed „Przyjaciółmi” i trwało po ich zakończeniu. Uzależnienie, które – jak opisuje aktor – niszczyło jego relacje z kobietami, filmy, w których grywał i zdrowie. Finalnie doprowadziło go prawie do śmierci. To, że żyje, spokojnie można uznać za coś w kategoriach cudu (w końcu 2% szans na przeżycie nocy to całkiem niewiele). Tak to zresztą traktuje sam Matthew, który mocno podkreśla wiarę w Boga i związaną z tym misję pomagania innym. I właśnie częścią tej misji jest jego autobiografia.

W „Przyjaciołach, kochankach i tej Wielkie Strasznej Rzeczy” dostajemy oczywiście cały przekrój twórczej kariery aktora. Przechodzimy przez skomplikowane relacje z rodzicami (którzy jednak wspierają go po dziś dzień), pierwsze castingi i w końcu zdobycie roli w „Przyjaciołach”, za co następnie inkasował milion dolarów za odcinek. Wszystko jednak przedstawione jest w cieniu nałogu, który dominuje całe życie Matthew. Czytając książkę zastanawiałam się głośno, czy to nie za wcześnie na pisanie o uzależnieniu. W końcu aktor jest czysty od stosunkowo niedawna, a w swojej historii walki z nałogiem zaliczył wiele powrotów do picia i ćpania. Mój chłopak stwierdził jednak, że może to jest właśnie najlepszy moment i część jego leczenia. Jedno jest pewne – aktor wypada bardzo wiarygodnie. Co prawda często zdarza mu się wchodzić w rolę pragnącego wszystkich rozbawić Chandlera, ale poza niefortunnym żartem o śmierci Keanu Reevesa (za co już zresztą zdążył przeprosić), nie osłabia to przekazu. Dzięki temu całość, która ma mocno dołujący wydźwięk, jest do przełknięcia i czyta się ją naprawdę szybko. Nie zostanę fanką nieco wymuszonego stylu pisania aktora i momentami nadmiernej pobłażliwości dla własnych zachowań, ale jestem wdzięczna za to, czym się z nami podzielił. 

Czy jestem więc zawiedziona, że nie jest to książka o „Przyjaciołach”? Absolutnie nie. Miło czyta się anegdoty o romansowaniu przez faks z Julią Roberts, odrzuceniu przez Jennifer Aniston czy opisy imprez z Bruce’m Willisem, ale ostatecznie to nie to jest dla mnie najciekawsze. Biografia Matthew to dobitny przykład na to, że można osiągnąć wszystko, a przy tym nie mieć tak naprawdę nic. I zamiast cieszyć się sukcesami, myśleć tylko o kolejnym łyku czy tabletce, bo w oczach uzależnienia wszyscy jesteśmy tak samo biedni.

Jak napisał aktor: „Myślę, że tak naprawdę muszą się spełnić wszystkie twoje marzenia, żebyś zrozumiał, że były to niewłaściwie marzenia”. Przestroga z małą dawka nadziei – tak podsumowałabym „Przyjaciół, kochanków i tą Wielką Straszną Rzecz”. 

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE